Jeszcze kilkanaście lat temu na miejskim terenie rozciągającym się pomiędzy ulicami Śląską i Bartną Stroną, znajdowało się ponad 50 ogródków działkowych. Władze miasta planowały jednak przeznaczyć to miejsce pod zabudowę jedno- lub wielorodzinną i rozwiązały z działkowcami umowy dzierżawy. Obecnie nie ma tu już ani ogródków, ani nowych domów, bo chętnych na zakup działek brakuje. Tymczasem zapuszczony teren w bliskim sąsiedztwie centrum Szczytna nie jest dobrą wizytówką miasta.

SMĘTNY KRAJOBRAZ PO DZIAŁKACH
Wystarczy krótki spacer od ścisłego centrum Szczytna, by znaleźć się w innym świecie. Na terenie rozciągającym się pomiędzy ulicami Śląską i Bartną Stroną, gdzie dawniej znajdowały się ogródki działkowe, dziś rosną wysokie na ponad metr chaszcze. Spomiędzy zniszczonego ogrodzenia, w morzu chwastów, widać jeszcze gdzieniegdzie resztki działkowej infrastruktury. Tu i ówdzie oczom przechodnia ukazują się owocujące o tej porze roku, częściowo zdziczałe jabłonie. Nie ma wątpliwości, że miejsce to nie wystawia miastu dobrego świadectwa, zwłaszcza że plany z nim związane były inne.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Kilkanaście lat temu, za kadencji burmistrza Pawła Bielinowicza, było tu 51 ogródków działkowych powstałych pod koniec lat 70. - Użytkowali je przeważnie ludzie starsi, głównie emeryci i renciści mieszkający przy ulicach Śląskiej i Kętrzyńskiego – wspomina były prezes ogródków, Zbigniew Chrapkiewicz.
W 2004 roku działkowcy otrzymali z Urzędu Miejskiego pisma informujące, że niedługo będą musieli opuścić zajmowany teren. Miasto przystępowało wówczas do opracowania szczegółowego planu zagospodarowania obejmującego obszar ulic Śląskiej i Bartnej Strony. W miejscu ogródków miało powstać budownictwo jedno- lub wielorodzinne.
PROROCTWO BYŁEGO WICEBURMISTRZA
Działania władz miasta spotkały się z oporem ze strony działkowców. Wystosowali oni protest do Rady Miejskiej, domagając się anulowania decyzji. Jeden z jego sygnatariuszy, były wiceburmistrz Szczytna Jerzy Anderszewski sygnalizował wówczas, że przystąpienie przez miasto do opracowania planu wcale nie oznacza, że wkrótce dany obszar zmieni się w plac budowy. - Jest poważne ryzyko, że wszystko tu posprzątamy, opuścimy działki, a one przez następne lata staną się miejscem spotkań drobnych pijaczków – ostrzegał w rozmowie z „Kurkiem”. Czas pokazał, że słowa byłego wiceburmistrza okazały się prorocze.
Działkowcy oczekiwali od miasta podania konkretnego terminu, w którym rozpoczną się roboty przygotowawcze terenu pod budownictwo. Do tego czasu chcieli uprawiać swoje ogródki. Pełniąca za kadencji burmistrza Bielinowicza funkcję jego zastępcy Danuta Górska zapewniała, że dopóki samorząd nie przystąpi do sprzedaży działek, będzie przedłużał działkowcom umowy dzierżawy z terminem do końca września, by umożliwić im zbiór kolejnych plonów.
ANI OGRÓDKÓW, ANI DOMÓW
Zbigniew Chrapkiewicz potwierdza, że rzeczywiście tak było, ale rozwiązanie to nie satysfakcjonowało użytkowników ogródków. - Po pewnym czasie zrezygnowaliśmy z dzierżawy, bo nie opłacało się inwestować w coś, czego nie byliśmy pewni – mówi. Przypomina, że działkowcy prowadzili z miastem rozmowy na temat ewentualnego kupna działek, ale nic z tego nie wyszło. - Teraz jest to obraz nędzy i rozpaczy – podsumowuje Chrapkiewicz.
Wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk tłumaczy, że miasto musiało rozwiązać umowy z działkowcami, bo kładło na tym terenie wodociąg. - Musieliśmy na czas inwestycji mieć te grunty we władaniu – wyjaśnia. Potwierdza, że kiedy wodociąg powstał, prawie nikt nie był zainteresowany dalszym dzierżawieniem działek. Nie ma też chętnych za ich zakup pod zabudowę. - Kilka zostało sprzedanych, ale gros jeszcze zostało – przyznaje wiceburmistrz, przyczyn tego stanu rzeczy upatrując w ogólnej sytuacji na rynku nieruchomości. Czy w takim razie miasto nie powinno przynajmniej uprzątnąć tego terenu i usunąć chaszczy? - Postaramy się coś z tym zrobić dopóki nie nastanie zima – deklaruje wiceburmistrz, zastrzegając jednak, że nie cały ten teren należy do miasta, ale i prywatnych właścicieli posesji zlokalizowanych na Bartnej Stronie.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
