Mądry, wyrozumiały szef, zawsze gotowy do pomocy innym, zaangażowany w życie lokalnej społeczności – tak byli współpracownicy wspominają zmarłego w ubiegłym tygodniu Marka Podkowę, długoletniego dyrektora Rejonu Energetycznego w Szczytnie.

Zmarł Marek Podkowa

Marek Podkowa był rodowitym szczytnianinem. Po ukończeniu Wydziału Elektrycznego Politechniki Białostockiej wrócił do rodzinnego miasta. W 1973 roku rozpoczął pracę w szczycieńskim Rejonie Energetycznym. Zaledwie dwa lata później, jako 24-latek, awansował na stanowisko zastępcy kierownika ds. technicznych. W 1998 r. objął funkcję dyrektora Rejonu. W 2011 r., w związku z problemami zdrowotnymi, przeszedł na rentę.

Współpracownicy wspominają go przede wszystkim jako mądrego i wyrozumiałego szefa.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - Był to wspaniały człowiek, z ogromnym poczuciem humoru – podkreśla Krzysztof Wódkiewicz, zastępca Marka Podkowy, a obecnie kierownik Działu Zarządzania Eksploatacją w Szczytnie i Olsztynie. Dodaje, że dyrektor charakteryzował się wielką życzliwością i gotowością pomocy innym. - Jako szef był wymagający, ale zawsze zachowywał się z klasą – wspomina kierownik. - Bardzo dbał o atmosferę w pracy. Stawiał na współpracę między poszczególnymi osobami w firmie – dodaje Waldemar Matysiak, specjalista w Dziale Dokumentacji Technicznej, współpracujący z Markiem Podkową od 1982 r.

Zmarły dyrektor był aktywny na niwie społecznej, mimo że nie sprawował żadnych funkcji w samorządzie. - Bardzo liczono się z jego zdaniem i szanowano w mieście – mówi Waldemar Matysiak.

Marek Podkowa należał do Rady Nadzorczej Portów Lotniczych, zarządu Warmińsko – Mazurskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, był też członkiem Stowarzyszenia Elektryków Polskich. Miał żonę i dwoje dzieci. Prywatnie interesował się muzyką – od poważnej po jazz i rock. Imponujące wrażenie na znajomych wywierała jego niezwykle bogata płytoteka. Fascynowały go także nowinki techniczne. Zbierał aparaty fotograficzne, lubił fotografować. Zawsze starał się być na bieżąco jeśli chodzi o kulturę. Z upodobaniem kolekcjonował albumy o znanych na świecie muzeach. - Był to człowiek renesansu, który nie ograniczał się jedynie do swojej sfery zawodowej – mówią jego współpracownicy. W 2009 r. poważnie zachorował i około pół roku przebywał na zwolnieniu. Potem jednak wrócił, choć już tylko na dwa lata. Po odejściu na rentę nadal utrzymywał bliski kontakt z dawnymi współpracownikami. Uczestniczył w piknikach oraz spotkaniach przedświątecznych.

Marek Podkowa zmarł 20 czerwca, mając 65 lat. Jego pogrzeb odbył się w minioną sobotę.

(ew){/akeebasubs}