Czy w Szczytnie powstanie wreszcie sztuczne lodowisko? Są na to duże szanse, choć na pewno nie tej zimy. Pomysł stworzenia w mieście takiego obiektu popierają dziś wszystkie kluby radnych, choć jeszcze w poprzedniej kadencji było z tym różnie.
WNIOSKI BEZ ODZEWU
Zima w pełni, tymczasem w Szczytnie amatorzy jazdy na łyżwach nie mają miejsca do ślizgania. W minionych latach, o ile panowały sprzyjające warunki atmosferyczne, taflę wylewano z pomocą strażaków za halą im. Wagnera na ul. Lanca. Rozwiązanie to jednak, z powodu pogody, rzadko się sprawdzało, bo po kilku względnie mroźnych dniach przychodziła odwilż i lodowisko zmieniało się w gigantyczną kałużę. Rozwiązaniem problemu byłaby budowa lub wypożyczenie sztucznego obiektu. Postulat taki, od początku minionej kadencji, zgłaszał radny klubu „Razem dla Mieszkańców” Piotr Gregorczyk, wskazując nawet ówczesnym władzom miasta źródła finansowania tej inwestycji. Niestety, jego wnioski nie doczekały się realizacji.
WSZYSCY SĄ „ZA”
Teraz temat wraca.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
DLACZEGO WTEDY NIE WSPIERALIŚCIE
Takie poparcie dla idei stworzenia lodowiska nieco zaskoczyło radnego Gregorczyka. - Co się działo przez ostanie cztery lata, kiedy były składane przez mnie wnioski o lodowisko? Momentalnie teraz nastąpiła zmiana – wytykał swoim koleżankom i kolegom.
Burmistrz Krzysztof Mańkowski potwierdza, że inicjatorem utworzenia lodowiska od samego początku był Gregorczyk. - Wtedy nie było nie dla niego wsparcia – przypominał. Zapewnia, że kiedy tylko został wybrany na urząd burmistrza, jedną z jego pierwszych decyzji było zlecenie Wydziałowi Gospodarki Miejskiej, aby zorientował się, jakie są szanse na wypożyczenie lodowiska jeszcze na ten sezon zimowy. Niestety, okazało się, że było już za późno. - Trzeba rezerwować je najpóźniej w czerwcu, lipcu – tłumaczy burmistrz. Deklaruje, że na jednej z najbliższych sesji wystąpi o zabezpieczenie w budżecie środków na wypożyczenie lodowiska, bo jest na to ogromne zapotrzebowanie wśród mieszkańców. - Kiedy byłem dyrektorem MOS-u otrzymywaliśmy przez wiele lat mnóstwo telefonów, aby taką ślizgawkę zrobić – wspomina Mańkowski.
(ew){/akeebasubs}
