Wiele gorzkich słów pod swoim adresem usłyszał podczas niedawnej sesji burmistrz Krzysztof Mańkowski od przedstawicielki jednego ze stowarzyszeń skupiających seniorów. Powodem tak surowej oceny włodarza był zły stan budynku na ul. Pułaskiego, ale nie tylko. Mańkowskiemu oberwało się też za organizację imprez, na których miały być rozdawane flaszki z bimbrem.

Burmistrz ma nas w czterech literach
Maria Pietkiewicz: - Nasza siedziba bardziej przypomina budę dla psa. Wstyd kogokolwiek zaprosić do tego budynku

OBIECYWAŁ GÓRY I DOLINY

Burmistrz Krzysztof Mańkowski nie ma ostatnio łatwego życia. Najpierw spotkała go fala krytyki za sposób, w jaki zabrał się za zapewnienie miejskim dzieciom miejsc w przedszkolach i żłobku. Przychylności rodziców nie wzbudziło to, że rozwiązał umowę dzierżawy z dyrektor Niepublicznego Przedszkola nr 1 „Pod Topolą”, zmuszając ją de facto do zamknięcia cieszącej się renomą placówki. Okazuje się jednak, że zastrzeżenia budzi nie tylko polityka skierowana do najmłodszych mieszkańców, ale również i tych najstarszych. Można się było o tym przekonać podczas niedawnej sesji Rady Miejskiej. W porządku obrad znalazł się punkt dotyczący polityki senioralnej w mieście. Na posiedzenie przybyła szefowa Stowarzyszenia „Razem weselej seniorzy”, Maria Pietkiewicz, której towarzyszyła przedstawicielka Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Po raz kolejny poruszony został temat budynku na ul. Pułaskiego, w którym siedzibę ma kilkanaście organizacji skupiających głównie osoby starsze. Od lat upominają się one o generalny remont obiektu. Tak było również podczas sesji. Maria Pietkiewicz wytknęła Mańkowskiemu, że ten, pomimo kierowanych do niego zaproszeń, nie przychodzi na spotkania seniorów i unika tematu budynku na ul. Pułaskiego. - W zeszłym roku obiecywał nam pan góry i doliny – wypominała włodarzowi seniorka.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.