Michał Łoniewski wiosną kupił dwie działki pod zabudowę jednorodzinną w rejonie ul. Gałczyńskiego. Zamierzał postawić na nich dom, ale inwestycja napotkała na poważne przeszkody i z jej rozpoczęciem trzeba będzie poczekać nawet kilka lat.
BEZ MEDIÓW NIE DOSTANIE POZWOLENIA
W rejonie ul. Gałczyńskiego rozciągają się tereny przeznaczone pod zabudowę jednorodzinną. Wiosną tego roku młody mieszkaniec Szczytna Michał Łoniewski kupił tu dwie liczące po 10 arów każda działki. Jeszcze w tym roku chciał rozpocząć budowę wymarzonego domu. Nabywając nieruchomość był przekonany, że spełnia ona wszelkie niezbędne wymogi, aby uzyskać od miasta warunki zabudowy. Okazało się jednak, że jest inaczej. - Dowiedziałem się, że nie uzyskam warunków, bo działki nie mają dostępu do sieci kanalizacyjnej i wodociągowej – żali się mieszkaniec. To go zaskoczyło, bo przecież w tym rejonie miasto prowadziło inwestycję związaną z położeniem tych mediów. - Przedstawiciele władz miasta wypowiadali się na łamach prasy, że robią to z myślą o powstającym tu nowym osiedlu – dziwi się pan Michał. Teraz na rozpoczęcie budowy musi czekać nawet kilka lat. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SPÓŹNIONE PODZIAŁY
Zastępca burmistrza Szczytna Krzysztof Kaczmarczyk potwierdza, że bez podłączenia wszystkich mediów, niemożliwe jest uzyskanie pozwolenia na budowę. Jak wyjaśnia, w tym przypadku nie zawiniło miasto. Przez ostatnie dwa lata samorząd prowadził inwestycje wodno – kanalizacyjne w tym rejonie Szczytna. Możliwość podłączenia się do sieci miały wszystkie wydzielone w tym czasie działki. Wśród nich była jedna, większa, na której właściciel takich podziałów nie dokonał. Zrobił to dopiero później, nie informując o tym urzędu. - Ta jedna, duża działka przed podziałem miała możliwość przyłączenia do wody i kanalizacji, ale te mniejsze, wyodrębnione z niej, już nie – tłumaczy Kaczmarczyk. Traf chciał, że właśnie dwie z nich zakupił pan Michał. Wiceburmistrz sugeruje, że to sprzedający grunty wprowadził go w błąd. - Gdybyśmy zostali poinformowani o tych podziałach, to nasze projekty by te działki uwzględniły – zapewnia. Dodaje, że w przyszłości możliwość przyłączenia do wody i kanalizacji uzyskają także nieruchomości pana Michała. To jednak wymaga czasu. - Najpierw trzeba opracować koncepcję na cały ten teren, potem wykonać dokumentację techniczną, uzyskać pozwolenia na budowę sieci i ogłosić przetarg na wyłonienie wykonawcy – wylicza Kaczmarczyk. Według jego szacunków, może to zająć nawet 2 – 3 lata.
A MOŻE BY TAK ZAMIANA?
Wiceburmistrz podpowiada panu Michałowi, aby zamienił swoje działki na sąsiednie, które możliwość przyłączenia do sieci posiadają. Ten jednak propozycję odrzuca, bo nie odpowiada mu ich lokalizacja. Nie przekonują go w pełni tłumaczenia Krzysztofa Kaczmarczyka. - Obecnie płacę bardzo dużo za stancję. Nie chcę czekać z budową kilku lat – denerwuje się mężczyzna. Dodaje, że od swojego inspektora nadzoru budowlanego dowiedział się, że sam mógłby wykonać projekt przyłącza, ale to koszt rzędu 5 tys. złotych. - Skoro ja mogę to zrobić, to dlaczego nie miasto? - zastanawia się.
Ma również żal do osoby, która sprzedała mu działki, nie informując o braku dostępu do mediów.
Z podobnymi przypadkami, ale na terenie gminy Szczytno zetknął się radny miejski Rafał Kiersikowski. Jego zdaniem powinny być one przestrogą dla osób nabywających nieruchomości, aby dokładnie sprawdzały, czy przypadkiem nie kupują kota w worku.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
