Blokująca możliwości rozwoju ciasnota i niski, pozostający od lat na niezmiennym poziomie kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia to tylko niektóre bolączki szczycieńskiego szpitala. Poważnym problemem są trudności ze znalezieniem lekarzy chętnych podjąć pracę w powiatowej placówce. – Nasze stawki przestały być dla nich atrakcyjne – ubolewa dyrektor Beata Kostrzewa.

Czy szpital zostanie bez lekarzy?

KONTRAKT OD LAT BEZ ZMIAN

Szczycieński szpital boryka się z wieloma problemami. Kilka tygodni temu pisaliśmy o planach związanych z jego rozbudową. Jest ona konieczna, bo obecnie, w pochodzącym z początku XX w. budynku, nie ma już możliwości rozwoju i poszerzania oferty usług medycznych, które mogłyby skutkować zwiększonym kontraktem z Narodowym Funduszem Zdrowia. Od pięciu lat pozostaje on prawie na niezmiennym poziomie. – W pierwszym półroczu tego roku mamy tylko 43 tys. zł wzrostu, a to kropla w morzu naszych potrzeb – przyznaje dyrektor szpitala Beata Kostrzewa. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Co ciekawe, NFZ znacznie lepiej traktuje inne powiatowe placówki w regionie. Jako przykład zastępca dyrektora Stanisław Zaręba podaje powiat kętrzyński, który ma zbliżoną liczbę mieszkańców. – Oni mają kontrakt na 11 tys. punktów miesięcznie, a my po wielkich prośbach wywalczyliśmy 7 tysięcy. To oznacza dla nas w ciągu miesiąca o ponad 200 tys. zł mniej niż ma szpital w Kętrzynie – ubolewa zastępca dyrektora. Obecnie strata szczycieńskiej placówki sięga 1,2 mln złotych. – Żarty się skończyły. Dalsze funkcjonowanie szpitala przy takim finansowaniu to wyższa szkoła jazdy – przyznaje Beata Kostrzewa, upatrując nadziei w rozbudowie i rozszerzeniu oferty usług medycznych. Kierownictwo szpitala oraz władze powiatu zabiegają także o utworzenie w Szczytnie szpitalnego oddziału ratunkowego. W placówkach, w których one funkcjonują, finansowanie z NFZ jest znacznie korzystniejsze niż tam, gdzie działają jedynie zwykłe izby przyjęć. Do tej pory Szczytno występowało o utworzenie SOR-u już dwa razy, ale bezskutecznie. Na nic zdały się argumenty m.in. o bliskości lotniska w Szymanach. – Poprzedni wojewoda się na to nie zgadzał, uzasadniając, że takie oddziały istnieją w nieodległym Olsztynie i Piszu – mówi dyrektor.

NIEATRAKCYJNE POWIATY

Ciasnota i niski kontrakt z NFZ to tylko część kłopotów, z jakimi boryka się szpital. Do tego dochodzi bowiem jeszcze problem z kadrą medyczną. – System kształcenia przeniósł się do ośrodków akademickich. W powiatach nie ma rezydentów, za których płaci ministerstwo zdrowia – mówi dyrektor Kostrzewa. Dodaje, że w Szczytnie obecnie jest tylko jeden rezydent na chirurgii i to tylko dzięki wysiłkom jej zastępcy. – Mamy trzy miejsca na internie, możemy też przyjąć jednego na ginekologii, ale brakuje chętnych – przyznaje dyrektor. Jej zdaniem brak lekarzy to problem ogólnopolski, ale najbardziej dotyka on placówki powiatowe. – Nasze stawki przestały być dla lekarzy atrakcyjne – ubolewa.

Dyrekcja szpitala próbuje ograniczyć koszty osobowe, ale możliwości pozostało już niewiele. – Obowiązują nas normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych określone w rozporządzeniu ministra – tłumaczy dyrektor, dodając, że największe braki występują na najbardziej obleganym przez pacjentów oddziale wewnętrznym. Obecnie w szpitalu pracuje 120 pielęgniarek, jednak są one zatrudnione na różnych warunkach. Od pewnego czasu część z nich przechodzi na kontrakty. – W ten sposób rozładowujemy nadgodziny, które są bardzo kosztowne - tłumaczy dyrektor. Kierownictwo szpitala zatrudnia również personel na umowy zlecenia. Pracują tu więc także pielęgniarki dojeżdżające z innych placówek. – Wtedy można oszczędzić na ZUS-ie, bo składki mają opłacane przez inne szpitale – wyjaśnia Beata Kostrzewa.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}