Kontynuujemy cykl tekstów poświęconych Zbigniewowi Dobkowskiemu, prezesowi MTKKF, organizatorowi wielu imprez dla dużych i małych, byłemu sędziemu piłkarskiemu, wcześniej – czynnemu zawodnikowi. Dziś o jego sportowych początkach.

Ze wspomnień pana Zbyszka (2)
Zbigniew Dobkowski na terenie nieistniejącej już szczycieńskiej Maracany

Czy sportowcem lub działaczem się rodzimy? Chyba nie. Nawet Zbigniew Dobkowski na początku był tylko małym chłopcem. Chłopcem, którego bardzo szybko pochłonęła piłka nożna. Wczesne dzieciństwo naszego bohatera nie przypadło na czasy piłkarskich sukcesów w wydaniu reprezentacyjnym. Na odpowiedni pułap nie wskoczył wtedy jeszcze futbol lokalny, ale nie przeszkadzało to w uganianiu się za piłką. W latach 60. ubiegłego wieku nie było mowy o orlikach. Często szczyt marzeń stanowiła gra na bramki ze słupkami i poprzeczką. Niejednokrotnie były one tylko symboliczne – drzewo, położone na ziemi torby, ubrania bądź wbite w grunt patyki. Wysokość bramki miała zupełnie umowny charakter. Dziś dzieciaki mogą biegać po równych nawierzchniach z wymalowanymi liniami. Mogą, ale coraz częściej nie chcą…{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Kiedyś należało przygotować sobie plac do gry samemu. Zbigniew Dobkowski zaczynał pod koniec lat 60. na boisku wytyczonym na ówczesnym targu końskim. Znajdował się on nieopodal dzisiejszej siedziby Urzędu Gminy, na skrzyżowaniu ulic Łomżyńskiej i Grudziądzkiej. - Tam zaczęliśmy budować bramki i tam spędzaliśmy wiele godzin dziennie, bawiąc się piłką – wspomina nasz rozmówca. Zbyszek, mieszkający wcześniej na ul. Grudziądzkiej, przeniósł się wkrótce do bloku na ul. Lipperta. Tam miał wraz z kolegami do dyspozycji asfaltowe place do gry w kosza, siatkę czy minipiłkę nożną. To były czasy drużyn osiedlowych i właśnie taką drużynę zakładał nastoletni Zbyszek. Ze swoją „Spartą” rywalizował z zespołami z innych ulic czy części miasta. Grano w składach 6-7-osobowych – Naszym dużym boiskiem było boisko przy Szkole Podstawowej nr 3 – tłumaczy Zbigniew Dobkowski. – Na mecze kupiliśmy sobie koszulki koloru zielonego. Z okładek na książki i zeszyty wycinaliśmy numery na koszulki i sami je naszywaliśmy.

Boisko przy SP3, dziś asfaltowe, wtedy miało nawierzchnię piaszczystą. Plac do gry, który utkwił naszemu rozmówcy w pamięci szczególnie, znajdował się w trochę innej części Szczytna. – Najbardziej zapamiętałem boisko przy „trójkącie” znajdującym się na skrzyżowaniu 1 Maja i Leyka. Miejscowa drużyna, jedna z najsilniejszych w Szczytnie, nazwała je Maracaną – mówi Zbigniew Dobkowski. Niewtajemniczonych informujemy, że Maracana to nazwa słynnego stadionu w Rio de Janeiro, którego trybuny mogły niegdyś pomieścić 200 tysięcy widzów. Na dawnej szczycieńskiej Maracanie widać jeszcze niezagospodarowane fragmenty przestrzeni. Część byłego boiska zajęły wybudowane domy i garaże. Rozebrano ponadto stodołę znajdującą się za placem do gry. – W czasie meczu na boisku szkolnym pojawił się trener Zdzisław Moczydłowski, prowadzący grupę młodzieżową w Podchorążaku – wspomina Zbigniew Dobkowski. - Zaproponował nam sparing. Przyjęliśmy propozycję.

Cdn.

(gp){/akeebasubs}