Tak, tak – to już 25 lat od ukazania się pierwszego numeru „Kurka Mazurskiego”. Kiedy na Wielkanoc 1990 r. wyszło 300 egzemplarzy gazety prezentującej kandydatów „Solidarności” w pierwszych wolnych wyborach samorządowych, nikt się pewnie nie spodziewał, że stanie się ona niebawem trwałym elementem lokalnego życia Szczytna, a potem całego powiatu. Choć od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło, jedno pozostaje niezmienne – jesteśmy przede wszystkim dla Was, drodzy Czytelnicy, utrzymując niezależność i patrząc na ręce władzy.

Ćwierć wieku z SOLIDARNOŚCIOWE KORZENIE

To była całkiem inna Polska. Nie minął jeszcze rok od historycznych wyborów 4 czerwca 1989 roku. Na każdym kroku zauważalne były jeszcze pozostałości padającej komuny. Panowała wciąż niepewność wobec tego, co przyniesie przyszłość, ale też dawało się odczuć nadzieję i entuzjazm wśród ludzi, którzy wierzyli, że wraz z upadkiem narzuconego nam po wojnie systemu uda się zbudować wreszcie wolne, suwerenne i samorządne państwo.

Na fali tego entuzjazmu i nadziei rodził się „Kurek Mazurski”. Pierwszy numer ukazał się na Wielkanoc 1990 r., która przypadała wówczas w dniach 16 i 17 kwietnia. Data to ważna i wymowna, bo zaledwie kilka dni wcześniej, 11 kwietnia w Polsce oficjalnie zniesiono cenzurę. Wolność słowa, która dziś wydaje się tak oczywista, a przez to też niedoceniana, otwierała drogę do powstania gazet lokalnych, będących najbliżej mieszkańców i ich problemów. „Kurek” zaczynał jako pismo członków i sympatyków NSZZ „Solidarność”. Jego celem była prezentacja solidarnościowych kandydatów w nadchodzących, pierwszych wolnych wyborach samorządowych.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Początkowe numery gazety tworzył zespół w składzie: Elżbieta Minksztyn, Marek Plitt, Elżbieta i Andrzej Olszewscy. Jak wyglądała ich praca? Oddajmy głos jednemu z założycieli „Kurka”, Markowi Plittowi, który w setnym numerze wspominał: Wystukiwany w pocie czoła na ręcznej maszynie, klejony na papierowych matrycach, był periodykiem wielce prymitywnym pod względem technicznym, o zupełnie amatorskim poziomie edytorskim. Tworzony społecznie i w czasie wolnym od pracy. Jedynie ilustracje Kazika Napiórkowskiego były profesjonalne. Mimo tej skromności i niedostatków technicznych, niepozorna na pierwszy rzut oka gazetka, przypominająca podziemne druki z czasów stanu wojennego, szybko wtopiła się w szczycieńską rzeczywistość. W czym tkwiła jej tajemnica? Pewnie w lokalności, otwartości na sprawy, o których dotąd nie mówiono, a tym bardziej, z powodu cenzuralnego knebla, nie pisano. Wcześniej, jeśli o Szczytnie pojawiały się jakiekolwiek wzmianki, to tylko w prasie regionalnej i tylko te bardzo wygładzone, zgodne z propagandową linią partii. Nic dziwnego, że pojawianie się „Kurka” wielu mieszkańców odebrało jak haust świeżego powietrza w zatęchłych oparach panującej dotąd propagandy.

MARZENIE O NIEZALEŻNOŚCI

Jak wspominał Marek Plitt, tym razem w artykule z okazji 5-lecia gazety, okres „związkowy” był jedynie chwilową przygodą, bardziej przetrwaniem niż etapem rozwoju. Marzyliśmy o gazecie wydawanej nie społecznie, ale profesjonalnie i oczywiście niezależnej – pisał. Po etapie „związkowym” nadszedł okres „miejski” działalności „Kurka”. Wtedy to, już po wyborach samorządowych, „Solidarność” podjęła decyzję o przekazaniu tytułu samorządowi, a siedzibą redakcji stał się Miejski Dom Kultury, będący przez cztery lata wydawcą gazety. Początkowo pismo redagował tylko Marek Plitt, do którego po pół roku dołączył Andrzej Olszewski. Jednak i etap „miejski” okazał się jedynie przejściowy, a na dodatek nie dawał ambitnym redaktorom pewności, czy kolejna ekipa rządząca w ratuszu, obawiając się krytyki, nie zrobi zamachu na niezależność gazety. Przełomowa w tej sytuacji okazała się decyzja o utworzeniu w kwietniu 1994 r. prywatnej spółki „Ka-eM” wydającej „Kurka”. Zamiar się powiódł dzięki przytomności i wyobraźni ówczesnych władz z burmistrzem Pawłem Bielinowiczem na czele. Andrzej Olszewski konieczność powołania spółki uzasadniał tak: Wiedzieliśmy, że w gronie samorządowców zaczynamy mieć coraz więcej przeciwników, którzy gdyby tylko mogli, rozpędziliby nas na cztery wiatry.

WCZORAJ I DZIŚ

Przez pierwszych siedem lat „Kurek” ukazywał się jako dwutygodnik. Tamten okres działalności obrósł już legendą – te ciągnące się do rana składy gazety, przewijające się przez redakcję postacie różnych współpracowników, rozmaite wpadki, przygody redaktora Plitta z jego legendarnym żółtym „maluchem”. Wszystko to zasługuje pewnie na osobny artykuł, a może nawet powieść w odcinkach.

W 1998 roku z dwutygodnika „Kurek” stał się tygodnikiem i tak pozostało do dziś. Wkrótce redakcja musiała wynieść się z MDK-u. Była to reakcja ówczesnych władz Szczytna z burmistrzem Andrzejem Kijewskim na czele, na krytyczne artykuły gazety, podtrzymana przez jego następcę Henryka Żuchowskiego. Za nową siedzibę służył teraz przedwojenny dom na pl. Juranda. Kolejnym ważnym wydarzeniem w życiu spółki i redakcji był zakup lokalu na ul. Ogrodowej, w którym funkcjonujemy do dziś.

Dzięki postępowi technicznemu zmieniła się szata graficzna gazety, w której dużą rolę odgrywają zdjęcia. W 2006 r. nasz stały współpracownik Kazimierz Napiórkowski zaprojektował nową winietę „Kurka”. Od kilkunastu już lat mamy też swoją stronę internetową, która zaledwie dwa tygodnie temu została w znaczący sposób odświeżona i zmodyfikowana. Od kilku lat można też czytać nas w prenumeracie internetowej. To zapewne nie mieściło się w głowie tym, którzy przed Wielkanocą 1990 r. w pocie czoła składali pierwszy numer gazety. Teraz „Kurka” można czytać w dowolnym zakątku świata o dowolnej porze. Czy 25 lat temu ktoś by w to uwierzył?

LUDZIE

Skład osobowy naszej redakcji niezmiennie jednak pozostaje dość skromny. Tworzą go obecnie: Andrzej Olszewski – redaktor naczelny, Marek Plitt – redaktor, fotoreporter, autor „Kroniki prowincjonalnej”, Ewa Kułakowska – redaktorka, sekretarz redakcji, korektorka, Łukasz Łogmin – odpowiedzialny za skład komputerowy, autor artykułów o tematyce kolejowej i historii, Magda Borowska – szefowa biura ogłoszeń. Od wielu lat wspiera nas grono współpracowników, bez których „Kurek” byłyby na pewno uboższy i mniej różnorodny. Wszystkich wymienić nie sposób, ale warto wspomnieć o tych najwierniejszych: Grażynie Saj – Klocek, Kazimierzu Napiórkowskim, Zbyszku Dobkowskim, Grzegorzu Pietrzyku, Andrzeju Symonowiczu czy Sławomirze Ambroziaku. Z okazji jubileuszu należą się im słowa uznania i podziękowania za wytrwałość i wierność „Kurkowi”.

Mimo tak skromnych zasobów ludzkich, staramy się, by poziom pisma był jak najwyższy. O tym, że nasze starania nie idą na marne, świadczy to, że na przestrzeni minionego ćwierćwiecza gazeta zdobywała laury w konkursach, najpierw na szczeblu regionalnym, później - ogólnopolskim. Jeszcze w latach 90. regularnie zgarnialiśmy nagrody w konkursie wojewódzkim „O ryzę papieru”. Byliśmy nagradzani również za artykuły o tematyce ekologicznej. Ostatnie lata to sukcesy w ogólnopolskim konkursie prasy lokalnej „Local Press”. Największy, w 2012 roku, osiągnął Andrzej Olszewski. Jury złożone z dziennikarzy czołowych mediów ogólnopolskich przyznało mu główną nagrodę w kategorii dziennikarstwo śledcze. W gronie wyróżnionych w latach 2013 i 2014 byłam też ja, a w roku 2008 – mój brat Wojtek Kułakowski. Z naszych artykułów często obficie czerpią też media regionalne i ogólnopolskie, choć, co trzeba stwierdzić z przykrością, nie zawsze się do tego przyznają.

PATRZEĆ WŁADZY NA RĘCE

Najważniejsze jest jednak to, że dzięki naszym publikacjom udało się rozwiązać wiele problemów mieszkańców oraz napiętnować patologie panujące w naszych lokalnych instytucjach. Przez te wszystkie lata pozostaliśmy niezależni, niepodatni na pokusę ulegania jakimkolwiek wpływom. Nieraz za to trzeba płacić cenę. Nie jesteśmy ulubieńcami lokalnej władzy, której zawsze patrzyliśmy i będziemy patrzeć na ręce. Uważamy, że to normalny i zdrowy układ. Historia „Kurka” pokazuje, że nawet ci, którzy deklarowali, że są naszymi przyjaciółmi i rozumieją rolę lokalnej prasy, po dojściu do władzy szybko o tych zapewnieniach zapominali. Kiedy tylko przeczytali o sobie coś, co uznawali za niepochlebne, z przyjaciół stawali się wrogami. Nie dziwimy się już temu zbyt bardzo, przyjmując fochy i dąsy lokalnych prominentów z przymrużeniem oka, bardziej jako ludzką słabość niż coś, z czym należy walczyć. Osobiście, takie „obrażanie się” uważam za coś naturalnego i w codziennych kontaktach staram się nie przywiązywać do niego wagi. Z drugiej strony wydaje się, że grono tych, którzy chcieliby rozpędzić nas na cztery wiatry, a przynajmniej odciąć wszelkie źródła utrzymania, w ostatnim czasie zmalała.

ISTNIEJEMY DZIĘKI WAM

Tak naprawdę, jedynymi naszymi sponsorami jesteście Wy, drodzy Czytelnicy. To dzięki temu, że regularnie kupujecie „Kurka”, możemy funkcjonować i co tydzień dostarczać Wam najważniejsze i aktualne informacje na temat naszego miasta i powiatu. Istniejemy też dzięki naszym reklamodawcom – lokalnym przedsiębiorcom. Wiemy, że nie jest Wam lekko na wciąż jeszcze biednym szczycieńskim rynku, ale to, że ciągle zamieszczacie u nas swoje reklamy i ogłoszenia, daje nam gwarancję niezależności, pozwala podejmować trudne i niewygodne dla władzy tematy. Liczymy, że będziecie z nami również przez następne lata. My z kolei obiecujemy, że pozostaniemy niezależni, czasem zaczepni, a na pewno niewygodni i irytujący dla naszych lokalnych wybrańców, którym czasem woda sodowa uderza do głów.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}