Marianna i Bronisław Mrozowie od blisko pół wieku mieszkają na odległej kolonii Gromu. Do ich posesji prowadzi wąska, gruntowa droga, której stan zwłaszcza zimą i wiosną uniemożliwia przejazd. Starsi i schorowani małżonkowie od wielu lat zabiegają o naprawę, ale bez powodzenia. Oboje już dawno stracili wiarę we władze samorządowe i urzędników.

Czy ktoś przerwie ich gehennę?
Marianna i Bolesław Mrozowie zwątpili już, aby ktokolwiek z lokalnych urzędników im pomógł. Zapowiadają, że ratunku będą szukać na wyższym szczeblu

ILE JESZCZE TEJ MĘKI?

O gehennie Marianny i Bolesława Mrozów z kolonii Gromu pisaliśmy już kilka razy. Małżonkowie zamieszkali w poniemieckich zabudowaniach w 1969 r. Do ich posesji, oddalonej od wsi o ponad 2 kilometry, prowadzi wąska, gruntowa droga. I to właśnie jej stan spędza małżonkom sen z powiek. Nawierzchnia pokryta koleinami, w czasie roztopów, czy większych opadów, staje się nieprzejezdna. Nie ma mowy, aby po grząskiej drodze przejść pieszo, bądź przejechać rowerem lub samochodem. Nawet teraz, gdy chwycił mróz, jest z tym problem, bo na koleinach łatwo można uszkodzić pojazd. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Wnuczek już dwa razy urwał miskę olejową – skarży się 74-letnia Marianna Mróz. Jej o sześć lat starszy małżonek dodaje, że na będącej w opłakanym stanie drodze zniszczył trzy samochody. Mrozowie są odcięci od świata. Jak wspominają, kiedy byli jeszcze młodzi i pełni sił, to sami naprawiali nawierzchnię. Teraz podeszły wiek i stan zdrowia na to nie pozwalają. Małżonkowie skarżą się na bierność i obojętność ze strony urzędników i kolejnych włodarzy Pasymia. Ci, choć obiecali im naprawę drogi, niewiele w tej sprawie zrobili. - Tyle tylko, że latem nawieźli trochę kamieni, ale nic to nie dało – mówią państwo Mrozowie. Mają już dość proszenia i ciągłego monitowania. - Niech wreszcie raz a dobrze zrobią tę drogę. Ile ja będę się jeszcze męczyć? Nie mam już na to wszystko siły – rozkłada ręce pani Marianna. Nie ukrywa też swojej złości na obecnego burmistrza Pasymia Cezarego Łachmańskiego: - Gdybym była młodsza, to złapałabym go za krawat i tu sprowadziła, żeby zobaczył, jak my żyjemy – mówi w emocjonalnym tonie. Przy okazji zauważa, że urzędnicy, nieskorzy do pomocy w istotnych dla ludzi sprawach, są bardzo skuteczni w innych obszarach. - Kiedy przez pewien czas nie mieliśmy za co zapłacić za śmieci, to od razu ściągnęli z męża renty należność – nie kryje goryczy pani Marianna. Boi się, że w razie potrzeby, do niej i męża nie dotrze pomoc. Kilka lat temu taka sytuacja miała zresztą miejsce. W nocy starsza kobieta dostała ataku kamieni. Karetka nie mogła jednak przyjechać pod dom ze względu na stan drogi. Wtedy na pomoc trzeba było ściągnąć córkę z samochodem z Grzegrzółek.

PROBLEM Z WODĄ I PRĄDEM

Marianna Mróz: - Nie mam już na to wszystko siły

Mrozowie mają również problem z wodą. Wodociąg na ich teren nie dotarł, a władze gminy nie pozostawiają im złudzeń co do jego budowy. Ze względu na odległość oraz małą gęstość zaludnienia, jego położenie byłoby nieopłacalne. Do niedawna małżonkowie korzystali ze starej studni, ale jakość czerpanej z niej wody była bardzo zła. Obecnie mają wykopaną studnię głębinową, za którą musieli zapłacić 8 tys. złotych. Z Miejsko – Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Mrozowie dostali na ten cel tylko 600 złotych. Na domiar złego, jakość wody wcale się nie poprawiła. W złym stanie jest także instalacja elektryczna. Kiedy w miniony poniedziałek odwiedziliśmy małżonków, akurat trwała naprawa. - Wszystko przez zbyt luźne kable na słupie. Wystarczy nawet niewielki wiatr, a już się zrywają. W nocy nieraz widziałem, jak idą z nich skry – mówi pan Bolesław.

TYLKO DROBNE NAPRAWY

Burmistrz Pasymia Cezary Łachmański informuje, że w ostatnim czasie Mrozowie nie zwracali się do niego o pomoc. - Szkoda, że nikt nawet nie zadzwonił. Wtedy podjęlibyśmy działania – mówi. Zapewnia, że jeszcze w tym tygodniu, w ramach objazdu gminnych dróg, przedstawiciele urzędu odwiedzą mieszkańców Gromu. - Na pewno nie zostawimy tych państwa na pastwę losu, ale jedyne, co możemy zrobić, to zapewnić przejezdność tej drogi – mówi burmistrz, dodając, że większe remonty, w tym poszerzenie, nie wchodzą w grę. Jako powód podaje to, że odcinek ten prowadzi tylko do jednej posesji. - Dróg gminnych mamy sporo. Przy takiej aurze, która ostatnio panowała, wszędzie pojawiają się problemy – twierdzi Łachmański. Czy w tej sytuacji nie należałoby przenieść schorowanych małżonków do innego lokum? - Nie mamy wolnych lokali socjalnych ani komunalnych. Poza tym musielibyśmy mieć zgodę państwa Mrozów. Obawiam się, że byśmy jej nie uzyskali. Starych drzew się nie przesadza – odpowiada burmistrz.

Zdesperowani mieszkańcy nie wierzą już w zapewnienia władz lokalnych. Zapowiadają, że o pomoc zwrócą się wyżej, choćby do prezydenta.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}