Wysokie ceny węgla i trudności z jego dostępnością powodują, że część mieszkańców szuka innych surowców, by ogrzać swoje domy podczas nadchodzącej zimy. Dla wielu alternatywą staje się drewno. Na najtańszą gałęziówkę, zwaną popularnie chrustem, boomu na razie nie ma. Zdaniem leśników potencjalnych nabywców zniechęca to, że jego pozyskanie wymaga czasu oraz sporego nakładu pracy.
NIE MA PANIKI
Wiosną, w obliczu nadciągającego kryzysu energetycznego, głośno było o wypowiedzi jednego z przedstawicieli rządu, który zachęcał obywateli do zbierania chrustu w lesie. Ponieważ sezon grzewczy zbliża się wielkimi krokami, postanowiliśmy sprawdzić, czy mieszkańcy wzięli sobie te rady do serca. Okazuje się, że wielkiego boomu na gałęziówkę, potocznie zwaną chrustem, w okolicznych nadleśnictwach nie widać. - Na razie nie ma paniki, ale od wiosny obserwujemy większe zapotrzebowanie na zakup tego surowca – informuje Mariusz Karpiński, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Szczytno. Wyjaśnia, że chętni do zakupu chrustu powinni zgłosić się do najbliższego leśniczego, który wskaże miejsce, gdzie można pozyskać ten surowiec. - Chrust to po prostu resztki poeksploatacyjne, drobnica, na którą najczęściej składają się wierzchołki drzew. Aby je pozyskać, trzeba samemu je okrzesać i ułożyć. Jest to znacznie tańsze niż drewno, ale trzeba się mocno napracować fizycznie – tłumaczy zastępca nadleśniczego. Ułożoną drobnicę musi jeszcze obmierzyć leśniczy, który na tej podstawie oszacuje jej koszt.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIE MAJĄ CZASU, BY TYRAĆ W LESIE
Zwiększonego zainteresowania gałęziówką na swoim terenie nie dostrzega Andrzej Kimbar, leśniczy w Leśnictwie Trzcianka, Nadleśnictwo Wielbark. - Kiedyś wystawiałem nawet 60 – 70 asygnat na ten surowiec. W tym roku wydałem góra pięć – szacuje. Jeśli już, to mieszkańcy kupują chrust po to, aby przerobić go na zrębki. Leśniczy potwierdza, że większy popyt panuje na gotowy opał. - Ludzie nie mają dziś czasu, aby tyrać w lesie dwa tygodnie, aby przygotować sobie chrust – zauważa Andrzej Kimbar.
Boomu na chrust nie ma też w Nadleśnictwie Korpele. - Mamy go jeszcze sporo w puli do wyrobienia – zapewnia nadleśniczy Tomasz Flis.
NIKT NIE ODEJDZIE Z KWITKIEM
O ile najtańszy surowiec nie jest rozchwytywany, o tyle leśnicy zauważają większy popyt na drewno opałowe. - Nie obserwujemy jakiegoś szaleństwa, ale ludzie pytają, bo chcą się zabezpieczyć przede zimą w sytuacji, kiedy nie wiadomo, co będzie z węglem – mówi nadleśniczy Flis. Zapewnia, że w Nadleśnictwie Korpele jest wydzielona pula dla nabywców detalicznych. Uspokaja, że każdy, kto potrzebuje surowca, nie odejdzie z kwitkiem. Nie ma też żadnych list czy zapisów na drewno. - Każdego staramy się zabezpieczyć. Im jednak ktoś zgłosi się wcześniej, tym lepiej – uprzedza Tomasz Flis, tłumacząc, że drewno, zwłaszcza liściaste, wymaga sezonowania.
POŚREDNICY CHCĄ WIĘCEJ
Leśnicy zapewniają, że choć popyt na drewno wzrósł, to ceny w nadleśnictwach pozostają na poziomie podobnych z lat ubiegłych, co można sprawdzić, zapoznając się z dostępnymi na stronach internetowych nadleśnictw cennikami. - Ceny podnoszą handlujący drewnem pośrednicy. Są tacy, którzy kupują je w nadleśnictwach, przerabiają i sprzedają dwu-, trzykrotnie drożej niż my – mówi Mariusz Karpiński.
Za metr sześcienny gałęziówki u leśniczego trzeba zapłacić ok. 40 złotych. Z kolei gotowe drewno, tzw. wałki długości 2,5 metra to koszt rzędu 140 zł/m3 sosny i 160 zł/m3 gatunków liściastych. Sprawdziliśmy też ceny u kilku osób handlujących drewnem. Oni, w odróżnieniu od leśników, nie posługują się miarą metra sześciennego, lecz przestrzennego. Mieszanka drewna liściastego z sosną to wydatek rzędu 150 zł za metr przestrzenny. Do tego trzeba doliczyć jeszcze ok. 200 zł za dowóz, jeśli klient jest np. ze Szczytna. Najwięcej kosztuje drewno liściaste. Inny handlowiec za metr przestrzenny pociętej brzozy i olszyny życzy sobie 300 zł, a jesionu – 500 złotych.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
