Kilka dni temu nastąpiła totalna awaria telefonicznej sieci Plusa. Północno-wschodnia część Polski okazała się być poza zasięgiem. I tak było dwukrotnie. Razem około doby, a może trochę więcej.

Ach, ten postęp

Ja akurat mam swoją komórkę w tej sieci, toteż osobiście odczułem skutki owej awarii. Nigdy nie sądziłem, że aż tak jesteśmy uzależnieni od sieci bezprzewodowych telefonów. Najnormalniejsze sprawy okazały się nie do załatwienia z uwagi na brak możliwości szybkiego kontaktu. Przypomniał mi się znakomity czeski film fabularny z roku 1969 pod tytułem „Straszne skutki awarii telewizora”. Była to zabawna historyjka o tym, jak to w praskiej, wielopokoleniowej rodzinie Homolków wysiadł telewizor. Brak owego podstawowego w domu sprzętu spowodował niesłychane zakłócenia w życiu rodzinnym. No bo co można robić, jak nie ma możliwości przesiedzenia dnia przed szklanym ekranem? Między innymi trzeba z sobą rozmawiać. A to okazało się trudne, a nawet niebezpieczne w odwykłej od takich kontaktów familii.

Co znaczy przyzwyczajenie! Jakże zdominowały nas takie techniczne wynalazki jak telewizor, czy telefon komórkowy, że nie wspomnę o innych.

Źle zakończyłem poprzedni akapit. Nie tylko nie wspomnę, ale wprost przeciwnie. Uzmysłowiłem sobie, ileż to cudów techniki powstało za mojego życia. Spróbuję sobie przypomnieć czego nie było jeszcze za moich młodych lat, a co dzisiaj jest popularną codziennością.

Zacznijmy od najzwyklejszego magnetofonu. Taśmowego. Dzisiaj to już przeżytek, ale w latach pięćdziesiątych…

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Byłem jeszcze uczniem podstawówki, kiedy pod koniec wspomnianych lat ojciec mój oraz wujek przynieśli do domu niezwykły sprzęt nazywany przystawką magnetofonową. Produkcji radzieckiej. Był to aparat, który nagrywał wprawdzie dźwięk na magnetofonową taśmę, ale nie posiadał własnego napędu ani głośnika. Należało go podpiąć do elektrycznego gramofonu na czarne płyty. Tarcza gramofonu nadawała urządzeniu napęd, a jego głośnik odtwarzał dźwięk. Efekt jak przy prawdziwym, późniejszym magnetofonie z jedną wszakże różnicą. Nie było funkcji przewijania. Po przekręceniu całej szpuli z taśmą tato mój wraz z wujem nakładali tę pełną szpulę oraz drugą pustą na dwa ołówki (jako osie) i ręcznie, to jest trzymając owe ołówki w dłoniach, przewijali magnetofonową taśmę.

Kto z nas nie korzysta z kserografu? Aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze czterdzieści lat temu czegoś takiego nie znaliśmy. Można było zamówić u zawodowego fotografa fotokopię, czyli po prostu rodzaj zdjęcia – odbitki na papierze fotograficznym. Trochę to jednak trwało. Pierwszy kserograf ujrzałem podczas stażu w biurze architektonicznym. Było to dość ekskluzywne biuro, realizujące rządowe zlecenia pozanormatywne (eleganckie na owe czasy realizacje dla ówczesnej nomenklatury), toteż było ono wyposażone nowocześniej od innych biur. Tamże zainstalowano pierwszy kserograf, bodajże w roku 1970. Była to spora szafa z dużą, wyjmowaną szufladą - kasetą. Wykonanie odbitki trwało około 10 minut. Nie bardzo wiem na czym to polegało, ale pamiętam, że obsługujący maszynę fachowiec wyciągał w pewnym momencie ową kasetę i ręcznie kołysał nią. Słychać było toczące się wewnątrz metalowe kulki. Podobno w ten sposób rozprowadzany był tusz niezbędny do wykonania kopii.

Teraz dopiero przypomniałem sobie, że w owych latach (sześćdziesiątych) nie znano jeszcze elektronicznych kalkulatorów. W naszym biurze projektów każdy z pracowników miał na stole ciężką, metalową maszynkę z cyfrowymi suwaczkami i korbką. Na czymś takim się liczyło. Ja też to potrafiłem, ale dzisiaj już zupełnie nie pamiętam w jaki sposób.

Sprzęt fotograficzny, rozwój technik audiowizualnych (sentymentalne czasy kaset video), że nie wspomnę o komputerach (dawniej mówiło się mózgi elektronowe) i Internecie.

Kiedy w roku 1974 byłem współprojektantem wystawy „Poland Today”, prezentowanej w Chicago ekspozycji polskich osiągnięć, pokazywaliśmy wykonany we Wrocławiu pierwszy polski komputer ODRA. Było to kilka potężnych, metalowych szaf plus drukarka wielkości typowego biurka. Nie przypominam sobie, aby ów sprzęt potrafił dużo więcej niż dzisiejsza, nowoczesna drukarka.

Andrzej Symonowicz

{/akeebasubs}