W sobotę 24 sierpnia w wieku 102 lat zmarła w Grądach Lotta Dorow, najstarsza mieszkanka powiatu szczycieńskiego. W środę spoczęła na cmentarzu w Rybnie.
Za dwa tygodnie, 13 września miała obchodzić swoje 103. urodziny. - Byliśmy już umówieni, jak co roku, że tego dnia odwiedzimy ją z zespołem „Wrzosy” i będzimy wspólnie śpiewać piosenki – mówi członkini zespołu Kazimiera Klobuszeńska. Przychodzili do niej nie tylko z okazji kolejnych urodzin. Do ostatnich dni była bardzo pogodna, wesoła i towarzyska. Do tego lubiła śpiewać. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Lotta Dorow urodziła się podczas I wojny światowej w Orzynach. Jej ojciec, z pochodzenia Polak, pracował w znajdującym się w tej miejscowości dużym majątku szlacheckim wchodzącym niegdyś w skład rozległych dóbr rycerskich Rańska. Mama, rodowita Mazurka, zajmowała się głównie domem, ale też dorabiała jako praczka. Pani Lotta była najstarszą z ośmiorga rodzeństwa. W Orzynach skończyła ośmioklasową szkołę. Mając zaledwie 14 lat, poszła do pracy w majątku w Grądach. Tam też poznała swojego przyszłego męża, za którego wyszła w wieku 21 lat. Kiedy wybuchła wojna, mieli już dwoje dzieci. Wejście Armii Czerwonej zastało ją na Pomorzu, gdzie trafiła późną jesienią 1944 roku. Szczęśliwie udało się jej uniknąć tragicznego losu, jaki spotkał w tym czasie wielu Mazurów. Po wojnie wróciła w rodzinne strony. Zamieszkała u rodziców, w Popowej Woli. Przez lata pracowała w Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Jej rodzeństwo wyjechało do Niemiec. Nigdy nie żałowała swojej decyzji, by zostać na Mazurach. - Tu się urodziłam, dorastałam i tu chcę umrzeć – tłumaczyła, zdradzając, że długowieczność odziedziczyła po babci ze strony mamy, która także dożyła stu lat.
(o){/akeebasubs}
