Oświata w gminie Dźwierzuty generuje zbyt dużo kosztów. Przerost zatrudnienia powoduje, że plan nauczania konstruuje się pod potrzeby nauczycieli a nie uczniów. Niezbędne są ciecia – przekonuje Marek Turowski, były inspektor oświaty.

SZOKUJĄCE DANE
Dane dotyczące funkcjonowania oświaty w gminie Dźwierzuty są alarmujące. Samorząd musi dokładać do niej z własnych środków ponad 2,5 mln zł rocznie. - To kwota szokująca. Jeżeli to skonfrontujemy z wydatkami na inwestycje (1,8 mln), to proporcje są wyraźnie zachwiane – mówi Tarek Turowski, doradca wójt Marianny Szydlik ds. oświaty. Ma wieloletnie doświadczenie w tym zakresie, był m. in. inspektorem oświaty w Szczytnie i przez wiele lat odpowiadał za nią w gmine Rozogi. Niedawno przygotował analizę sytuacji w gminnej oświacie na przestrzeni ostatnich 20 lat. - W tym czasie niekorzystny stan się pogłębiał i odpowiadają za to wszystkie ekipy samorzadowe, które kierowały tą gminą – mówi Turowski.
Pierwszy błąd jaki popełniono to zaniechanie reorganizacji kadry nauczycielskiej po reformie oświatowej, która reaktywowała gimnazja.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIEZBĘDNE CIĘCIA
Przerost zatrudnienia w oświacie sprawia m.in., że koszty jej obsługi pochłaniają aż 45% ogółu wydatków samorządu. -Jako mieszkaniec tej gminy, bardzo zapóźnionej w rozwoju, chciałbym ten trend zmienić – mówi Turowski. Na pierwszy plan proponuje likwidację szkół w Linowie i Rumach, jako „niemających żadnej racji bytu”, czy to pod wzgledem edukacyjnym czy finansowym. Należałoby też, według niego, zmienić formę przekształcenia szkoły w Kałęczynie oraz zracjonalizować zatrudnienie w pozostałych placówkach.
Co na te propozycje wójt Marianna Szydlik? - Na razie robimy wszystko, żeby te szkoły były utrzymane, ale nie na takim poziomie jak dotychczas. Wprowadzamy ogranicznie liczby godzin w arkuszach organizacyjnych. Zobaczymy jak nam to wyjdzie – mówi wójt.
(o){/akeebasubs}
