CIUPAGA NA BIEDĘ

Ciupaga na biedę

Burmistrz Bernard Mius podczas gminnych dożynek otrzymał ciekawy prezent od górali aż spod samiutkich Beskidów. Jak widać na zdjęciu, był to kapelusik góralski oraz ciupaga. Ta ostatnia, według zapewnień ofiarodawców, nie jest ot, taką zwykłą ciupażką, a bardzo przydatnym sprzętem zwłaszcza teraz, w dobie kryzysu. Służy bowiem do odpędzania... biedy.

- Jak by bieda szła w kierunku Pasymia, to ją panocku burmistrzu gońcie i tnijcie, ino hej! - zakrzyknął góral, wręczający upominek Bernardowi Miusowi. Dla gminy borykającej się z poważnymi problemami finansowymi, taka ciupaga wydaje się wręcz niezbędnym narzędziem. A tak na wszelki wypadek, pewnie przydałaby się też i nam w Szczytnie.

Górale, którzy odwiedzili Pasym, to mieszkańcy Węgierskiej Górki (powiat żywiecki), która jest partnerską miejscowością Pasymia. Oprócz ciupagi i kapelusika, ludzie gór pozostawili jeszcze w Pasymiu spory kosz oscypków (wszystkim smakowały), a na koniec jeden z nich zaśpiewał z werwą góralską piosenkę. Niestety, burmistrz Mius ograniczył się jedynie do wysłuchania i nie odpowiedział żadną mazurską śpiewką, a szkoda gdyż folklor mamy przecież bogaty.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

NIEUDANY FORTEL

Już poza sceną, jeden z górali opowiedział „Kurkowi” ciekawą legendę o tym, jak to się stało, że Węgierska Górka nazywa się właśnie tak, a nie inaczej. Historia jest tak ciekawa, że postanowiliśmy podzielić się nią z naszymi Czytelnikami. Pierwsze wzmianki o Węgierskiej Górce sięgają roku 1477, gdy ówcześni kronikarze odnotowali szereg zatargów granicznych między królem Polski Kazimierzem Jagiellończykiem, a królem Węgier Maciejem Korwinem. W tamtych czasach Węgrzy mieli zakusy na Żywiecczyznę i próbowali ją przyłączyć do swojego królestwa, także na drodze pokojowej. Wpadli na pomysł, aby wykorzystać panujące wówczas obyczaje i prawa do posiadania ziemi. Pewnego razu, gdy weszli do miejscowości, padli na kolana i rzekli, że wedle prawa przynależna jest im ta ziemia, na której klęczą. Aby nie popełnić krzywoprzysięstwa nogawki pludrów (ówczesnych spodni) wypełnili oryginalną ziemią z Węgier. Fortel jednak się wydał i gdy wytrząsano ziemię z ich portek usypał się z niej mały wzgórek – stąd wzięła się nazwa Węgierska Górka.

PIĘKNIE I NASTROJOWO

Gdy fala upałów przeszła, okolice mola i plaży miejskiej w Szczytnie opustoszały. Pogoda jest jednak na tyle dobra, że sprzyja spacerom, a gdy wybierzemy się na nie wieczorową, albo wręcz nocną porą, trzeba przyznać, że nasze nadjeziorne obiekty rekreacyjne, wyglądają wtedy pięknie, co widać na zdjęciu powyżej.

BARDZIEJ SZARA RZECZYWISTOŚĆ

Gdy jednak budzi się świt, nie wszystko jest już takie sielankowe. Kawałek dalej od mola (między mostkiem miłości, a komunikacyjnym na ul. Mickiewicza) widać na ścieżce kawałki suchych konarów. Na zdjęciu spogląda na nie pan Waldemar, mieszkaniec Olsztyna. Często przyjeżdża do Szczytna, aby odwiedzić rodzinę i wówczas lubi spacerować nad małym i dużym jeziorem.

- Szlak jest piękny, ale mało brakowało, aby spadający z góry suchły konar roztrzaskał się nie na ścieżce, a na mojej głowie – skarży się olsztynianin. Konar spadł ze stojącego tu sporego, ale wpół uschłego drzewa. W dodatku jedna z gałęzi (biały otok) już oderwała się od pnia i niebezpiecznie balansuje na równie suchych konarach, gotowa runąć w każdej chwili.

NIESYMETRYCZNA POSESJA

Przy ul. Tetmajera 38 stoi wielorodzinny blok, przy którym, jak informują nas jego mieszkańcy doszło do dość kuriozalnej sytuacji. Rzecz polega na tym, że jest tu dwóch gospodarzy-administratorów, którzy w żaden sposób nie koordynują swoich wysiłków. I tak o klomby, drzewka i żywopłot od strony posesji dba TBS. Sprawuje się dobrze, bo jak widać na załączonym zdjęciu przyblokowy skwer okolony przyciętym żywopłotem wygląda należycie. Z kolei o pozostałą część dba ZGK.

No i do tej instytucji mieszkańcy mają pretensję, bo od strony ulicy otoczenie budynku, które widzi każdy przechodzień wygląda zupełnie inaczej. Marnie, że aż wstyd i trudno uwierzyć, że jest to jedna i ta sama posesja.

- Jak to wygląda, żeby część działki była zadbana, a druga wprost przeciwnie – irytują się mieszkańcy.

ŁAWKA DLA WYTRWAŁYCH

Przy okazji oględzin najbliższego otoczenia posesji nr 38 przy ul. Tetmajera, jej mieszkańcy pokazali nam jeszcze przyblokową ławkę. Stoi ona od strony chodnika, niby dla wypoczynku. Jest jednak pytanie - jak zrelaksować się na takim sprzęcie.

NIEBEZPIECZNA WIERZBA

Rosochata, wyrastająca z kilku pni wierzba zwiesza swoje konary tuż nad drogą łączącą wieś Trelkówko z Kobyłochą i dalej z Piecami. Niższe samochody typu furgonetka, jak widać na zdjęciu, szorują dachem o gałęzie, a ciężarówki wręcz zawadzają o nie, wskutek czego konary są już mocno nadwątlone (patrz szczegół w otoku). Ostatnio nie mogła pod wierzbą przecisnąć się koparka, a wiadomo, teren położony jest nad jeziorem, więc wokół znajduje się sporo działek rekreacyjnych, na których są budowane, bądź modernizowane domki letniskowe. - To droga powiatowa, więc nie może tak być, aby była niebezpieczna nie tylko dla pojazdów samochodowych, ale i pieszych – irytuje się jeden z letników. Dodaje że spaceruje tą drogą codziennie, no i boi się, czy aby nadwątlone konary nie spadną na niego. Jak informuje nas Zarząd Dróg Powiatowych, specjalna ekipa miała jechać w opisane miejsce 22 sierpnia i prześwietlić wierzbę. Rano tego dnia wypadła jednak pilniejsza interwencja w innym miejscu. W każdym bądź razie, jak zapewnia ZDP, niebezpieczeństwo związane z wierzbą zostanie zażegnane w jak najszybszym czasie.

ZAPOMNIANA DZIAŁKA

U zbiegu ulic Chopina i Osuchowskiego, zaraz za przejazdem kolejowym rozciąga się spora działka budowlana. Od lat nic na niej się nie dzieje i wydaje się, że nabywca całkiem o niej zapomniał. Przyroda jednak nie próżnuje i na działce wybujały liczne, gęste krzaki oraz chaszcze. Bujnie się rozwijając przebiły się nawet poprzez ogrodzenie, wskutek czego obecnie ograniczają pieszym poruszanie się po chodniku. - Jak to wygląda? - dziwi się pan Waldemar, a jedna z przechodzących pań, mówi nam, że szczególnie trudno przecisnąć się tak zwężonym chodnikiem matkom prowadzącym dziecięce wózki. Krystyna Lis z Urzędu Miejskiego informuje nas, że w takim i podobnych przypadkach należy powiadomić straż miejską. Ta już ma sposoby, aby zdopingować właściciela działki do zaprowadzenia porządku.

{/akeebasubs}