Trzydziesty listopada to dzień moich imienin. Ale w dniu tym świętują nie tylko imiennicy swojego patrona - Świętego Andrzeja. Ów dzień jest także, jak powszechnie wiadomo, okazją do wspólnej zabawy nazywanej „andrzejkami’, podczas której każdy uczestnik poddaje się wróżbom mającym określić, co też go spotka w nadchodzący roku.
Kiedyś, gdy jeszcze zajmowałem się trochę estradą, bywałem wielokrotnie zapraszany na różne andrzejkowe bale w charakterze honorowego solenizanta - gospodarza wieczoru. Szczególnie dwie takie imprezy zapadły mi głęboko w pamięć. Obie sprzed co najmniej dziesięciu lat. Na jedną z nich pojechałem aż do niemieckiego Heidelbergu, gdzie w pięknym leśnym pensjonacie bawił się tamtejszy „Klub Polskiej Inteligencji 7”. Nazwa „7” pochodzi od niegdysiejszego łódzkiego klubu studenckiego. Jego członkowie, polscy emigranci, to głównie była młodzież z tamtych lat, czyli moi rówieśnicy. Jakimś cudem odszukali mnie (a mieszkałem już w Szczytnie) i jako byłego kabareciarza z warszawskiej „Stodoły” ściągnęli na swój wieczór. Równie wzruszające, andrzejkowe wspomnienie związane jest ze Szczytnem. Otóż niegdyś zaproszono mnie do restauracji „Zacisze”, gdzie świętowała ekipa naszej straży pożarnej. Zostałem wówczas mianowany honorowym strażakiem, a Pan Brygadier Gęsicki osobiście wręczył mi tradycyjny hełm, toporek i pas. Właściwie były to dwa połączone pasy, bo jestem na tyle grubasem, że jeden typowy mi nie wystarczał.
Świętych o imieniu Andrzej jest siedemnastu.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Andrzej Apostoł był rybakiem. Bratem Piotra. Będąc uczniem Jana Chrzciciela, pod jego wpływem, przystał do Chrystusa. Był pierwszym apostołem. W cerkwi prawosławnej uważany jest za najważniejszego świętego, podobnie jak w kościele katolickim głównym świętym jest Piotr, którego rodzony brat Andrzej przyprowadził do Jezusa Chrystusa. Prawosławni określają Świętego Andrzeja mianem Pierwozwanyj, czyli Pierwszy Powołany. Po śmierci Jezusa, św. Andrzej głosił jego nauki w Bizancjum, a następnie innych miastach. Za te nauki został skazany na męczeńską śmierć. Rozpięto go na krzyżu w kształcie litery X, ponieważ jest to pierwsza litera słowa Chrystus w języku greckim. Miało to miejsce w dniu 30 listopada, w roku 61, 65 lub 70 naszej ery. Dzisiaj krzyżem św. Andrzeja nazywamy znak w kształcie przewróconej litery X, stawiany, jako ostrzeżenie, przed przejazdem kolejowym. Nie jest to przypadek. Świętego Andrzeja uważa się za patrona podróżujących i dlatego symbolicznie strzeże on bezpieczeństwa na kolejowych przejazdach. Ten znak używany jest wszędzie na świecie. Nawet w krajach afrykańskich.
Teraz kilka słów o Świętym Andrzeju Boboli. Był polskim szlachcicem herbu Leliwa. Urodził się w roku 1591, w dniu 30 listopada, dlatego dano mu na imię Andrzej. Był polskim duchownym. Jezuitą. To on właśnie ułożył tekst „ślubów lwowskich” dla króla Jana Kazimierza, który słowami Andrzeja Boboli uznał Matkę Bożą za Królową Polski (rok 1656). Podczas powstania Chmielnickiego ksiądz Bobola został zabity przez kozaków, którzy wtargnęli do Janowa Poleskiego, gdzie mieszkał i pracował. Jedynym celem kozackich oddziałów było mordowanie Polaków. Ksiądz, który zajmował się nawracaniem ruskiej ludności prawosławnej na katolicyzm, był dla nich największym wrogiem. Zanim został zabity, torturowano go w straszliwy sposób, żądając bezskutecznie wyparcia się wiary. Było to w roku 1657, w dniu 16 maja.
Wróćmy do tradycji świętowania „andrzejków”. Dawniej wróżby andrzejkowe były traktowane bardzo poważnie, a przewidywały wyłącznie wydarzenia o charakterze matrymonialnym. Dotyczyły tylko niezamężnych dziewcząt, odbywały się indywidualnie, w odosobnieniu, bez rozgłosu. Dopiero dużo później zaczęto organizować grupowe wróżenie dla panienek w tym samym wieku. Współcześnie andrzejkowe obrzędy stały się zabawą dotyczącą płci obojga, a tematykę wróżb poszerzono o wszelkie możliwe przypadki życiowe. Historycznych sposobów wróżenia opisano kilkanaście. Do dzisiaj przetrwał jeden podstawowy, czyli wlewanie gorącego wosku do zimnej wody. Najlepiej przez ucho od klucza. Potem to coś, co w wodzie zakrzepnie wyjmuje się i oświetlając świeczką rzuca cień na ścianę. No i dopiero zaczyna się zbiorowe kombinowanie, co też ów cień przypomina i co można z jego kształtu wywnioskować. Całkiem inteligentna zabawa.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
