W Galerii Sztuki WSPol odbył się wernisaż prac Andrzeja Symonowicza. Architekt, artysta plastyk, projektant wnętrz, a także autor tekstów kabaretowych i felietonista „Kurka Mazurskiego” zaprezentował część swojego bogatego dorobku twórczego powstałego na przestrzeni minionego półwiecza.

Artysta ery przedkomputerowej
Chętnych do obejrzenia prac Andrzeja Symonowicza nie brakowało. Przy okazji autor opowiadał ciekawostki i anegdoty związane z ich powstawaniem

Andrzej Symonowicz to człowiek wielu talentów i pasji. W 1969 r. uzyskał dyplom magistra inżyniera na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, a w latach późniejszych również artysty plastyka. Jest także, o czym zapewne nie wszyscy wiedzą, autorem tekstów kabaretowych, karykaturzystą, a od 11 lat także felietonistą „Kurka Mazurskiego”. Od 15 lat mieszka w Szczytnie, gdzie jeszcze do niedawna pracował jako autor ekspozycji w Muzeum Mazurskim.

Wystawa otwarta w miniony czwartek w Galerii Sztuki WSPol stanowi podsumowanie 50 lat jego aktywności zawodowej. Wyeksponowano na niej plastyczno – architektoniczne dokonania, realizowane głównie na zamówienie, pominięto zaś te powstałe z wewnętrznej potrzeby. - U ludzi sztuki cenię profesjonalizm. Natomiast mniej cenię tych, którzy tworzą, bo muszą, takich Janków Muzykantów – zwierzał się przybyłym na wernisaż Andrzej Symonowicz.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Wśród prezentowanych prac nie mogło zabraknąć pierwszej architektonicznej realizacji autora – hotelu „Belwederskiego” w Warszawie. Andrzej Symonowicz przyznawał, że po jego ukończeniu architektura go znudziła, głównie ze względu na długi proces towarzyszący projektowaniu i budowaniu obiektów. Jego ostatnim większym dokonaniem jako architekta było zaprojektowanie rezydencji polsko – kanadyjskiego biznesmena w Romanach.

Przez większą część swojej pracy twórczej skupiał się na projektowaniu wnętrz. Nic więc dziwnego, że na wystawie można obejrzeć wiele fotografii czy rysunków obrazujących tę sferę aktywności autora. W rozmowie z „Kurkiem” zdradził, że najbardziej jest dumny z zaprojektowania, zupełnie od zera, wnętrz Instytutu Zdrowia i Urody „Sharley” w Warszawie. Powstał on w pustych halach magazynowych. - Wszystko projektowałem tam od początku do końca – wspomina. Co ciekawe, wykonawcami robót były firmy ze Szczytna. Instytut do dziś cieszy się dużą renomą i należy do kilkunastu najlepszych w Europie. Andrzej Symonowicz wspomina, że jego pierwszymi klientkami były prezydentowa Jolanta Kwaśniewska i aktorka Grażyna Szapołowska.

Jak mówi, wykonywany zawód pozwolił mu zwiedzać świat w czasach, gdy podróżowanie za granicę nie było takie proste. W latach 70. zajmował się projektowaniem polskich wystaw w jedenastu krajach, m.in. w Stanach Zjednoczonych, na Kubie, we Francji, Szwecji, Danii i Wielkiej Brytanii. - Na targach spotykałem obcokrajowców, którzy już w tamtych czasach korzystali z technik komputerowych. U nas wszystko robiono ręcznie, przy użyciu piórka i pędzla – wspomina. Mimo to, a może właśnie dlatego, projektowane przez niego stoiska nagradzane były niejednokrotnie medalami. Autor przyznaje, że do dziś korzysta z tradycyjnego warsztatu pracy i nie posługuje się komputerem.

Podczas wernisażu Andrzejowi Symonowiczowi towarzyszyli przyjaciele oraz rodzina. Obecni byli także przedstawiciele władz samorządowych, w tym burmistrz Krzysztof Mańkowski. Żartował on przy okazji, że choć artysta mieszka w Szczytnie dopiero od 15 lat, to prawie wszyscy go znają. - My, rodowici mieszkańcy, musimy na to pracować nawet 50 czy 60 lat – mówił burmistrz.

Muzyczną oprawę wieczoru zapewnili, także zaprzyjaźnieni z Andrzejem Symonowiczem, bracia Janusz i Andrzej Ałajowie, którzy wykonali utwory m.in. z repertuaru Krzysztofa Klenczona.

(ew){/akeebasubs}