Według szacunkowych badań w ciągu ostatnich 30 lat liczebność wróbli, popularnych zdawałoby się ptaków miejskich, spadła w skali globalnej trzykrotnie.
Złożyło się na to kilka powodów. Efektem tego zjawiska jest ustanowienie 20 marca Międzynarodowym Dniem Wróbla. Problem zmniejszającej się populacji wróbli nie dotyczy prawdopodobnie jednego z podwórek w rejonie szczycieńskich ulic: Poznańskiej, Lemańskiej i Paderewskiego, skrytego za żywopłotem. (fot. 1). Ptaszki upodobały sobie zwłaszcza ów żywopłot, choć dokazują także na rosnących w pobliżu drzewkach. – Tu są ich tysiące, na każdej gałązce siedzą – informuje nas jedna z mieszkanek tamtej części miasta. Jak nam tłumaczy, to zasługa pewnego małżeństwa, które od paru ładnych lat poświęca swoje pieniądze i czas, by zatroszczyć się o ptaki. I faktycznie, na podwórku rozłożone są plandeki z zakupionym ziarnem, a w naczyniach jest przygotowana woda. Wróble odwdzięczają się miłym dla ucha ćwierkaniem i sprawiają, że płot jest żywy nie tylko dzięki krzewom (fot. 2).
Część ptasząt kryje się w plątaninie gałązek, część odważniej wychodzi na „powierzchnię”. Zdaniem naszej rozmówczyni najurokliwiej jest tu latem. Stojący w korkach na Dni i Noce turyści zatrzymują się, wychodzą z samochodów i skuszeni nietypowym widokiem i dźwiękiem robią zdjęcia oraz nagrywają filmiki. Na wdzięczne śpiewanie zwracają uwagę również wierni zmierzający na nabożeństwa do znajdującej się w pobliżu kaplicy klasztornej. Z ptasiej stołówki korzystają także inne gatunki: gołębie i sikorki. Na darmową ucztę „załapują się” nawet niezbyt lubiane przez mieszkańców Szczytna kawki. – To są cudowni ludzie – komplementuje swoich sąsiadów nasza rozmówczyni. – Nie tylko w stosunku do ptaszków. A nie oszukujmy się, jesteśmy dziś niedobrzy dla siebie – podsumowuje niezbyt radosną refleksją. Nie brakuje znawców tematu uważających, że całoroczne dokarmianie dzikich ptaków (zwłaszcza np. chlebem) przynosi więcej niekorzyści niż korzyści. Są też naukowcy twierdzący, że podobna troskliwość ma korzystny wpływ na odbudowanie populacji wymierających powoli gatunków.
WIOSNA WSZĘDZIE

Wystarczyło parę dni, by z późnej zimy zrobiła się wiosna przechodząca momentami w lato. W wielkanocny poniedziałek popadywał jeszcze śnieg, a już w połowie ubiegłego tygodnia temperatura podskoczyła u nas do około 20 stopni. Niepotrzebne stały się płaszcze, szaliki i czapki. Na ulicach można było dostrzec osoby ubrane w bluzki z krótkim rękawem czy pierwszych konsumentów lodów w wafelkach, co jest typowe zdecydowanie dla sezonu letniego. Młodsi mieszkańcy Szczytna, spragnieni ruchu na świeżym powietrzu, wzięli w swoje posiadanie boiska do kosza i piłki nożnej. Na molo frekwencja była momentami niemal jak podczas wakacji. Rodzice wyruszyli ze swoimi pociechami na place zabaw (fot.3). I właśnie im chcielibyśmy poświęcić parę słów.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

Wiadomo, że po jesieni i zimie, gdy place zabaw narażone są na negatywny wpływ różnych zjawisk atmosferycznych, warto sprawdzić ich stan techniczny. Jeszcze parę tygodni temu uwagę „Kurka” zwróciła główna atrakcja placu zabaw znajdującego się w parku nad mniejszym ze szczycieńskim jezior. Końcowa część zjeżdżalni wyglądała jak na fot. 4. Nie wiemy, czy to efekt wandalizmu czy też zużycie materiału. W ostatnich dniach ktoś dziurę zlikwidował, przykręcając do plastiku płytę (fot. 5). Zaalarmował nas w tej sprawie nasz Czytelnik, pan Łukasz Grzybowski. Zastanawiamy się, czy nie należałoby wymienić po prostu całego fragmentu zjeżdżalni. Płyta może i maskuje pęknięcie, ale wystające liczne śruby z nakrętkami nie są chyba do końca bezpieczne, a bawiące się dzieci mogą zgubić rytm, bo równej powierzchni przy wylocie z plastikowego tunelu nie ma.

„Kurek”, sprawdzając okoliczne place zabaw, natrafił na taki, który miałby spore szanse w Księdze rekordów Guinnessa. W Lipowej Górze Wschodniej, wiosce o dość specyficznej zabudowie, bez wyczuwalnego centrum, można zobaczyć malutki plac zabaw, który w całości pokazuje fot. 6. Na większą frekwencję nie można tu liczyć, ale niewielką przestrzeń zagospodarowano w estetyczny sposób. Całość wzbogacono o kamień z tekstem dotyczącym historii tej miejscowości (fot. 7). A może to jest właśnie centrum Lipowej Góry Wschodniej?
CZAS NA KWIATY
Wiosna to nie tylko zabawy na świeżym powietrzu, ale również ubarwiające nasz krajobraz kwiaty. Rozpoczęto już akcję nasadzania w mieście, pojawiły się także kwiatki w ogródkach i w lasach. W tych drugich ich wzrost opóźniła tegoroczna pogoda, ale w miniony weekend „Kurek” widział w lesie przed Strugą wybijające jakoś nieśmiało przylaszczki: zarówno te niebieskie, jak i rzadziej spotykane, czyli różowe (fot. 8). Jeszcze trochę i miłośnicy przyrody będą mogli podziwiać piękne białe kobierce utworzone z innych wczesnowiosennych kwiatów z rodziny jaskrowatych – zawilców.
KRĘCIOŁY ZNÓW NA SZLAKU

Rowerowy sezon rozpoczęła jedyna w swoim rodzaju drużyna cyklistów, czyli Kręcioły. Kręcą one już tak długo, że… za trzy miesiące będą dorosłe! Za początek historii szczycieńskiej drużyny przyjmuje się bowiem 9 lipca 2000 roku.
Pierwszą tegoroczną eskapadą Kręciołów był wyjazd podczas Niedzieli Palmowej do Rozóg. Pojechali tam niezbyt liczną grupką, bo składającą się z sześciu osób i to tylko płci męskiej. Cykliści starali się unikać głównych dróg i pod rozoski kościół dotarli – zresztą z przygodami - przez Jerutki, Świętajno, Długi Borek. Rowerzyści uczestniczyli tam w uroczystej mszy, a po nabożeństwie wzięli udział w procesji z palmami. Jedną z palm – i to tych konkursowych – niósł jeden z najbardziej rozpoznawalnych członków Kręciołów - Bogusław Palmowski (fot. 9). Takie nazwisko do czegoś zobowiązuje… Do Szczytna wrócili późnym popołudniem, zrobiwszy w obie strony ponad 70 km.
Podczas ostatniej niedzieli „Kręcioły” pokonały znacznie krótszą trasę. Szczycieńscy cykliści już w damsko-męskim gronie (fot. 10) udali się na Kulkę, by pomóc w przeprowadzeniu odbywającego się tam biegu. Ryszard Dąbrowski i Włodzimierz Olkowski, którzy dzielili się z nami wrażeniami z imprezy, byli zauroczeni biegową trasą i jakością organizacji (zresztą przez nich współtworzonej). Nie mogli nie znaleźć chwili na wspólne zdjęcie, na którym znalazł się także kręciołowy uczestnik biegu Artur Trochimowicz (fot. 11).
Kręcioły nie byłyby Kręciołami, gdyby ograniczyły się do jak najszybszego pokonania trasy między punktem A i punktem B, wykonania zamierzonego działania i powrotu. Miłośnicy dwóch kółek musieli znaleźć czas na podziwianie budzącej się do życia przyrody, przypatrywanie się pojawiającym tu i ówdzie bocianom czy krótki popas nad Jeziorem Lemańskim.
Tekst i foto (w większości)
G.P.J.P.{/akeebasubs}
