Proboszcz Parafii Wniebowzięcia NMP w Szczytnie ks. Andrzej Preuss w połowie marca miał zostać poddany eksperymentalnej terapii komórkami macierzystymi. Na jego leczenie i rehabilitację parafianie oraz mieszkańcy, w rekordowo krótkim czasie, zebrali 600 tys. złotych. Ostatecznie duchowny, pod wpływem rad prawników, zrezygnował z terapii, która, jak się okazuje, przynosi wątpliwe efekty. Choć z oferującą taką formę leczenia spółką proboszcz nie podpisał umowy, ta żąda od niego 70 tys. złotych – pisze olsztyńska „Debata”.

Było zbyt wiele wątpliwości
Proboszcz, ks. Andrzej Preuss ostatecznie zrezygnował z poddania się eksperymentalnej terapii

EKSPRESOWA ZBIÓRKA

Wiadomość o tym, że proboszcz Parafii Wniebowzięcia NMP w Szczytnie ks. Andrzej Preuss zmaga się z nieuleczalną chorobą, poruszyła nie tylko jego parafian, ale i wielu mieszkańców powiatu. U duchownego lekarze mieli zdiagnozować SLA – stwardnienie zanikowe boczne, które stopniowo prowadzi do całkowitego paraliżu i śmierci wskutek uduszenia. Choć diagnoza brzmiała jak wyrok, bliscy duchownego i on sam postanowili walczyć, aby przynajmniej spowolnić postępy choroby. Szansą na to miała być eksperymentalna terapia komórkami macierzystymi oferowana przez Instytut Terapii Komórkowych w Olsztynie. Wśród zatrudnionych w tej prywatnej spółce lekarzy jest doktor Tomasz Siwek zajmujący się księdzem Preussem. Sam Instytut, mający siedzibę na terenie dzierżawionym od Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego, wydawał się wiarygodną placówką, tym bardziej, że pracujący w nim lekarze to podwładni prof. Wojciecha Maksymowicza, byłego wiceministra ds. nauki i szkolnictwa wyższego, który prowadził badania nad zastosowaniem komórek macierzystych m.in. u pacjentów chorych na SLA.

Na stronie, na której ogłoszono zbiórkę ukazała się informacja, że na leczenie proboszcza potrzeba 600 tys. złotych. Czasu na ich zebranie nie było wiele, ale dzięki niebywałej mobilizacji lokalnej społeczności sztuka ta udała się w ciągu zaledwie kilku dni. Pomimo niesprzyjającej akcjom charytatywnym pandemii, zorganizowano szereg wydarzeń, w tym cieszące się dużą popularnością licytacje internetowe. Był też koncert oraz spacer dla księdza wokół dużego jeziora połączony ze zbiórką pieniędzy.

WĄTPLIWA TERAPIA

Duchowny miał rozpocząć terapię w połowie marca. Tak się jednak nie stało. Ostatecznie nie podpisał umowy z ITK. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Wcześniej, jak podaje olsztyńska „Debata”, miał ją skonsultować z prawnikami, którzy mu to odradzili. Ich wątpliwości miało wzbudzić to, że spółka nie bierze na siebie żadnej odpowiedzialności za skutki terapii. Z kolei inni lekarze neurolodzy, do których miał zwrócić się ksiądz, byli bardzo sceptyczni jeśli chodzi o skuteczność tej formy leczenia. Mało tego – doktor Marta Banach z Krakowa, po zbadaniu proboszcza, stwierdziła, że dopiero za pół roku będzie można potwierdzić, że choruje na SLA, gdyż jego dolegliwości mogą być skutkiem powikłań pocovidowych. Sam ks. Preuss, jak pisze „Debata”, rozmawiał z innym chorymi na SLA, którzy poddali się terapii komórkowej. Spotkał ich podczas pobytu w zakładzie w Bornem Sulinowie. Miał od nich usłyszeć, że leczenie komórkami macierzystymi nic im nie pomogło, a wręcz przeciwnie – mieli tylko powikłania w postaci bólów głowy oraz zaników wzroku.

Mimo że ksiądz umowy nie podpisał, spółka ITK miała zażądać od niego wpłaty 70 tys. złotych. Instytut twierdzi bowiem, że komórki dla niego zostały już zamówione.

NIEETYCZNE PRAKTYKI

Sprawą terapii komórkowych oferowanych pacjentom chorym na SLA w ramach eksperymentu medycznego od dłuższego czasu zajmuje się dziennikarz olsztyńskiej „Debaty” Adam Socha, który w ciągu ostatniego roku opublikował na ten temat kilka artykułów. Dotarł do pacjentów ITK i ich rodzin. Z rozmów z nimi jasno wynika, że oferowane przez spółkę leczenie nie przynosi żadnej poprawy, za to chorzy muszą słono płacić za kolejne podanie komórek.

Negatywne stanowisko w sprawie oferowania komórek mezenychymalnych produkowanych z krwi pobieranej ze sznurów pępowinowych, zajęły m.in. EASAC, instytucja zrzeszająca 28 Akademii Nauk Państw Unii Europejskiej i FEAM (Federacja Europejskich Akademii Medycznych). W swoim raporcie, którego fragment przytacza redaktor Socha, napisały one: Jednak dotąd jej skuteczność (terapii komórkowej) potwierdzono w niewielu przypadkach. Mimo to prywatne kliniki – kierując się chęcią zysku – oferują terapie komórkowe i genowe o niesprawdzonym działaniu. Takie nieetyczne praktyki niosą ryzyko dla pacjentów”.

(ew){/akeebasubs}