Ulicę Bohaterów Westerplatte, jak wiadomo, przecina przejazd kolejowy z zaporami.
W związku z tym, tak przed, jak i za nim stoją stosowne znaki – prostokątne tabliczki z czerwonymi skośnymi pasami i trójkątne z piktogramem płotka. Cóż, ostatnio owe znaki nie spodobały się wandalom, więc poprzekręcali je na odwrotną stronę. Działania takie są kompletnie niezrozumiałe, bo nie wiadomo co poprzez nie chcieli zademonstrować sprawcy – siłę połączoną z tępotą umysłową? Przecież coś takiego nie może być powodem do dumy. O tym akcie wandalizmu poinformowali nas Czytelnicy, zastanawiając się przy okazji, jak to możliwe, że dochodzi do tego rodzaju czynów. Przecież na opisywanym przejeździe (jak i pozostałych w mieście) kolej zainstalowała po kilka kamer. Ba, pod jedną z nich widać nawet głośnik, który nadaje obecnie tylko ostrzegawcze sygnały na krótką chwilę przed opuszczeniem szlabanów. Gdyby ktoś czuwał przy monitorach i mikrofonie podłączonym do głośnika, mógłby nawet obsztorcować wandali niszczących znaki. Wywołałoby to zapewne niemały popłoch w ich szeregach i ucieczkę.

KOMU PRZESZKADZAŁA GAŁĄZKA?
Już sądziliśmy, że wandale dali sobie spokój z drzewkami posadzonymi wzdłuż ul. Spacerowej, bo jakoś ostatnio nie było sygnałów o ich niszczeniu, ale gdzie tam! Jedna ze skarlałych roślin, bo zbyt często obrywano jej gałązki, niedawno straciła kolejną. Ma teraz kształty jamnicze, ale nie jest to śmieszne. Na początku nasadzeń drzewek było oczywiście więcej, ale jednak większość się utrzymała. Tyle że rosną one teraz, co widać na kolejnym zdjęciu, w dość sporych odstępach. Stąd postulat naszych Czytelników, by nasadzić ich więcej. Przy okazji zapytują, gdzie są wzmożone patrole policyjne, które miały pojawić się m. in. właśnie nad jeziorem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
TO NIE WANDALE
Nie wszystko jednak, co na pierwszy rzut oka wydaje się efektem niszczycielskich działań wandali, takie jest w rzeczywistości. Oto obrazek z ulic miasta, z terenu osiedla Kochanowskiego, a konkretnie przedstawiający ul. Chopina. Na tej ulicy, o czym było wcześniej, także niektóre znaki zostały obrócone. Dotyczyło to jednak tych, które ostrzegały przed przeszkodą poprzeczną i ograniczały prędkość do 20 km/godz. Ich obrócenia tym razem dokonały służby miejskie, a wynikło to powodu remontu ul. Gnieźnieńskiej. W związku z nim miejskie autobusy jeżdżą teraz ul. Chopina, na której były usytuowane progi zwalniające. Cóż, przepisy drogowe nie zezwalają na ich instalację na drogach, po których jeżdżą autobusy, to i progi zostały zdemontowane, a znaki przekręcone, bo stały się nieważne. Niby wszystko w porządku, ale jak widzimy na zdjęciu, tabliczka z ograniczeniem prędkości do 20 km/godz. nie została obrócona i co? Trzeba w tym miejscu zwolnić do wymaganej wielkości i utrzymywać ją do najbliższego skrzyżowania, a to przecież bez sensu.
TROCHĘ WIĘCEJ WYSIŁKU
Niedawno pisaliśmy o miejskiej akcji odchwaszczania styków chodników z ulicami. Wstrętne chwasty potraktowano randapem, wskutek czego znikły one błyskawicznie. Jednak nie wszystkie. Te bardziej okazałe, choć nie przeżyły akcji, pozostawiły po sobie pamiątki w postaci uschniętych, zbrązowiałych łodyg. Sterczą one teraz z chodników, co nie wygląda dobrze. Należałoby je usunąć, czyli powyrywać, a przy okazji sprzątnąć też inne śmieci walające się obok.
BUTELKOWA POGODA
Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza. W minionym tygodniu głównie padało, no i co my mamy z tego lata? Ale choć aura nie sprzyja, można jednak wybrać się na spacer, bo od czego są parasole. W środku ubiegłego tygodnia, czyli w zwykły dzień roboczy zauważyliśmy sporo spacerowiczów przechadzających się w pobliżu plaży i na molo. Byli wśród nich także turyści, którzy skarżyli się, że w tym Szczytnie nic nie ma. Chodziło im o ogródki kawiarniane, w których mogliby zasiąść w taki deszczowy dzień i dele
ktować się napojami niekoniecznie procentowymi. No i żeby te ogródki były usytuowane np. nad jeziorem, albo... - Macie tu takie wspaniałe miejsce w centrum miasta, a wykorzystywane jest zupełnie bezproduktywnie, jako parking dla smrodliwych samochodów – nie może nadziwić się pan Krzysztof, turysta ze Śląska, pokazując nam zastawiony autami plac Juranda. Jego zdaniem powinny go zapełniać nie pojazdy, a sezonowe, letnie kawiarenki.
PIJALNIA W RUINACH
- Tymczasem, zamiast kulturalnie spędzić czas w lokalu, miejscowi lub turyści urządzają sobie amatorskie biesiady pod chmurką – żali się nasz rozmówca ze Śląska. Żeby nie być gołosłownym prowadzi nas w górę fosy. Tam pod zamkowymi murami widać ślady niedawnej libacji. Pan Krzysztof mówi nam, że spacerując z rodzinką, przysiadł na nadjeziornej ławce, by podziwiać widok na molo i akwen. Ale jak podziwiać, gdy znad fosy dochodzą odgłosy czkania i fragmenty bełkotliwych gadek, przeplatanych, a właściwie składających się głównie z niecenzuralnych słów.{/akeebasubs}
