Na cmentarzu w Jedwabnie odsłonięto pomnik upamiętniający Walentego Habandta, działacza plebiscytowego, aktywistę Związku Polaków w Prusach Wschodnich, zamordowanego przez Niemców w obozie w Stutthofie. W uroczystości wzięła udział jego rodzina, w tym wnuczka oraz prawnuczka wraz z praprawnuczętami.

Bohater pracy organicznej
Odsłonięcia pomnika Walentego Habandta dokonali (od prawej): jego wnuczka Małgorzata Puławska – Habandt, członkini Zarządu Województwa Sylwia Jaskulska, prezes Banku Spółdzielczego Krzysztof Karwowski i wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak

O symboliczne upamiętnienie Walentego Habandta od wielu lat zabiegał były wójt, a obecnie prezes Towarzystwa Przyjaciół Jedwabna Włodzimierz Budny. Jak często podkreślał, bardzo zależało mu na tym, aby zasłużony działacz plebiscytowy zamordowany w 1940 r. w niemieckim obozie w Stutthofie, miał choćby symboliczne miejsce upamiętnienia. Lokalizację pomnika wybrano nieprzypadkowo. Stanął on na cmentarzu w Jedwabnie, obok grobu żony Walentego Habandta, pochodzącej z Burdąga Franciszki z Kozłowskich.

W minioną niedzielę odbyło się jego odsłonięcie i poświęcenie.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W uroczystości wzięła udział bliska rodzina działacza – jego wnuczka, prawnuczka oraz troje praprawnucząt, mieszkających w Niemczech. Przybyli również przedstawiciele władz samorządowych województwa, gminy oraz powiatu szczycieńskiego. - Walenty Habandt to postać dziś zapomniana. Dzisiejsza uroczystość ma służyć temu, aby ją przypomnieć – mówił wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak. Zarówno włodarz gminy, jak prezes Banku Spółdzielczego w Szczytnie, będącego głównym fundatorem pomnika Krzysztof Karwowski, podkreślali, że upamiętniony działacz zasłynął z pracy u podstaw, przede wszystkim z młodzieżą. - Rzadko kiedy jesteśmy świadkami uczczenia osoby, która była przedstawicielem pracy organicznej – zauważał prezes Karwowski, dodając, że Walenty Habandt był właśnie takim cichym bohaterem, a dziś trudno przywracać pamięć o takich osobach, bo zazwyczaj pamięta się o tych z pierwszego szeregu.

Z kolei życiorys działacza przybliżył zebranym Włodzimierz Budny, przywołując jego tragiczne koleje losu oraz szykany, których doświadczał od Niemców za swoje zaangażowanie na rzecz ruchu polskiego na Mazurach.

Małgorzata Puławska – Habandt: - Dziękuję tym, którzy szukają prawdy, bo tu chodzi o prawdę i historię, która nie może być zapomniana

Za inicjatywę upamiętnienia dziadka dziękowała, również w imieniu swojej nieobecnej z powodów zdrowotnych mamy, córki Walentego Habandta, jego wnuczka Małgorzata Puławska – Habandt. Jak powiedziała „Kurkowi”, jej mama, na wieść o inicjatywie upamiętniania ojca, bardzo się wzruszyła. Kiedy zginął, miała zaledwie kilka lat i razem z matką została wysłana na roboty przymusowe. - Rodziny były wtedy rozdzielane. Dlatego moja babcia, zawinęła córeczkę w kołdrę. Jak już znalazły się na robotach, to dziewczynka nie mogła powiedzieć „mamo”, bo wtedy zostałyby rozdzielone – opowiada pani Małgorzata. Dodaje, że wojenna trauma towarzyszyła jej matce przez lata. - Nie miała ojca, a ja dziadka – mówi ze smutkiem. Obecnie jej blisko 89-letnia mama mieszka w Hamburgu, pod opieką wnuczki. Pani Małgorzata z kolei osiedliła się w Karpaczu, skąd często odwiedza mamę w Niemczech.

Wnuczka Walentego Habandta nie kryje wdzięczności dla inicjatorów upamiętnienia dziadka. - Dziękuję tym, którzy szukają prawdy, bo tu chodzi o prawdę i historię, która nie może być zapomniana – podkreśla. - Młodzi ludzie powinni ją poznać po to, by być czujnym na to, żeby już nigdy się ona nie powtórzyła – mówi pani Małgorzata.

(ew){/akeebasubs}