Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dźwierzutach i zarazem wiceprzewodnicząca Rady Powiatu ma zastrzeżenia do pracy szczycieńskiej policji. Zarzuca dyżurnemu komendy powiatowej, że lekceważąco potraktował jej zgłoszenie o dzieciach przebywających w towarzystwie pijanych rodziców. Domaga się również od komendanta skierowania do gminy dzielnicowego, bo funkcjonariusz pełniący te obowiązki od kilku lat przebywa głównie na zwolnieniu.

Dla kogo ta policja?

ZŁA PASSA KOMENDY

Działania szczycieńskiej policji coraz częściej są krytykowane przez mieszkańców, w tym również lokalnych samorządowców. W ubiegłym roku kierownictwo miejscowej komendy „zasłynęło” dwukrotną odmową skierowania do sądu wniosku o ukaranie burmistrz Szczytna Danuty Górskiej w związku z prowadzeniem przez nią agitacji wyborczej w siedzibie Urzędu Miejskiego. Odmienne zdanie w tej sprawie mieli przełożeni szczycieńskich stróżów prawa z KWP w Olsztynie, którzy dwa razy nakazywali im ponowne przeprowadzenie postępowania, wytykając przy tym szereg błędów. Dopiero pod naciskiem zwierzchników, w tym z KGP, miejscowa komenda skierowała wniosek do sądu. Ten stwierdził, że burmistrz złamała prawo i skazał ją na karę grzywny. Kontrowersje budzi również finansowanie przez samorządy zakupu policyjnych samochodów. Komendant powiatowy oraz jego zastępca co jakiś czas zwracają się o to z prośbą do samorządów. Niedawno, podczas sesji Rady Gminy w Rozogach, kierownictwo komendy zostało ostro skrytykowane za to przez jednego z radnych, który apelował do stróżów prawa, aby „przestali dziadować”. Z kolei mieszkańcom nie podoba się, że funkcjonariusze, zamiast zdecydowanie reagować na przypadki niszczenia mienia czy zakłócania spokoju, czają się na pieszych m.in. przy głównym przejeździe, wlepiając im mandaty.

DYŻURNY PODNIÓSŁ GŁOS

Na tym jednak nie koniec, bo pod adresem policji płyną kolejne głosy niezadowolenia. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Zastrzeżenia do jej działania ma wiceprzewodnicząca Rady Powiatu i kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dźwierzutach Krystyna Furtak. W ubiegłym tygodniu zadzwoniła na komendę z prośbą o interwencję. Zwróciła się o to do niej pedagog szkolna, do której zgłosiła się 11-letnia dziewczynka czująca zagrożenie ze strony pijanych rodziców. - Zgłosiłam problem, który zagrażał dzieciom. Dyżurny podniósł na mnie głos, dając mi do zrozumienia, że jestem osobą niekompetentną i nie znam sprawy – relacjonuje Krystyna Furtak. Dodaje, że dyżurny wypytywał ją o szczegóły, w tym o to, czy matka dzieci słania się na nogach, czy nie. - Dopiero kiedy powiedziałam, że następnego dnia poruszę sprawę na sesji Rady Powiatu, interwencja była natychmiastowa – mówi kierownik dźwierzuckiego GOPS-u.

BŁAGAM O DZIELNICOWEGO

Krystyna Furtak alarmuje również, że mieszkańcy gminy czują się zagrożeni, bo miejscowy dzielnicowy już od kilku lat przebywa na zwolnieniu lekarskim. W związku z tym mają utrudniony kontakt z policją w razie kryzysowych sytuacji. Zgłaszała ten problem komendantowi powiatowemu, ale jak dotąd nie doczekała się żadnej reakcji. - Błagam, proszę, przydzielcie nam dzielnicowego, bo naprawdę jest potrzeba – apeluje do kierownictwa szczycieńskiej komendy Krystyna Furtak. Przyznaje, że wielokrotnie pracownicy GOPS-u bywają narażani na zagrażające ich zdrowiu i życiu sytuacje, a nie mają do kogo zwrócić się o pomoc. - Przychodzą do nas osoby z jakimiś ukrytymi przedmiotam i w rękach, zdarza się, że grożą śmiercią – relacjonuje kierownik. Podobnie jest w sytuacjach, kiedy dochodzi do przemocy w rodzinie, której ofiarami padają dzieci, maltretowane przez rodziców. Przy GOPS-ie funkcjonuje zespół interdyscyplinarny, który zajmuje się tym problemem, ale praktycznie nie współpracuje on z policją, co poważnie utrudnia jego działalność. W 2012 r. zespół został skontrolowany przez Urząd Wojewódzki, który zgłosił poważne zastrzeżenia do pracy dzielnicowego. Kierownik zwróciła się wówczas z prośbą o interwencję do komendy wojewódzkiej, ale, jak przyznaje, nic nie wskórała.

WŁAŚCIWA REAKCJA

W odpowiedzi na zarzuty kierownik, rzecznik KPP w Szczytnie infomuje nas drogą mailową, że zgłoszenie było przyjęte w sposób prawidłowy, a przyjmujący je funkcjonariusz zareagował właściwie. Dyżurny zgodnie z obowiązującą procedurą ustalił okoliczności zdarzenia, dane dziecka, rodziców oraz adres a także dane osoby zgłaszającej. Ponieważ zgłaszająca nie była osobą, która bezpośrednio rozmawiała z dzieckiem, dyżurny poprosił o dane kontaktowe pedagoga w celu doprecyzowania zgłoszenia. Następnie skontaktował się z pedagogiem szkolnym i niezwłocznie skierował patrol policji - informuje rzecznik. Na miejscu policjanci ustalili, że w domu znajdują się rodzice oraz 6-letnia siostra zgłaszającej 11-latki. Potwierdziło się, że rodzice są pijani. Opiekę nad 6-latką sprawowała babcia. W drugiej części domu przebywała 11-latka pod opieką drugiej babci. Policjanci sporządzili notatkę urzędową w celu m.in. powiadomienia Sądu Rejonowego w Szczytnie o sytuacji w rodzinie.

Rzecznik KPP zapewnia też, że dzielnicowy gminy Dźwierzuty pełni służbę i jest do dyspozycji mieszkańców. W przypadku jego nieobecności spowodowanej urlopem lub zwolnieniem lekarskim, obowiązki dzielnicowego przejmuje dzielnicowy z sąsiedniej gminy- czytamy w nadesłanej nam korespondencji.

Na terenie gminy Dźwierzuty problemem są też kradzieże. Były wójt, a obecnie radny powiatowy Czesław Wierzuk zauważa, że większość tych spraw kończy się umorzeniami. - Najłatwiej jest wlepiać mandaty, bo wtedy są wyniki – komentuje. Tymczasem, jak mówi, w sąsiedniej gminie Biskupiec wykrywalność tego typu przestępstw jest zdecydowanie wyższa. - Dobrze nam się współpracuje z komendą powiatową, dofinansowujemy zakup samochodów, ale trzeba się trochę postarać, aby ludzie czuli się bezpieczniej – mówi Wierzuk.

ZDRADZAJĄ SPRAWCOM, KTO DZWONIŁ

Głosy krytyki płyną również ze strony radnych miejskich. Ewa Czerw zarzuca policji, że ta nie staje w obronie mieszkańców narażonych na powtarzające się zakłócenia porządku i awantury wszczynane przez innych lokatorów. - Nie spotkałam się z sytuacją, aby do jakiegoś urzędu wpłynęła od policji notka w obronie tych ludzi – wytyka radna. Zastępca komendanta powiatowego policji podinsp. Tomasz Michalczak zapewnia, że każde zgłoszenie o awanturach spotyka się ze stosowną reakcją. Jednak zdaniem radnej Czerw to nie wystarcza. - Patrol przyjeżdża i odjeżdża, przez kilka godzin jest spokój, a potem sytuacja się powtarza – mówi. Z kolei radna Anna Rybińska wytyka funkcjonariuszom, że często zdradzają dane zgłaszającego osobom, których interwencja dotyczy. - Policjant mówi kto dzwonił, a potem osoby te są wyzywane i zastraszane – zauważa Rybińska. Z podobnym problemem zetknęli się też inni samorządowcy. - Dzwoniłam dwukrotnie, reagując na pewne sytuacje na terenie miasta. Dyżurny, zamiast szybko wysłać patrol, skupił się na tym, kto dzwoni. Szkoda, że nie kazał mi podać numeru PESEL – ironizuje radna Agnieszka Kosakowska.

Zastępca komendanta broni się, że podania danych zgłaszającego wymagają procedury. Przyznaje jednak, że są sytuacje, kiedy nie jest to konieczne. - Zawsze mówię dyżurnym, aby nie wymagali tego od ludzi – tłumaczy zastępca komendanta. - Boli nas to, że mieszkańcy nie dzwonią na policję, bo się boją – dodaje, apelując o to, by mimo wszystko zgłaszać stróżom prawa wszelkie niepokojące sygnały.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}