Kolejny atak wilków w gminie Szczytno. W Niedźwiedziach drapieżniki rozszarpały cielaka. Stało się to w bardzo bliskiej odległości od zabudowań. - Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widzieliśmy na oczy – przyznają właściciele zagryzionej sztuki.

Zuchwały atak wilków
- Nigdy nie słyszałem, aby wilki atakowały zwierzęta na podwórku – mówi Ryszard Kiernozek, właściciel zagryzionego cielaka

Do ataku wilków doszło w nocy z wtorku na środę 22 sierpnia w gospodarstwie Krystyny i Ryszarda Kiernozków w Niedźwiedziach. Łupem drapieżników padł ważący ok. 300 kg półroczny cielak, który wraz z trzema innymi przebywał na niewielkim pastwisku znajdującym się tuż przy oświetlonym domu. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - Z czymś takim mam do czynienia po raz pierwszy. O atakach wilków w sąsiednich wsiach słyszałem, ale nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby polowały na podwórkach – kręci głową właściciel zagryzionej sztuki, Ryszard Kiernozek. - Mam już 57 lat i na oczy czegoś takiego nie widziałam – dodaje Krystyna Kiernozek. Drapieżniki wybrały największą i najbardziej tłustą spośród pasących się na łące krów. Po wilczej uczcie pozostało niewiele, bo wyjadły najbardziej smakowite mięsne kąski, a odrzuciły żołądek, który leżał kilka metrów dalej od szkieletu. Ryszard Kiernozek nie może odżałować straty. Cielaka kupił w lutym z hodowli za 1400 złotych. - Był chowany na krowę mleczną, dostawał najlepsze jedzenie – mówi gospodarz. Zapowiada, że pozostałe przy życiu cielaki zapędzi do zagrody tuż obok obory, żeby mieć je stale na oku. Jest pewien, że rozzuchwalone drapieżniki ponowiłyby atak. - Ale kto to słyszał, żeby teraz, kiedy jest pod dostatkiem trawy trzymać krowy w zamknięciu? - załamuje ręce pan Ryszard. Gospodarze zgłosili już sprawę stosownym organom, licząc, że otrzymają odszkodowanie. Co do tego, że cielaka zagryzło stado wilków, nie ma wątpliwości. - Miał ślady duszenia na szyi. Leśniczy powiedział nam, że jednoznacznie wskazuje to na działanie wilków – mówi pani Krystyna.

To nie pierwsze ataki drapieżników na stada bydła na terenie gminy Szczytno. Przed rokiem wilcza wataha zagryzła w sumie kilkanaście jałówek m.in. w okolicach Lipowca, Siódmaka, Piecuchów i Czarkowego Grądu. Podobnych zdarzeń może być więcej. Jak tłumaczył nam wówczas łowczy Koła Łowieckiego „Knieja” Michał Kaczmarczyk, w okresie późnego lata i wczesnej jesieni wilki uczą młode polowania. - W tym celu łatwiej im atakować zwierzęta hodowlane, bo te, w odróżnieniu od leśnych, nie mają szans na ucieczkę – tłumaczył łowczy.

Według ostatniej wielkoobszarowej inwentaryzacji dużych drapieżników, na terenie powiatu szczycieńskiego bytuje siedem wilczych watah liczących średnio po 5 – 6 osobników.

(ew){/akeebasubs}