Od kwietnia rusza program 500+ dotyczący pomocy państwa w wychowaniu dzieci. Oprócz wsparcia polskich rodzin, ma on na celu zatrzymanie niepokojącej od lat tendencji - spadku dzietności. Ciekawi byliśmy, co o rządowej inicjatywie sądzą szczycieńscy samorządowcy i osoby najbardziej zainteresowane, czyli rodzice.

Pomoc, według rządowego projektu, ma być skierowana do rodzin z dziećmi. W przypadku rodzin z jedynakiem obowiązuje kryterium dochodowe - poniżej 800 zł brutto na członka rodziny lub poniżej 1200 zł brutto, jeśli dziecko ma orzeczoną niepełnosprawność. W przypadku drugiego i kolejnych dzieci nie ma znaczenia to, ile zarabiają rodzice. Chyba że w sejmie przejdzie poprawka, według której pomoc nie obejmie bogatych. Pieniądze w poszczególnych samorządach powiatu szczycieńskiego będą wypłacały ośrodki pomocy społecznej.
POTRZEBNE WSPARCIE
Co o rządowej inicjatywie sądzą osoby najbardziej zainteresowane, czyli młodzi rodzice, mieszkańcy Szczytna?{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Te pieniądze na pewno będą dla nas wsparciem – mówi Marta Stałanowska, bezrobotna, wychowująca dwuletnią Zosię i urodzonego pół roku temu Adasia. Jej mąż pracuje w sklepie za niewielkie pieniądze, ona dostaje zasiłek macierzyński. Dzieciom co jakiś czas trzeba kupować nowe ubranka, bo przecież rosną. Do tego zmieniają się ich zainteresowania. Niedawno córka całe dnie mogła rysować, malować i lepić z ciastoliny. Teraz chce układać puzzle. Z kolei synkowi trzeba będzie za chwilę kupować chłopięce zabawki. - Wkrótce córka pójdzie do przedszkola, trzeba zrobić wyprawkę, a później opłacać co miesiąc to przedszkole. I na to przeznaczymy dodatkowe 500 złotych – mówi pani Marta.
LEPSZA BYŁABY DOBRA PRACA ...
-Wolałabym mieć dobrą pracę niż dostawać darmowe pieniądze – mówi Małgorzata Kisicka, pracująca do końca czerwca w ramach robót publicznych jako asystent nauczyciela. Jest mamą trojga dzieci - Bartosza (11 lat), Jakuba (8,5 roku) i Zosi (4,5 roku). Przyznaje, że w przypadku jej i innych rodzin dodatkowy zastrzyk pieniędzy z pewnością odciąży domowy budżet. - W naszej rodzinie dosyć dużym wydatkiem są opłaty za zajęcia pozalekcyjne, w których uczestniczy cała trójka. Dzięki pomocy moich rodziców jakoś dajemy radę – mówi pani Małgorzata. Zdaje sobie jednak sprawę, że jest wiele dzieci, które też chętnie chodziłyby na basen, karate, zajęcia plastyczne, czy wokalne, ale ich rodziców po prostu na to nie stać. Teraz będą mieli szansę. - Przyznane środki przeznaczę na ubrania i buty dla dzieci, a także zakup artykułów spożywczych. Część, jeśli się uda, odłożę, na wakacje – zapowiada nasza rozmówczyni.
… DARMOWE LEKI, OBIADY
W SZKOŁACH, USŁUGI DENTYSTYCZNE Najbardziej krytycznie do projektu podchodzi Katarzyna Sadowska, przebywająca na urlopie macierzyńskim mama Bartosza (2,5 roku) i Tomasza (6 miesięcy). - To niedobrze, że rodzinom będą teraz rozdawane pieniądze na dzieci. Powinno im się zapewnić darmowe leki, obiady w szkołach, dostęp do dentystów i inne niezbędne rzeczy związane z rozwojem dzieci – mówi pani Katarzyna.
GŁOS WŁODARZY
Uwagi do projektu wspierającego rodziny wielodzietne zgłaszają też samorządowi włodarze. Większość z nich przyznaje, że wszelkie działania zmierzające do zatrzymania spadku urodzeń są dobre. Burmistrz Pasymia Cezary Łachmański zauważa jednak, że zmienił się styl życia młodych ludzi i taka forma zachęty do decydowania się na potomstwo nie przyniesie pożądanego skutku. - Najpierw młodzi myślą o zapewnieniu sobie stabilnej pracy, a dopiero potem o dzieciach – mówi burmistrz Pasymia.
Dla wójta gminy Jedwabno Sławomira Ambroziaka bardzo ważne jest, aby w niektórych przypadkach, szczególnie dotyczących rodzin patologicznych można było kontrolować sposób wydatkowania pieniędzy, czy przypadkiem nie pójdą na alkohol. Błędem, według niego, jest to, że pomoc obejmie dzieci tylko do 18. roku życia. Okres ten, jak uważa, należałoby przedłużyć do ukończenia przez nich nauki.
Podobnie sądzi wójt gminy Rozogi Zbigniew Kudrzycki. - Największe koszty rodzice ponoszą, gdy dziecko jest w szkole średniej i studiuje, czyli po ukończeniu 18 lat - zauważa.
Z kolei wójt gminy Wielbark Grzegorz Zapadka ubolewa, że z pomocy wykluczono jedynaki z rodzin będących w trudnej sytuacji życiowej, nieznacznie przekraczających próg dochodowy w wysokości 800 zł. - To jest błąd, taki sam jak bezwarunkowa pomoc zamożnym rodzinom wielodzietnym – podkreśla wójt. W sumie jednak rządowy program określa jako dobre posunięcie, które tylko warto będzie z czasem udoskonalić.
- Już dawno trzeba było to zrobić. Jesteśmy biednym społeczeństwem, dlatego jestem za wszelką pomocą udzielaną rodzinom, także w formie pieniężnej – mówi wójt gminy Szczytno Sławomir Wojciechowski, wyrażając jednak wątpliwości, czy założony cel – wzrost dzietności, zostanie osiągnięty.
Zdecydowanie bardziej sceptycznie do projektu podchodzą pozostali włodarze.
- Powiem szczerze, sama nie wiem co o tym myśleć – przyznaje wójt gminy Dźwierzuty Marianna Szydlik. - Mam nadzieję, że to pomoże rodzinom, ale obawiam się, że przyznane na wychowanie dzieci pieniądze, mogą zniechęcić rodziców do poszukiwania pracy.
Zdaniem wiceburmistrza Szczytna Krzysztofa Kaczmarczyka, ani 500, ani 1000, ani nawet 2000 zł na dziecko nie zachęci rodziców do decydowania się na potomstwo. - Do tego może się przyczynić stabilna praca, posiadanie mieszkania, godziwe warunki do wychowania dzieci – mówi wiceburmistrz. - Rozdawanie ludziom pieniędzy to bardzo zły pomysł. Słyszę, że teraz będą oni teraz wracać z zagranicy. To bzdura, bo tam dostają więcej .
(o){/akeebasubs}
