Rząd planuje odtworzyć poligon wojskowy, który funkcjonował w okresie PRL-u na terenie powiatów nidzickiego i szczycieńskiego. W przypadku tego drugiego, obejmowałby obszar zlokalizowany w gminach Jedwabno i Wielbark. Ich włodarze, powołując się na doświadczenia z przeszłości, do pomysłu podchodzą bez entuzjazmu. Obawy mają także mieszkańcy wsi mających graniczyć z poligonem.

Znów będą strzelać na poligonie
Żołnierze na poligonie w Muszakach, styczeń 1972 r./fot.fot. 8013-trzynstaka.blogspot.com

CO SIĘ STANIE Z KOLONIĄ PRZEŹDZIĘKA?

O planach odtworzenia poligonu wojskowego, który w okresie PRL-u funkcjonował na terenie powiatów nidzickiego i szczycieńskiego, mówiło się już od dawna. Pogłoski krążące wśród samorządowców podsycała inwestycja realizowana na drodze wojewódzkiej między Nidzicą a Wielbarkiem, polegająca na budowie drogowego odcinka lotniskowego. Jej koszt to ponad 100 mln złotych. - Jeżeli już wydano tyle pieniędzy ze środków obronnych, to decyzja o odtworzeniu poligonu ponad głowami mieszkańców już zapadła – mówi jeden z samorządowców z gminy Jedwabno.

To, że sprawa jest raczej przesądzona, potwierdza burmistrz Wielbarka Grzegorz Zapadka. - Ministerstwo Obrony Narodowej wystąpiło do nas za pośrednictwem Sztabu Generalnego o to, jakie koszty wojsko miałoby nam pokryć przy odtworzeniu poligonu, jednocześnie zakreślając jego obszar – informuje. Na terenie gminy Wielbark miałby on objąć powierzchnię 3,5 tys. hektarów. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Jak mówi burmistrz, obszar ten w stosunku do tego, co było w okresie PRL-u, zostanie nieco zmieniony. - Granica będzie szła po zewnętrznym obrysie pasa startowego. Wcześniej kończyła się na linii lasu koło Przeździęka Małego – tłumaczy Zapadka. Przewiduje, że jego gmina na odtworzeniu poligonu niewiele straci, bo na tym terenie nie ma ważnej infrastruktury. Problem może stanowić natomiast zabudowa kolonijna Przeździęka Małego. Z przedstawionych burmistrzowi informacji wynika, że znalazłaby się ona na terenie poligonu. - Jest tam kilka domów mieszkalnych oraz leśniczówka – informuje burmistrz, zastanawiając się, jak w praktyce wyglądałoby życie mieszkańców w czasie ćwiczeń wojskowych. Włodarz przekonuje, że odtworzenie poligonu nie będzie miało dla gminy istotnego znaczenia. - Nic wielkiego tu się nie wydarzy. Wojsko już tu kiedyś było i co miało popsuć, to jest popsute – konstatuje.

BIJATYKI Z WOJAKAMI I TAŃSZE PALIWO

Jeszcze mniej entuzjastycznie do rządowych planów podchodzi wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak, który pochodzi z Szuci i doskonale pamięta czasy, kiedy w pobliżu funkcjonował poligon. - Patrząc na to z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że my nic z tego nie mieliśmy. Ani miejsc pracy, ani żadnej infrastruktury – ocenia. Wspomina, jak przez jego rodzinną wieś przetaczały się tabuny żołnierzy. Na porządku dziennym były awantury i bójki z wojakami. Nierzadko w ruch szły sztachety od drewnianych płotów. Jedyny pożytek z obecności wojska był taki, że w okresie kryzysu gospodarczego w latach 80. miejscowi kupowali od żołnierzy trudno dostępne wówczas paliwo po bardzo korzystnej cenie. - Wyglądało to tak, że aby nie przekraczać przebiegającej na rzece Omulew granicy poligonu, wojskowi przerzucali przez nią gumowe węże i pompowali benzynę – opowiada Ambroziak. Wspomina też, jak podczas ćwiczeń w całej wsi słychać było odgłosy wystrzałów. - U wszystkich mieszkańców Szuci drżały szyby w oknach – opowiada. Dodaje, że jeszcze gorzej było w Kocie, zlokalizowanym bliżej poligonu.

Wieża kościoła w Małdze – jedyna pozostałość po wsi zlikwidowanej w ramach tworzenia poligonu w latach 50. XX w.

Zdaniem wójta, gmina Jedwabno pod względem gospodarczym i społecznym wiele straciła z powodu jego sąsiedztwa, a skutki tego odczuwa po dziś dzień. - W takich wsiach jak Szuć czy Kot kończyły się drogi, bo miejscowości leżące po drugiej stronie rzeki Omulew (m.in. Małga, Piec, Kanwezy, Ulesie – przyp. red.) zostały zlikwidowane. Ten teren przez to do tej pory jest w pewnym sensie wykluczony – zauważa wójt.

CZY EKOLODZY POŁOŻĄ SIĘ PRZED CZOŁGAMI

Podobnie jak burmistrz Wielbarka, Sławomir Ambroziak otrzymał już pismo z prośbą o wskazanie statusu nieruchomości gminnych, które miałby się znaleźć w granicach odtwarzanego poligonu. W odpowiedzi na nie wskazał na szereg czynników, które należy wziąć pod uwagę podczas przeprowadzania tej operacji. W pierwszej kolejności, zdaniem wójta, są to kwestie związane z ochroną przyrody. W skład poligonu miałby bowiem wejść rezerwat w Małdze i biotop cietrzewia pod Ulesiem. - Nie zapominajmy też, że cały ten teren obecnie objęty jest Naturą 2000. W przypadku odtworzenia poligonu, trzeba by było ją znieść, co zapewne wywołałoby protesty ekologów i Komisji Europejskiej – przewiduje Ambroziak, oczami wyobraźni widząc już telewizyjne relacje z ekologami, którzy kładą się przed czołgami. Jego zdaniem zniesienie Natury 2000 musiałoby dotyczyć nie tylko obszaru samego poligonu, ale też leżących wokół niego wsi. - Nie wyobrażam sobie, aby ludzie mieszkali w Naturze 2000 jak w jakimś rezerwacie, a z poligonu obok dochodziłyby wystrzały i odgłosy, które niweczyłyby tę ochronę przyrody - mówi Ambroziak. Wójt wskazuje także na konieczność budowy odpowiedniej infrastruktury, a w pierwszej kolejności przeprawy przez rzekę Omulew i to niekoniecznie w Kocie. - My tam niedawno pobudowaliśmy drogę, objętą trwałością projektu. Czy teraz będą po niej jeździć czołgi? – zastanawia się włodarz, radząc wojskowym, aby szukali innego miejsca na przeprawę.

NIECH WYREMONTUJĄ WIEŻĘ

W odpowiedzi na pismo z ministerstwa Ambroziak zwrócił również uwagę na wieżę kościoła w Małdze – jedyną pozostałość po istniejącej tam do lat 50. XX w. wsi. - Niech ją wyremontują, a wokół pobudują infrastrukturę poligonową – podpowiada, dodając, że wieża w Małdze jest obiektem troski wielu osób pragnących zachować ją dla potomności. Kolejny problem związany z odtworzeniem poligonu to przepływająca przez jego teren rzeka Omulew, będąca dziś bardzo popularnym szlakiem kajakowym.

SZLABAN NA RUNO LEŚNE

Zdecydowanym przeciwnikiem rządowych planów jest jeden z najstarszych mieszkańców Kota, urodzony w tej wsi Bernard Mack. - Absolutnie się z tym nie zgadzam, tym bardziej, że odtworzony poligon ma być większy niż kiedyś – mówi pan Bernard, dodając, że jego granica miałby biec do samej granicy Kota i okrążać ze wszystkich stron leżącą już na terenie powiatu nidzickiego wieś Wały. - Jestem załamany tą informacją, bo to przecież obszar Natury 2000. Co się stanie z tymi wszystkimi żyjącymi tam zwierzętami? - zastanawia się nasz rozmówca. Podobnie jak wójt Ambroziak uważa, że mieszkańcy w przeszłości nie mieli żadnego pożytku z poligonu, a wręcz przeciwnie – jego bliskość tylko przysparzała im problemów. - Wojsko cały czas tu nie stacjonowało. Przyjeżdżało na ćwiczenia na miesiąc lub dwa w roku, a zostawiało po sobie duży nieporządek. W latach 70. na terenie poligonu spowodowało wielki pożar lasu – wspomina pan Bernard. Pod nieobecność żołnierzy miejscowi wypasali na poligonowym obszarze krowy. - Jak były większe ćwiczenia, to nas stamtąd wypędzano. No i musieliśmy paść te krowy gdzieś po bokach – opowiada. Jedyną uciechą dla nastoletnich chłopców było to, że żołnierze stojący na warcie często pozwalali im wkładać swoje hełmy, a nawet dotknąć broni. Utrudnione było zbieranie runa leśnego. Pan Bernard przypuszcza, że tak będzie i teraz. Zauważa, że odbije się to na okolicznych mieszkańcach, którzy zbierając jagody i grzyby w okresie lata mają dodatkowy zarobek. Nie bez znaczenia jest także fakt, że w ostatnich latach Kot stał się miejscowością turystyczną. Wielu mieszkańców Warszawy kupiło tu działki, część pobudowała domy. - Po odtworzeniu poligonu te nieruchomości na pewno stracą na wartości – przewiduje Bernard Mack.

NIDZICA JUŻ ZACIERA RĘCE

Zupełnie inne głosy płyną z powiatu nidzickiego. Z planów dotyczących odtworzenia poligonu cieszy się wójt gminy Janowo Grzegorz Napiwodzki. - Widzę w tym same korzyści. Do naszej kasy będzie wpływał duży podatek. Wiem to od kolegów samorządowców, na których terenie funkcjonują poligony – cieszy się wójt. Kolejny plus to, według niego, perspektywa zwiększenia liczby miejsc pracy. - Poprzednio poligon był na naszym terenie największym zakładem dającym ludziom zatrudnienie. Pracowało tam wtedy około 200 osób – wspomina. Do poligonu należała cała północna część gminy Janowo. Wójt zwraca uwagę, że dziś rosną tam lasy, z których zbyt wielu korzyści nie ma, a wręcz przeciwnie – są tylko ograniczenia wynikające z ochrony przyrody. - Ta część gminy jest praktycznie wyłączona, nie można jej przeznaczyć na inwestycje – mówi Grzegorz Napiwodzki.

Samorządowcy z powiatu nidzickiego po cichu liczą też na odbudowę linii kolejowej Nidzica – Wielbark oraz na utworzenie w Jagarzewie szkoły wojskowej. Wicestarosta nidzicki Paweł Przybyłek także cieszy się z planów odtworzenia poligonu, jednak zastrzega, że na razie nie zna zbyt wielu szczegółów związanych z tym pomysłem. Nie podziela obaw związanych z uciążliwością poligonu dla mieszkańców. - Z moich informacji wynika, że nie będzie on miał takiego charakteru jak kiedyś, bo mają tu ćwiczyć żołnierze wojsk obrony terytorialnej - mówi wicestarosta Przybyłek.

PODATEK BĘDZIE CZY NIE?

Wójt Ambroziak studzi apetyt swoich kolegów z powiatu nidzickiego na znaczące wpływy z podatków. - Kilka miesięcy temu wydano rozporządzenie zwalniające poligony z podatku dla samorządów – przypomina. Interweniował już w tej sprawie u posła Jerzego Małeckiego, który obiecał podjąć działania, aby przywrócić poprzedni stan prawny.

Ewa Kułakowska

PS. O plany związane z odtworzeniem poligonu zapytaliśmy biuro prasowe MON. Do chwili zamknięcia tego wydania gazety nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.{/akeebasubs}