... „Młodości” w Dębówku odwiedziłam w 1998 r. z rodzicami i koleżanką. Wybraliśmy się tam rowerami. Ja i moja mama na składakach, koleżanka na damce, ojciec na męskim, porządnym jednośladzie.

Źródełko...
Autorka wraz z rodzicami nad jeziorem Frączek, lipiec 1998 r.

Gdy kogoś w tamtych czasach widziało się na takich pojazdach mawiało się: „a skąd masz taką ukrainę?” lub „dokąd pędzisz na tej ukrainie?”. Były to solidne rowery i na pewno gdybym teraz zajrzała do internetu, to mogłabym napisać kto był ich producentem. Skoro jednak opisuję przeszłość, posłużę się modnymi wówczas wypowiedziami rezolutnych właścicieli, którzy od razu takim ciekawskim zadawali pytanie: „a wiesz kto wynalazł rower?”. Wszyscy wiedzieli, więc ciekawa jestem czy czytelnicy „Kurka Mazurskiego” pamiętają popularny wówczas dowcip?

Źródełko...
Źródełko młodości do dziś przyciąga swoją magią

Ale wracam do źródeł. W latach dziewięćdziesiątych prowadziłam cykl letnich opowieści o tym „Co pokazać naszym gościom w Szczytnie i okolicy” i jedną z propozycji była wyprawa do słynnego źródełka. Otóż dowiedziałam się, że wielu mieszkańców Szczytna wyprawia się na Dębówko, bo tam wprost z ziemi bije zdrój o krystalicznie czystej i bogatej w minerały wodzie. Niestety nie miałam pojęcia jak tam dotrzeć i szukałam przewodnika. W takich sytuacjach zawsze pomaga przypadek.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Powiedziałam o poszukiwaniach w rodzinnym domu, a mój tata od razu się roześmiał i kazał szykować rower, bo to przecież nad jeziorem Frączek. Szybko zmontowaliśmy peleton i tam pojechaliśmy. Początkowo jechaliśmy biskupiecką szosą, ale za Dębówkiem, gdy dostrzegliśmy drogowskaz skrętu w lewo na Kobylochę, nasz przewodnik skręcił w prawo. Dalej jechaliśmy wąskim asfaltem mijając kilka domów, a stojący tam mężczyzna zagadał: „Po wodę?”. Wykorzystałam jego zaczepkę i zapytałam o źródełko. Odpowiedział, że ludzie z baniakami i butelkami „walą” tu cały rok, bo woda dobra i do picia, i do kiszenia ogórków. Podziękowałam za informację i pomknęłam za moim towarzystwem. Dogoniłam je przy rozwidleniu dróg. Skręciliśmy przy wielkiej sośnie i skierowaliśmy się do oczka wodnego. Jeziorko małe, ale urokliwe. Zostawiliśmy rowery i poszliśmy za naszym przewodnikiem, który wąską ścieżką prowadził nas w zarośla. Ukryte w lesie źródełko wyglądało tajemniczo. Nad nim leżał wielki, stary, zmurszały pień. Tuż pod nim inny mniejszy, obok płaski głaz... woda płynęła z beczki przykrytej pokrywą chyba od starego kotła. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego widoku, bo z jednej strony tajemniczość, a z drugiej beczka, pokrywa i rurka od odkurzacza... Mój tata jak zwykle żartował i opowiadał, że łyk tej wody zapewnia młodość i podstawiając dłonie pod strumień najpierw je umył, a potem łapczywie wypił oznajmiając, że pyszna i że już czuje jej działanie. Koleżanka widząc to ostrzegła: „Panie Antoni, proszę tyle nie pić, bo wróci pan do wieku niemowlęcego i kto wówczas pojedzie do Szczytna na tej ukrainie?” Śmialiśmy się i każde z nas skosztowało wody. Piłam ostrożnie, ponieważ kocham swoje życie i nie bardzo chciałabym cofnąć czas, a tylko zmarszczki wygładzić... Mama piła więcej i dłużej myła twarz.

Źródełko...
Artykuł w „Kurku Mazurskim” o urokach źródełka młodości

Sesja zdjęciowa utrwaliła naszą bytność przy słynnym źródełku. Tak się składa, że była to historyczna wyprawa i dlatego z wielkim sentymentem do tego dnia wracam. Jednak wywołane zdjęcia nie oddały całego uroku tego miejsca. Panujący półmrok zatarł kształty. Dlatego też ówczesny tekst zdobi rysunek Grzegorza Marzewskiego oraz fotka wykonana przez redakcyjnego kolegę Marka Plitta, który zaciekawiony moimi opowieściami tam pojechał i profesjonalnie sfotografował. Źródełko nadal jest miejscem, które lubię odwiedzać. Pamiętam jak wyglądało kiedyś i doceniam tych, którzy tym miejscem się opiekują i je zabezpieczają. Polecam wyprawę tam – łyk wody i człowiek znów młody...

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}