Dyrektorzy szkół, przedszkoli, instytucji kultury, szpitala, prezesi spółek komunalnych i pracownicy urzędów gmin zajmują poczesne miejsca na listach do samorządowych gremiów w nadchodzących wyborach. Prawo tego nie zabrania, ale tak liczna reprezentacja osób zatrudnionych w instytucjach samorządowych budzi wątpliwości. - Taki urzędnik będzie zawsze w pierwszej kolejności reprezentował interesy swego pracodawcy, wójta czy burmistrza, a nie wyborców – uważa Stanisław Makowiecki, przewodniczący Rady Miejskiej w Szczytnie w latach 1998 – 2002.

Ciąg do władzy z samorządowych stołków
Na listach kandydatów do Rady Powiatu znalazła się pokaźna reprezentacja sekretarzy urzędów. W gronie tym są Jan Lisiewski z UMiG Pasym (z lewej), Barbara Trusewicz (druga z lewej) z UG w Dźwierzutach, Kamil Maliszewski z UG Szczytno i Jolanta Drężek z UG w Jedwabnie

SZEFOWIE SPÓŁEK IDĄ PO MANDATY

Wybory samorządowe już za niespełna miesiąc. Wkrótce mieszkańcy zdecydują, kto będzie ich reprezentował w radach gmin, powiatów czy sejmikach wojewódzkich. Wystarczy rzut oka na listy kandydatów, by zorientować się, jak duża jest na nich reprezentacja osób powiązanych zawodowo z jednostkami samorządowymi. Nie jest to żadna nowość, bo z taką sytuacją spotykamy się przy okazji każdych wyborów, ale można odnieść wrażenie, że tym razem pęd do władzy z samorządowych stołków przybrał wręcz gigantyczne rozmiary. Wśród kandydatów pokaźną reprezentację stanowią szefowie spółek komunalnych. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} O mandat radnego wojewódzkiego z ramienia Trzeciej Drogi ubiega się Jacek Bojarowski, prezes ZGKiM w Wielbarku. Z kolei Arkadiusz Brzozowski, szefujący komunalnej spółce w Dźwierzutach jest kandydatem Koalicji Obywatelskiej do Rady Powiatu. O miejsce w tym samym gremium stara się także Aleksander Godlewski, kierujący ZGKiM w Kamionku. Chęć zasiadania w Radzie Powiatu z ramienia komitetu „Razem dla Mieszkańców” ma również Karol Włodkowski, prezes Zakładu Komunikacji Miejskiej w Szczytnie.

DYREKTORZY TEŻ CHCĄ BYĆ RADNYMI

Do walki o mandaty stanęła także liczna ekipa dyrektorów podległych samorządom jednostek. Z komitetu „Razem dla Mieszkańców” do powiatu startują dyrektorzy: Miejskiego Ośrodka Sportu w Szczytnie Arkadiusz Leska, Miejskiego Domu Kultury w Szczytnie Andrzej Materna, Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 2 Katarzyna Ulatowska. Z Trzeciej Drogi o miejsce w Radzie Powiatu ubiegają się z kolei dyrektor przedszkola w Kamionku Jolanta Ludwiczak oraz dyrektor szpitala w Szczytnie Beata Kostrzewa. Ona jednak, w przypadku wywalczenia mandatu, musiałaby albo się go zrzec, albo opuścić dyrektorski stołek. Ten sam los czeka Rafała Kiersikowskiego, naczelnika Wydziału Promocji w starostwie, który też walczy o mandat w powiecie. Do sejmiku województwa kandyduje natomiast dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Rafał Wilczek (Trzecia Droga).

SEKRETARZE I ZASTĘPCY OBLEGAJĄ LISTY

Stanisław Makowiecki (z lewej) uważa, że urzędnicy samorządowi będący jednocześnie radnymi w pierwszej kolejności będą reprezentować interesy swoich pracodawców a nie mieszkańców. Starosta Jarosław Matłach uważa z kolei, że każdy ma prawo zweryfikować się w wyborach

Na listach do Rady Powiatu znajdziemy jeszcze m.in. sekretarzy – Miasta i Gminy Pasym Jana Lisiewskiego (Koalicja Obywatelska), Gminy Jedwabno Jolantę Drężek (Trzecia Droga) i Gminy Szczytno Kamila Maliszewskiego („Wspieramy młodzież”). Chrapkę na mandaty w powiecie mają ponadto dyrektorki - Gminnej Biblioteki Publicznej w Lipowcu Małgorzata Walas (Porozumienie Szczycieńskie) i Gminnego Ośrodka Kultury w Wielbarku Milena Zapadka. Do powiatu kandyduje też dyrektor Zespołu Szkół w Jedwabnie Mariusz Dobrzyński (Trzecia Droga). Do sejmiku natomiast wybiera się szefowa GOK w Rozogach Karolina Lewandowska – Zając (Koalicja Obywatelska).

Osobną kategorię wśród kandydatów stanowią panie pełniące w bieżącej kadencji funkcję zastępczyń włodarzy. W Szczytnie do Rady Miejskiej z listy komitetu „Razem dla Mieszkańców” kandyduje wiceburmistrz Ilona Bańkowska. Z kolei w Dźwierzutach o mandat do Rady Powiatu zabiega sekretarz gminy i wicewójt w jednej osobie Barbara Trusewicz.

BĘDĄ SŁUCHAĆ PRACODAWCY, A NIE MIESZKAŃCÓW

Tak bogata reprezentacja urzędników samorządowych na listach budzi wątpliwości, mimo że pozwala na to prawo. - Taki urzędnik będzie zawsze w pierwszej kolejności reprezentował interesy swego pracodawcy – wójta czy burmistrza, a nie wyborców – mówi na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji życia samorządowego Stanisław Makowiecki, przewodniczący Rady Miejskiej w Szczytnie w latach 1998 – 2002. Dziś jest już emerytem, ale po dwudziestu latach będzie chciał wrócić do pracy w samorządzie. Dotychczasowe jego próby kończyły się niepowodzeniem, bo, jak tłumaczy, startował z lewicowych komitetów, które nie były w stanie przekroczyć frekwencyjnego progu 5 procent.

KAŻDY MA PRAWO SIĘ ZWERYFIKOWAĆ

Odmienny pogląd w tej sprawie ma starosta Jarosław Matłach. Wspomina, że sam po raz pierwszy zdobył mandat radnego powiatowego, będąc dyrektorem szkoły w Wielbarku. - Namówiła mnie do tego moja ówczesna zastępczyni. Powiedziała, że trzeba się zweryfikować w wyborach, bo to też daje ogląd tego, jak postrzegana w społeczeństwie jest nasza szkoła – mówi starosta. - Czy ktoś, kto jest dyrektorem czy kierownikiem ma mieć ograniczone prawa wyborcze? - zastanawia się Matłach. Według niego nie ma nic złego w tym, że osoby znane w lokalnych społecznościach, mające określony dorobek zawodowy, chcą się zweryfikować w wyborach. Zapewnia, że sam nikogo z podległych powiatowi jednostek nie zmuszał do startu. Zauważa, że o wiele łatwiej znaleźć kandydatów wśród pracowników samorządowych niż lokalnych przedsiębiorców. - Ci drudzy rzadziej ubiegają się o mandaty, bo nie chcą ujawniać swoich oświadczeń majątkowych – mówi starosta.

Ewa Kułakowska


„Nadprezentacja radnych pracujących w samorządowych instytucjach publicznych oznacza większe ryzyko występowania konfliktu interesów – między dobrem lokalnej społeczności a partykularnymi potrzebami i dążeniami reprezentantów tych konkretnych podmiotów (szkół, ośrodków pomocy społecznej, zakładów gospodarki komunalnej, zarządów dróg miejskich). Konfliktu tego często się nie dostrzega, zakładając, że jakby z definicji instytucje publiczne osiągają cele publiczne. W praktyce jednak każda struktura (również struktury biurokratyczne) wykształca własne wewnętrzne dążenia, a ich pracownicy działają tak, jak każda inna grupa interesu – w obronie własnej pozycji, swoich miejsc pracy, zaspokojenia własnych potrzeb i karier. (…)

Organy stanowiące z przewagą radnych będących urzędnikami lub pracownikami samorządowych instytucji publicznych nie mogą efektywnie pełnić funkcji kontrolnych, trudno bowiem kontrolować siebie samych.”

Źródło: Raport Fundacji im. S. Batorego, „Samorządowe unie personalne”, pod red. Katarzyny Dzieniszewskiej – Naroskiej i Grzegorza Makowskiego, Warszawa, 2014{/akeebasubs}