Poznać pana po cholewach. To historyczne powiedzonko, pochodzące z okresu staropolskiego, wskazuje, jakim ważnym elementem może być stosowne obuwie, gdy zamierzamy określić status społeczny konkretnej osoby.

W owych latach szlachta zwykła zakładać, do kontuszy, buty z wysokimi cholewami. A były one różne. Te najdroższe wykonywano z cieniutkiej skóry i były barwione na żółto, czerwono oraz zielono. Nie wszystkich było stać na taki luksus. Mniej zamożna brać szlachecka musiała zadowolić się obuwiem szaroburym o cholewkach znacznie krótszych. Do owych butów, jednych i drugich, dla wygody i ochrony przed nadmiernym poceniem się, wpychano słomę. Stąd zapewne wzięło się równie stare powiedzonko, że chamowi słoma z butów wystaje. Dotyczyło ono właśnie owych ubogich „szaraczków”, którym, z uwagi na dość krótkie cholewki, słoma nieco wyłaziła.

Cofnijmy się w czasie. Bardzo znacznie, ponieważ historycy i antropolodzy uważają buty za pierwszy wynalazek wymyślony przez naszych przodków.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Podobno aż 40 000 lat temu. Ludzie pierwotni musieli jakoś chronić swoje stopy przed ostrymi skałami, rozgrzanym piaskiem oraz zimnem. No cóż - potrzeba matką wynalazku. Tyle odnośnie teorii naukowych. Natomiast konkretne, archeologiczne znalezisko pochodzi sprzed około 5 000 lat. W Alpach odnaleziono, zamrożone w lodowcu, szczątki człowieka, który zmarł około roku 3 300 p.n.e. (człowiek z Similaur). Miał na sobie buty. Były to podeszwy z niedźwiedziej skóry, umocowane siatką ze sznurka. Całość wypełniono sianem.

Przenieśmy się do średniowiecza. Wiek piętnasty. Okazuje się, że odpowiednie buty nadal wyznaczają status społeczny ich posiadacza. Oto wymyślono ciżmy (ciżemki), czyli płytkie buciki z krótką cholewką i bardzo wydłużonym noskiem. Stały się niezwykle popularnym obuwiem w Europie, szczególnie we Francji. Tam ów rodzaj butów nazywano poulaines, cracoves, co oznaczało dzisiejsze „made in Poland, Cracow”. Tak więc Polskę uważano za twórcę nowej mody. Ciżmy ze swoimi długimi czubami (do 60 cm) często pokrywano zdobieniami dość nieprzyzwoitymi. Toteż kojarzyły się one z nadmierną swobodą obyczajową, czyli, po prostu, rozwiązłością. W tej sytuacji Kościół katolicki wciąż wydawał kolejne rozporządzenia określające, kto ma prawo coś takiego nosić. Przede wszystkim wykluczono chłopów i mieszczan. Czyli obuwniczy podział na równych i równiejszych.

Do tej pory całe to obuwie nie posiadało obcasów. I oto nagle, na przełomie wieków XVI-XVII, Europa zachłysnęła się nowym wynalazkiem. Zainspirowanym przez buty do konnej jazdy, jakich używali wówczas perscy żołnierze. Persowie zakładali do boju buty zaopatrzone w prawie trzycentymetrowe obcasy, które, niczym haki, blokowały stopę w strzemionach, kiedy jeździec stawał, aby oddać strzał z łuku. Takie obcasy europejscy arystokraci uznali za męską rzecz i zaczęli rywalizować między sobą odnośnie wysokości owej najmodniejszej części buta. Prosty naród, oczywiście, butów z obcasami nie nosił, bo jak tu pracować w czymś aż tak niewygodnym. Co innego wyższe sfery. Ludwik XIV, król słońce, który wzrostu był raczej mizernego (163 cm), zakładał obuwie z obcasem dziesięciocentymetrowym. Zawsze czerwonym. Ten kolor zastrzegł był, specjalnym edyktem, tylko dla swojego dworu. Czyli po raz kolejny zwyczajny but stał się atrybutem wybrańców.

A jak to wygląda współcześnie? Młodzież nosi fajne obuwie o różnych kolorach i kształtach, a firmy obuwnicze wprost prześcigają się w wymyślaniu nowych wzorów. Jest w tym jakaś rywalizacja, ale sympatyczna i nie wykluczająca nikogo. Co do tradycyjnych dziadków, czyli seniorów, to trzymają się oni wzorów raczej tradycyjnych, przyjętych w minionym stuleciu. Zatem, na zakończenie, skrócony przegląd współczesnej, obuwniczej klasyki.

Zacznę od butów z cholewami. Niegdyś używane były tylko do konnej jazdy. Ale z początkiem I wojny światowej zaczęto produkować tak zwane oficerki. Buty luksusowe, z doskonałej skóry, przeznaczone tylko dla oficerów, jako obuwie służbowe. Zawsze musiały być wyczyszczone na wysoki połysk. Dzisiaj używane są przez wojsko wyłącznie w okolicznościach reprezentacyjnych. Pośród luksusowych butów cywilnych wciąż jeszcze funkcjonują lakierki. Tu warto zwrócić uwagę, że tradycyjne lakierki używało się zawsze tylko do fraka lub smokingu. Nigdy do ciemnego garnituru. Do niego pasują jedynie tradycyjne, czarne półbuty. Sznurowane. No i jeszcze kilka zdań na temat superprzeboju ostatnich kilkudziesięciu lat, czyli tak zwanych - od nazwy firmy - adidasach. W roku 1924 niemieccy bracia Dassler założyli obuwniczą firmę i produkowali buty dla wehrmachtu. W roku 1948 zmienili nazwę firmy na Adidas i przestawili się na obuwie i ubrania sportowe. Z ogromnym sukcesem. Jakoś tak jest, że w historii obuwnictwa wątek militarny wciąż przeplata się z cywilnym.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}