Kampania wyborcza trwa już na całego. Podczas gdy większość kandydatów preferuje konwencjonalne metody komunikacji ze społeczeństwem, były wójt Jedwabna Włodzimierz Budny obrał nietypowy sposób. Napisał list do swojego następcy, Krzysztofa Otulakowskiego. Nie byłoby w tym może nic zaskakującego, gdyby nie jego treść i język, którym posługuje się były włodarz, kandydujący na najwyższe stanowisko w gminie.

Były wójt pisze do obecnego

LIST Z OBELGAMI

Wydawać by się mogło, że tradycyjne listy odchodzą już do lamusa, wypierane przez skrótowe SMS-y i maile. Są jednak tacy, którzy cenią sobie dawny sposób komunikowania się z innymi ludźmi. Należy do nich były wójt Jedwabna i jednocześnie jeden z kandydatów na to stanowisko, Włodzimierz Budny. Kilka dni temu napisał on blisko sześciostronicowy list do swojego następcy i jednocześnie konkurenta na najwyższy urząd w gminie, Krzysztofa Otulakowskiego. Jedna z kopii trafiła do naszej redakcji. Nie korzystając z usług poczty, Budny osobiście zaniósł pismo do urzędu, chcąc je wręczyć włodarzowi. Być może nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie styl i język listu wystosowanego przez Budnego. W sposób niezwykle dosadny i kąśliwy atakuje on Otulakowskiego, nie oszczędzając nawet jego najbliższej rodziny, współpracowników, a także instytucji wojewódzkich.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Sięga przy tym wstecz, do kadencji 2006 – 2010, poprzedzającej objęcie władzy przez obecnego wójta, zarzucając jego otoczeniu intrygi, sianie nienawiści i destabilizowanie gminy. Na rządach Otulakowskiego także nie pozostawia suchej nitki, krytykując go za decyzje personalne, politykę kadrową czy obsadzanie kluczowych stanowisk ludźmi niekompetentnymi. Stosunkowo najłagodniejszy, pod względem języka, fragment dotyczy kwestii zadłużenia samorządu, które, zdaniem Budnego, po zrealizowaniu zobowiązań sięgnie co najmniej 9 mln złotych. Były wójt odnosi się również do toczących się przeciwko niemu spraw sądowych, przypominając, że wszystkie zakończyły się dla niego pomyślnie i zastanawia się, jakie z tego tytułu koszty poniósł samorząd Jedwabna.

NIE ZNIŻY SIĘ DO TEGO POZIOMU

Krzysztof Otulakowski przyznaje, że list czytał, a nawet zapoznał z jego treścią swoich współpracowników w Urzędzie Gminy.

- Wszyscy poczuli się tak samo zniesmaczeni jak ja – mówi. Od razu zaznacza, że nie ma zamiaru występować przeciw Budnemu na drogę sądową.

- To jest poziom, do którego nie będą się zniżać. Tak jak pan Budny nigdy nie miał założonej przeze mnie sprawy, tak nie będzie miał nadal – uzasadnia swoją decyzję, dając do zrozumienia, że pójście do sądu byłoby wodą na młyn ekswójta oraz innych kandydatów, zarzucających mu w kampanii skłócanie mieszkańców.

BUDNY: TO WSZYSTKO PRAWDA Włodzimierz Budny potwierdza, że to on jest autorem listu i osobiście przyniósł go do urzędu. Zapewnia jednak, że nie miał intencji kolportowania go wśród mieszkańców.

- Kopie otrzymały dwie, trzy osoby z mojego najbliższego otoczenia – mówi. Dlaczego zdecydował się na taki sposób komunikacji ze swoim konkurentem, a nie np. na publiczną debatę w ramach kampanii wyborczej?

- Chciałem dać mu do myślenia, uświadomić, że nie jest bogiem i carem. Widzę jednak, że niczego nie zrozumiał – mówi Budny. Przyznaje, że list „jest momentami w ostrym tonie”, ale zapewnia, że wszystkie fakty w nim opisane są prawdziwe. - Niczego nie wyssałem z palca – twierdzi były wójt.

Okazuje się jednak, że wbrew zapewnieniom autora, list dociera do coraz szerszego grona osób. Z jego treścią zapoznał się m.in. jeden z wójtów z terenu powiatu. Jak nam nieoficjalnie powiedział, dziwi go, że tak doświadczony samorządowiec jak Budny, rządzący gminą Jedwabno kilkanaście lat, wypowiada się w takim stylu jak ten zaprezentowany w liście.

(ew)

{/akeebasubs}