Tylko do końca października agencja rolna ma czas na wypłacenie odszkodowań rolnikom za starty poniesione w uprawie kukurydzy na skutek suszy. Tymczasem sporządzone przez gminę Wielbark protokoły są dopiero sprawdzane przez służby wojewody, a z gminy Szczytno nie zostały jeszcze nawet wysłane. Część rolników obawia się, że Agencja nie zdąży im wypłacić odszkodowań. - W innych województwach rolnicy już je dawno dostali - alarmuje Marcin Koziatek z Lipowca.
Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma czas do końca października na wypłacenie rolnikom odszkodowań z tytułu poniesionych strat. - Zostały już tylko dwa tygodnie, a w naszej gminie do tej pory nie wysłano jeszcze nawet protokołów do sprawdzenia służbom wojewody - alarmuje Marcin Koziatek z Lipowca, przypominając, że szacowanie strat miało miejsce dwa miesiące temu. Obawia się, że jak sprawy formalne zostaną załatwione, będzie już za późno na wypłatę odszkodowań, albo też w kasie agencji zabraknie środków. - W innych województwach rolnicy już dawno je dostali - żali się. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
OGRANICZONE ODSZKODOWANIA
Straty spowodowane suszą w tegorocznych uprawach rolnych objęły ponad połowę kraju. W powiecie szczycieńskim dotknęły większość gmin, z wyjątkiem Pasymia i Dźwierzut. Największe straty zanotowano w Świętajnie, Wielbarku i Rozogach. Niestety odszkodowania obejmą tylko uprawę kukurydzy. Protesty rolników i samorządów domagających się włączenia do tego użytków zielonych nie zostały uwzględnione. - Wystąpiliśmy do wojewody, ale odpowiedź otrzymaliśmy negatywną, bo podstawą jest bilans wodny, a ten nie jest alarmistyczny - informuje Romuald Tański, wiceprezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej.
FIRMY NIE CHCĄ UBEZPIECZAĆ UPRAW
Ci, którzy ponieśli najwieksze straty, tzn. ponad 70% otrzymają 1000 zł na hektar. W przypadku szkód na poziomie 30-70%, a te dominują, wsparcie ma wynieść 500 zł na hektar. Pomoc finansowa będzie pomniejszona o 50% rolnikom, którzy nie mieli ubezpieczonych upraw.
Okazuje się, że zdecydowana większość z nich tego nie uczyniła. - Firmy nie chcą ubezpieczać upraw. Tłumaczą, że za dużo w ubiegłym roku wypłaciły odszkodowań. W mojej okolicy nikt się nie ubezpieczał - mówi Marcin Koziatek posiadający 8 ha upraw kukurydzy.
Za suszę dostanie zwrot w wysokości 2 tys. zł. To go nie satysfakcjonuje. - Samo posianie 1 ha kukurydzy to koszty rzędu 4-5 tys. zł - szacuje. Liczy jednak, że gmina umorzy rolnikom nakaz płatniczy i zostaną też oni zwolnieni ze składek na KRUS.
Oprócz uprawy kukurydzy, pan Marcin posiada też 20 ha łąk i pastwisk, które w dużym stopniu dotknęła susza. W tym przypadku odszkodowania w województwie warmińsko-mazurskim, w odróżnieniu chociażby od mazowieckiego, nie będą wypłacane. - Instytut z Puław podaje błędne dane o opadach deszczu, bo nie ma gęsto ustawionych stacji pomiarowych. Najbliższa stacja jest w Olsztynie. Ale tam jak pada, to u nas często nie ma ani kropli - tłumaczy Marcin Koziatek. Potwierdza to wiceprezes Romuald Tański: - Najlepiej, gdyby stacje były w każdym sołectwie. W gminach są znaczne różnice w przypadku przelotnych opadów, a co dopiero gdy bierzemy pod uwagę skalę powiatów, czy województw.
(o)
WIELBARK
W gminie Wielbark o odszkodowanie złożono 104 wnioski. - Straty w uprawie kukurydzy wahają się od 20 do 75% - mówi inspektor Barbara Pac. Tylko w kilku przypadkach oszacowano je powyżej 70%. Dotyczy to Ciemnej Dąbrowy, Kipar i Lesin.
Burmistrz Grzegorz Zapadka za niesprawiedliwe uważa nieuwzględnianie strat w użytkach zielonych. - To można było sprawdzić organoleptycznie. Wystarczyłoby, żeby pracownicy ODR-u czy Izby Rolniczej spojrzeli w lipcu czy sierpniu na spalone łąki w Łatanej czy Lesinach. Tu nie potrzeba do tego żadnych stacji.
GMINA SZCZYTNO
Kierownik Marek Godlewski, który z ramienia Urzędu Gminy Szczytno brał udział w szacowaniu strat, informuje, że większość spośród blisko 80 wniosków zgłoszonych o odszkodowania z terenu gminy była zasadna i dotyczyła kategorii od 30 do 70%. - Do najbardziej dotkniętych suszą należały okolice Piecuch, Małdańca, Lipowca, Wawroch, Płozów, czy Olszyn. - Rolnicy tam nie mieli co podawać bydłu - przyznaje kierownik, dziwiąc się, że w naszym powiecie nie są uwzględniane szkody w uprawach zielonych.{/akeebasubs}
