Rozmowa z dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Szczytnie Beatą Januszczyk.
- Jakie formy pomocy w ramach tzw. tarczy antykryzysowej oferuje przedsiębiorcom Powiatowy Urząd Pracy?
Obecnie wdrażane są pożyczki w wysokości 5 tys. zł dla mikroprzedsiębiorców zatrudniających do dziewięciu osób. I to jest nasz priorytet. Natomiast już teraz intensywnie przygotowujemy się do uruchomienia kolejnych form wsparcia, aby jeszcze w tym tygodniu można było zaoferować następne możliwości pomocy przedsiębiorcom.
- Ile już wpłynęło wniosków o ich udzielenie?
Do poniedziałku (6 kwietnia) około 150 i wciąż wpływają. Pieniądze trafiły już na konta 30 przedsiębiorców. Nasi doradcy obsługujący pracodawców z naszej inicjatywy kontaktowali się z nimi telefonicznie, proponując takie wsparcie i omawiając zasady jego udzielenia, aby pomoc trafiła jak najszybciej. Będziemy się starać, aby pozyskać tyle środków, ile jest złożonych wniosków.
- Jak przedsiębiorcy podchodzą do tej formy pomocy?
- Zdarzało się, że były wątpliwości. Niektórzy uważają, że to przecież pożyczka, którą i tak trzeba potem spłacić. My tłumaczymy, że sens jest taki, by tych pieniędzy nie zwracać. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Jak długo trzeba czekać na otrzymanie pożyczki?
Maksymalnie dwa dni od daty podpisania umowy, a zatem działanie jest natychmiastowe.
- Przedstawiciele których branż dominują wśród wnioskodawców ?
W zasadzie wszystkich. Są to zakłady stolarskie, ogólnobudowlane, kosmetyczne, fryzjerskie oraz firmy prowadzące księgowość i wiele innych.
- Do tej pory mieliśmy do czynienia z systematycznym spadkiem bezrobocia. Odzywały się nawet głosy, że urzędy pracy nie są już potrzebne. Epidemia koronawirusa zmieniła to niemal w jednej chwili.
Nigdy nie było tak, aby urzędy pracy byłyby niepotrzebne. Aby je zlikwidować, należałoby zmienić prawo europejskie i Konstytucję, która mówi o służbach zatrudnienia. Służby te działają we wszystkich państwach, tylko w różnych okresach mają inne priorytety i zadania. Podobne kryzysy do obecnego już przeżywaliśmy, choć nigdy na taką ogromną skalę. Było ciężko choćby w okresie największego bezrobocia na początku lat 90., w okresie prywatyzacji i likwidacji wielu państwowych zakładów, w tym państwowych gospodarstw rolnych (PGR-y), gdzie pracę traciły całe rodziny i małe miejscowości i kiedy to ustawiały się długie kolejki ludzi po zasiłki. Z kolejnym załamaniem mieliśmy do czynienia w 1999 r., a potem w czasie kryzysu gospodarczego z lat 2009 i 2010. Dla nas praca w kryzysie nie jest czymś zaskakującym, aczkolwiek ciężko z tym się pogodzić, kiedy dzieje się swego rodzaju „gospodarcze tąpnięcie”. Można powiedzieć, że jesteśmy zaprawieni w bojach, bo mamy bezpośredni kontakt z tym, co w gospodarce najcenniejsze – miejsca pracy, przedsiębiorcy i pracownicy.
- Jak, Pani zdaniem, będą wyglądały kolejne miesiące jeśli chodzi o sytuację na rynku pracy?
W związku z epidemią wyjechało z Polski wiele tysięcy cudzoziemców. Kiedy sytuacja wróci do normy, to opuszczone przez nich stanowiska zajmą obywatele Polski. Na pewno jednak nie będzie to już rynek, na którym warunki dyktują pracownicy, a nasza gospodarka przez wiele lat będzie wracała do równowagi.
- Czy grozi nam tak wysokie bezrobocie, z jakim mieliśmy do czynienia przed wejściem Polski do Unii Europejskiej?
Wydaje mi się, że nie, pod warunkiem, że wszystko wróci do normy, a przedsiębiorcy otrzymają solidne wsparcie i większe odciążenie od obowiązkowych opłat i podatków. Jednak na to na pewno potrzeba dłuższego czasu. Prawdopodobnie dopiero za rok o tej porze będziemy mogli powiedzieć, że nastąpiła względna stabilizacja. Teraz pracodawcy będą działać w niepewnych warunkach i na pewno nie będą podejmować odważnych decyzji inwestycyjnych oraz tworzyć nowych miejsc pracy, jak to miało miejsce dotychczas, bardziej koncentrując się na spłacie zaległych zobowiązań i odrabianiu strat.
- Zmieni się również wasz kierunek działania.
Rzeczywiście. Naszym priorytetem nie jest już tworzenie nowych miejsc pracy, bo nie ma na to teraz ekonomicznego klimatu, ale utrzymanie tych, które udało się dotychczas utworzyć. Wdrażane instrumenty wsparcia temu właśnie służą. Teraz w podejmowaniu przez nas wielu decyzji potrzebna jest odwaga i szybkość działania, a nie tzw. ostrożność urzędnicza, bo czas gra teraz kluczową rolę. Wiem po co i dla kogo jesteśmy.
- Urząd pracy, podobnie jak inne, działa teraz w warunkach izolacji od petentów. Czy to nie stanowi problemu?
Staram się tak organizować naszą pracę, aby nie było to żadną przeszkodą. Wnioski o pożyczki są wrzucane do specjalnej skrzynki przed urzędem. Wpływają również elektronicznie i tradycyjną pocztą. Pracownicy mają zapewnione maseczki, rękawiczki i środki do dezynfekcji oraz pracują w wymaganej odległości od siebie. Pilnujemy tych zasad szczególnie, aby być do dyspozycji z pełnym zaangażowaniem. Wszyscy funkcjonują na zwiększonych obrotach, bo każdy z pracowników wie, że publiczne służby zatrudnienia to służba, a teraz w czasach kryzysu to jeszcze bardziej odczuwalne. W innych urzędach praca odbywa się rotacyjnie. Ja się na taki system nie zdecydowałam, bo i tak jesteśmy w mocno okrojonym składzie. Mamy świadomość, że ktoś na tę pomoc bardzo czeka - nasi przedsiębiorcy, a pośrednio pracownicy, bo bez wsparcia pracodawców zagrożone są miejsca pracy. Przy rotacyjnym systemie pracowalibyśmy tylko na 40% naszych możliwości, a naszym celem jest to, żeby pomoc jak najszybciej trafiła do tych, którzy przeżywają największy w swoim życiu kryzys. Myślę, że nasze pokolenie i naszych rodziców nigdy nie było świadkami takich trudnych czasów, decyzji i ekonomicznego ryzyka.
Rozmawiała:
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
