Maj to dla katolików miesiąc poświęcony Matce Bożej - okazja do codziennego odmawiania Litanii loretańskiej, czyli modlitwy mającej już kilkusetletnią tradycję i co jakiś czas wzbogacanej o kolejne zawołania.

W kościołach odprawiane są specjalne nabożeństwa. Ci, którzy do swojej świątyni mają dalej, spotykają się pod przydrożnymi krzyżami czy kapliczkami i tam w niewielkich grupkach odmawiają lub odśpiewują litanię. „Kurek”, jeżdżąc po okolicy, widywał osoby modlące się wspólnie także np. na podwórkach. Zwyczaj odmawiania Litanii loretańskiej pod chmurką kultywowany jest również w urokliwie wyglądającym miejscu modlitewnych spotkań w Szczycionku (fot.1). Jak dowiedzieliśmy się od napotkanych pań, gromadzą się tam one w majowe popołudnia od około 40 lat. Stawiają przy krzyżu obrazek przedstawiający Matkę Bożą, zapalają świeczki, odmawiają litanię i śpiewają pieśni maryjne. Z reguły na godzinę 17 lub 19 przychodzą cztery kobiety. – Niektórzy już odeszli. Z młodych to w tej chwili nie przychodzi nikt. Ludzie są dziś jacyś zaganiani… - tłumaczą niewielką frekwencję na modlitewnych spotkaniach. Wspominają, że wcześniej, gdy w tym miejsca krzyża nie było, modlono się w domach. Tam litanie odmawiane są również obecnie w przypadku niepogody. Na litanię pod bzem raczej nie przychodzą mężczyźni. Ktoś jednak zawsze wykosi w pobliżu trawę, pomaluje krzyż, odświeży ławeczki… Panie pamiętają, że kilka lat temu w nabożeństwie uczestniczył zaproszony ksiądz, który odprawił także w tamtym miejscu mszę. - A później, gdy nas zabraknie, czy będzie komu chodzić? – zastanawiają się, podsumowując rozmowę. Podobnie wyglądających miejsc jest w naszym powiecie znacznie więcej. Ładnie prezentuje się np. kapliczka w położonym tuż przy Szczycionku Kamionku – postawiono tam niedawno figurkę Matki Boskiej (fot.2) . Jak się dowiedzieliśmy, na nabożeństwa przybywa tam również po kilka osób.
KTÓRY STYL WYBRAĆ?

Historia ocieplania bloków i pokrywania dodanej warstwy farbą jest dość młoda, bo liczy coś koło 20 lat. W zamyśle służyło to nietraceniu niepotrzebnie energii cieplnej i podniesieniu estetyki posocjalistycznych blokowisk. Młodość młodością, ale byliśmy chyba jednymi z prekursorów w tej części Europy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zrobiliśmy niedawno spacer po mieście, by odnaleźć te budynki, od których nasza architektoniczna pierestrojka się zaczynała. Przypomnieliśmy sobie, że w początkach obowiązywał styl, nazwijmy to, mazurski: żaglówka, słońce i jezioro (fot. 3). Podobnie wyglądających budynków jest w Szczytnie więcej. Ba, jeszcze bardziej patriotycznie było na jednym z bloków przy ul. Piłsudskiego. Tu dostrzeżemy, choć już mocno nadgryziony przez ząb czasu, herb bliskiego naszym sercom miasta (fot. 4). Mieliśmy i bloki malowane w nieco inny sposób, ale barwy porządnie już wyblakły, a całość sprawia wrażenie z lekka zaniedbanej. Od niedawna obowiązuje inny styl: radosnego łączenia ze sobą różnych elementów już nie ma, barwy są bardziej stonowane, farby wyglądają na trwalsze (fot. 5), a osiedlowi wandale z jakąś większą nieśmiałością podchodzą do kwestii umieszczania idiotycznych rysunków czy napisów, których na nieodnawianych jeszcze blokach wciąż nie brakuje.
NIEŁATWY LOS CYKLISTÓW (III)

W naszej rowerowej odysei czas na ścieżki, które zasadniczo wyglądają tak, jak szlaki dla miłośników dwóch kółek wyglądać powinny. Ciągną się one po obu stronach ulicy Przemysłowej. O ile w przypadku opisywanego ostatnio ronda Roweckiego „Grota” oznakowanie było mało czytelne lub po prostu go brakowało, tu praktycznie wszystko znajduje się na swoim miejscu. Piktogramy są tu widoczne, a strzałka wskazuje kierunek ruchu. Przez skrzyżowania rowerzyści mogą bez wahania przejeżdżać (fot. 6), przemieszczając się ścieżką, a kierowcy samochodów są o tym poinformowani odpowiednimi znakami pionowymi (fot. 7).

Trochę dziwnie wygląda jedynie króciutki odcinek przy garażach w pobliżu skrzyżowania z ul. Dąbrowskiego: widoczny na wcześniejszych zdjęciach „rowerowy” kolor bordowy raptem znika (fot. 8). I jeszcze jedna uwaga: umieszczone po obu stronach jezdni strzałki są jak najbardziej czytelne w swoim przekazie, ale jeśli chcielibyśmy je namalować zgodnie z oficjalnymi przepisami, powinny one wraz z rowerowym piktogramem wyglądać jak znak P-27 (fot. 9). No tak, ale z podobnie namalowanymi strzałkami jakiś specjalista w dziedzinie stopni wojskowych mógłby to pomylić z tajną drogą rowerową tylko dla starszych sierżantów.
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA 2018
Dzień Zwycięstwa, maj zielony,
białe kwitną bzy.
Dziadek usiadł zamyślony,
wspomniał wojny dni.
Jak z radziecką armią sławną,
w bój na wroga szedł.
Działo to się tak niedawno,
a zda się, że wiek (…)
Podobnych wierszy w naszych szkołach od dawna się nie recytuje, a niektórzy znani reżyserzy mogliby się obawiać, że za uroczystą deklamację tego typu utworów trafią do polskiego więzienia. W polskojęzycznej celi z pewnością nie znajdzie się nikt, kto wciąż stawia świeże kwiaty i zapala znicze na szczycieńskim cmentarzu żołnierzy radzieckich (fot. 10). Okazją w minionym tygodniu był Dzień Zwycięstwa, obchodzony obecnie w części europejskich państw 8 maja, ale m.in. w PRL-u i obecnie w Rosji – 9 maja. Nazwa nekropolii – cmentarz Armii Radzieckiej – jest cokolwiek niekompletna. Po lewej stronie od wejścia od ul. Ostrołęckiej znajduje się niewielka kwatera z prawosławnym krzyżem, na którego odwrocie znajduje się niemiecki napis o spoczywających tu 32 Rosjanach poległych na początku I wojny światowej, a więc jeszcze przed epoką Związku Radzieckiego. Co ciekawe, krzyż tworzy specyficzny kontrast z ateistyczną w swej wymowie czerwoną gwiazdą (fot. 11). Czerwonych gwiazd na cmentarzu znajdziemy więcej, ale większość z nich, choćby na płytach na poszczególnych kwaterach, już wyblakła.
W poprzednim „Kurku” pisaliśmy o dewastacji naszego cmentarza żydowskiego. Tutaj śladów dewastacji nie widać. Cmentarz jest w niezłym stanie (chociaż znikła np. część ogrodzenia od strony stadionu). Swoje robi też czas…
Tekst i foto (w większości)
G. P. J. P.{/akeebasubs}
