ZIMOWE PERYPETIE KIEROWCÓW

Zimowe perypetie kierowców

Znowu trochę napadało, wskutek czego „szczęśliwi” posiadacze samochodów, którzy garażują na powietrzu mają rankiem z autami sporo zachodu. Trzeba po prostu usunąć z nich śnieg - fot. 1. O ile nie przymarzły uszczelki w drzwiach, to bez kłopotów wyciągnie się z wnętrza miotełkę i można przystąpić do zmiatania białej kołderki. W przeciwnym bowiem wypadku, gdy ruszymy w trasę nieodśnieżonym autem grozi nam mandat w wysokości od 20 do 500 zł. No tak, ale jak auto należy czyścić, aby nie ryzykować kary. Czy wystarczy usunąć śnieg z reflektorów, tablic rejestracyjnych i szyb? Otóż jak się okazuje, to za mało. Trzeba odśnieżyć również maskę oraz dach. Należy to zrobić, bo może zdarzyć się tak, że przy pierwszym hamowaniu śnieg zsunie się z dachu na przednią szybę i mocno ograniczy nam widoczność. Wówczas stłuczka, czy wypadek gotowy. Inne niebezpieczeństwo to zwiewanie śniegu z dachu na samochody jadące za nim, co z kolei ogranicza widoczność innym kierowcom.

MIŁE CIEPŁO W ŚRODKU

Dość powszechną praktyką podczas zimowego rozruchu samochodu jest wcześniejsze jego odpalenie, by nagrzać wnętrze. Dzięki temu można lepiej rozmrozić auto i szybciej wówczas wyjechać w trasę, w dodatku w ciepłym wnętrzu - fot. 2. Tymczasem mało który z kierowców wie, że tak robić się nie powinno, gdyż grozi za to mandat. Kodeks drogowy, niestety, zabrania pozostawiania na terenie zabudowanym samochodu z włączoną jednostką napędową na dłużej niż jedną minutę. Ustawodawca chciał w tym przypadku wyeliminować zachowania: powodujące uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin do środowiska lub nadmierny hałas (…). Na szczęście przepisy przepisami, a życie swoje, dzięki czemu jak na razie policjanci kierowani zdrowym rozsądkiem kar za takie praktyki (grzanie silnika) raczej nie wymierzają. Warto w razie czego jednak o tym wiedzieć, stąd nasze wyjaśnienia. Także, o czym pisaliśmy w latach ubiegłych, nie wolno urządzać samochodowych kuligów.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Kierowcy pozbawieni kompletnie wyobraźni w minione i co bardziej śnieżne zimy ciągnęli za autem sanki (m. in. w Kamionku), co ostro krytykowaliśmy. Na szczęście teraz nie ma aż tak dużo śniegu, aby urządzać tego rodzaju niebezpieczne „zabawy” dla milusińskich - fot.3. Niechaj jednak każdy kierowca wie, że grozi za to mandat w wysokości do 500 zł i 5 punktów karnych. „Zimowe” przepisy, jak widać, są dość restrykcyjne, ale dodajmy jeszcze, że nadal nie ma obowiązku używania opon zimowych. W związku z tym policja nie może ukarać kierowcy za ich brak, czyli jazdę zimą na oponach letnich. Mimo to powinno się jednak je stosować, bo są bezpieczniejsze od letnich, no i w dodatku od listopada 2013 r. ma wejść w życie nowe prawo nakładające obowiązek używania zimowego ogumienia.

NISZCZYCIELE ZNAKÓW

Jeszcze w ubiegłym tygodniu jeden z naszych Czytelników zwrócił nam uwagę na niszczycielską działalność, której skutki zauważył w obrębie nowego przejścia dla pieszych przy ZS nr 1 w Szczytnie (ul. Mickiewicza). Ktoś lub coś strąciło niebieską tarczę z białą strzałką z podtrzymującego ją słupka, zaś inny znak informacyjny, wskazujący przejście dla pieszych został obrócony na odwrotną stronę - fot. 4 (szczegóły w czerwonych otokach).Trzeba dodać w tym miejscu, że przeróbka przejścia na dzielone z wysepką w środku wydaje się uzasadniona - uczniowie z pobliskiej szkoły, czy wierni zdążający do kościoła WNMP mogą teraz bezpieczniej przechodzić na drugą stronę ulicy...

Wracając zaś do meritum sprawy, to gdy „Kurek” zjawił się na miejscu, logicznym wyjaśnieniem zastanego stanu rzeczy była działalność wandali. Co ciekawe, tu ukłon w stronę służb drogowych, nim zdążyliśmy dobrze przypatrzeć się powstałym szkodom, pojawiła się na miejscu odpowiednia brygada i w mig przywróciła przejście do dawnego stanu, tj. naprawiła znaki. Jednak zaraz potem rzeczywistość zweryfikowała nasze podejrzenia co do wandali. Okazało się bowiem, że strącenie niebieskiej tarczy, czy obrócenie drugiego znaku to nie sprawka chuliganów, a... samochodów ciężarowych. Zaraz po odejściu robotników, którzy na powrót przymocowali niebieską tarczę, ta zaraz była bliska oderwania. Co się stało? Oto z ulicy Bartna Strona nadjechał spory zestaw ciężarowy - fot. 5.

Z powodu swoich gabarytów nie był w stanie „wyrobić” się podczas skrętu i po prostu zahaczył o tarczę. Szczęściem ta tym razem solidnie zamocowana nie odpadła.

Ba, nietrudno się domyśleć, że wielu takich konfrontacji nie wytrzyma i jest tylko kwestią czasu, kiedy znów odpadnie. Podobnie dzieje się z prostokątnym znakiem oznaczającym przejście dla pieszych. Często potrącają go tiry, a nawet i mniejsze pojazdy ciężarowe, no i zapewne niedługo tarcza ponownie zostanie obrócona, albo wręcz zerwana - fot. 6. Nowe przejście, choć jak zaznaczyliśmy wcześniej, bezpieczniejsze od poprzedniego, niedzielonego, spowodowało jednak to, że teraz znacznie zwęziły się oba pasy ruchu na jezdni. O ile ze znakiem w postaci okrągłej tarczy, jak się wydaje, niewiele można zrobić (może zainstalować mniejszą), o tyle znak prostokątny należałoby po prostu przestawić za barierkę ograniczającą ruch pieszych. Dzięki temu tarcza oddaliłaby się od jezdni o około pół metra, co powinno być wystarczające. W ten sposób, czyli za barierką ustawione są zresztą inne znaki drogowe w tej okolicy.

KOMÓRKI RATUJĄ WIEŻĘ

W poprzednim numerze „Kurka” pisaliśmy o wyprawie ze Szczytna do Wielbarka odbytej ponownie otwartą linią po 12 latach przerwy. Ponieważ tematyka artykułu była inna, nie wspominaliśmy wówczas nic o dworcu w Wielbarku i jego obecnym wyglądzie, a warto poświęcić temu kilka słów. Niestety, budynki dworcowe obróciły się w międzyczasie w ruinę i teraz straszą swoim wyglądem - fot. 7. Jak widać na zdjęciu, ocalał co prawda napis z nazwą miejscowości, ale tak wewnątrz, jak i na zewnątrz budowla prezentuje się fatalnie. Już wkrótce budynki dworcowe oraz nieodległa nastawnia mają być rozebrane, tak że nie pozostanie po nich nawet żaden ślad, czego odżałować nie mogą miłośnicy kolei.

I to właśnie oni zwrócili uwagę „Kurka” na inny ciekawy obiekt stojący po drugiej stronie torowiska, czyli piękną, zabytkową wieżę ciśnień - fot. 8. Ta, co widać na zdjęciu, w przeciwieństwie do pozostałych obiektów nadal jest w dobrym stanie. Jak to się stało, że nie uległa zniszczeniu? To ciekawe, ale uchowała się do dziś dzięki... komórkom. Na jej szczycie swojego czasu została zainstalowana antena telefonii komórkowej i teraz operator, aby nie zaprzepaścić inwestycji, musi dbać także o utrzymanie oraz konserwację jej podstawy, czyli kolejowej wieży ciśnień. Budowla jest ciekawa i warta obejrzenia.

{/akeebasubs}