Radna Beata Boczar apeluje do swoich kolegów i koleżanek z rady, aby powstrzymali się przed składaniem projektów do budżetu obywatelskiego. Powołuje się przy tym na niepisaną „dżentelmeńską umowę” z poprzedniej kadencji, która im tego zakazywała. - Ja też jestem mieszkańcem miasta – odpowiada jej radny Adam Przychodko, który do tegorocznej edycji budżetu, wspólnie z wicestarostą Karolem Furczakiem, zgłosił swój projekt.

Czy radny złamał dżentelmeńską umowę?
- To, że jestem radnym wcale nie oznacza, że mój projekt jest na wygranej pozycji – przekonywał Adam Przychodko. Beata Boczar ma na ten temat inne zdanie

W Szczytnie od kilku lat trwa spór o to, czy radni powinni zgłaszać swoje projekty do budżetu obywatelskiego. W poprzedniej kadencji powstała nawet niepisana umowa, w myśl której mieli się od tego powstrzymywać. Okazuje się jednak, że nie wszyscy chcą jej przestrzegać. Jak już informowaliśmy, autorami jednego z tegorocznych projektów zakładającego stworzenie parku dla mieszkańców Królewskiego Osiedla, są radny miejski Adam Przychodko i wicestarosta Karol Furczak. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} To nie podoba się radnej Beacie Boczar, która podczas sierpniowej sesji apelowała do koleżanek i kolegów, aby w przyszłości tego nie robili. - Pan Przychodko może nie był świadomy, że jest taka dżentelmeńska umowa, ale w poprzedniej kadencji uznaliśmy, że my wniosków do budżetu obywatelskiego nie będziemy składać – mówiła, dodając, że radni miejscy mają inne możliwości zabiegania o ważne dla miasta inwestycje, choćby poprzez składanie wniosków do „dużego” budżetu. Zauważała przy tym, że choć może radny Przychodko nie miał świadomości tego, jakie były ustalenia w minionej kadencji, to już jego partner w projekcie, Karol Furczak, taką wiedzę miał, bo zasiadał wtedy w Radzie Miejskiej.

Adam Przychodko odpowiadał, że wiedział o niepisanej umowie, ale nie uważa, że powinien się do niej stosować. - Niespecjalnie rozumiem, dlaczego tak jest. Też jestem mieszkańcem miasta i bardzo mi zależy na mojej dzielnicy – mówił. Jego zdaniem to, że radni składają projekt wcale nie blokuje inicjatywy pozostałym mieszkańcom. Przekonywał, że niezależnie od tego, kto jest pomysłodawcą i autorem danego wniosku, to musi się solidnie napracować najpierw, aby go przygotować, a potem, by uzyskać wystarczająco duże poparcie dla jego realizacji. - To, że jestem radnym wcale nie oznacza, że mój projekt jest na wygranej pozycji – polemizował z radną Boczar.

(ew){/akeebasubs}