W kończącym się powoli roku wciąż świętujemy 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Punktem szczytowym obchodów był oczywiście miniony weekend, podczas którego nie zabrakło w całym powiecie rozmaitych przedsięwzięć mających uświadomić nam doniosłość wydarzeń sprzed wieku.

Święta państwowe to rzecz jasna szereg działań w szkołach. Wiadomo – „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie.” W dniach poprzedzających 11 listopada, przypadający w tym roku w niedzielę, w placówkach nie mogło zabraknąć apeli, konkursów, patriotycznych koncertów czy gier ulicznych przybliżających ważne dla odzyskania niepodległości postacie. W piątek o godz. 11.11 w szkołach Szczytna i powiatu odśpiewano w całości nasz hymn narodowy (fot. 1). Nasi uczniowie wraz z nauczycielami włączyli się w ten sposób w akcję „Rekord dla Niepodległej”, czyli równoczesne odśpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego” w grubo ponad 20 tys. szkół. Na forach internetowych znaleźli się złośliwcy, którzy skrytykowali czy wyśmiali pomysł minister edukacji, ale akurat to przedsięwzięcie firmowane przez Annę Zalewską wypadałoby uznać za jedno z bardziej udanych.

W przeddzień Święta Niepodległości „Kurek” miał okazję uczestniczyć w koncercie szczycieńskiej Kantaty, który odbył się w kościele św. Stanisława Kostki (fot. 2). W ciągu godziny zebrani mogli przypomnieć sobie słowa i melodie choć części pieśni i piosenek, które tworzą naszego narodowego ducha. Kantata, nagrodzona owacjami na stojąco, wystąpiła a cappella, nazajutrz w kościele Wniebowzięcia NMP można było wysłuchać instrumentalnych popisów uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej w Szczytnie. Ten krótki koncert poprzedzał mszę za ojczyznę – po nabożeństwie odbył się tradycyjny przemarsz pod pomnik Orła Białego.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Święto Niepodległości to również odpowiedni wygląd ulic i co najmniej frontowych ścian budynków. Biało-czerwone flagi były wszechobecne. Zastanawiać mógł trochę standardowy wystrój ratusza. Flag, owszem, nie brakowało (fot. 3), ale mieszkańcy Szczytna zapewne pamiętają dodatkowe ozdoby na tegoroczne Święto Konstytucji czy MŚ w Rosji.

Teraz takich akcentów zabrakło. Na uwagę w związku z tym zasługują inicjatywy, dzięki którym można było wyczuć, że obchodzimy jednak święto o szczególnym charakterze. Przed wejściem do kościoła Wniebowzięcia NMP ustawiono rzeźbę wykonaną przez sołtysa Olszyn Zygmunta Rząpa, a przedstawiającą Marszałka (fot. 4). Ktoś pomyślał o tym, by osobom wychodzącym ze świątyni i biorącym potem udział w przemarszu rozdawano biało-czerwone baloniki (fot. 5). Podobne baloniki zawisły również przed wejściem do Zespołu Szkół nr 3 (fot. 6). W ten sposób uzmysłowiono chyba, że nasz Dzień Niepodległości to święto łączące powagę z radością.
CZAS NA GRZYBY
Listopad, a właściwie jego połowa, to czas, gdy do lasu można się wybrać w zasadzie tylko na spacer, ewentualnie na polowanie. Grzybiarze o tej porze roku mogą znaleźć zazwyczaj już tylko ostatnie zielonki, siwki czy towarzyszące im sarniaki nazywane inaczej krowimi mordami. Ten sezon jest jednak dość specyficzny. O ile z grzybami wcześniej było różnie, to właśnie w listopadzie nastąpił ich prawdziwy wysyp. Stosunkowo wysoka temperatura w połączeniu z większą niż choćby w październiku dawką wilgoci sprawiła, że z wyprawy do lasu można wrócić z pełnymi koszami czy wiadrami.
Ostatnio naszą redakcję odwiedził pan Józef Ciechanowicz z Kamionka, znany w przeszłości jako sołtys tej miejscowości i jeden z organizatorów Biegu do Ula, mającego start i metę w jego pasiece. Pan Józef to także (wciąż aktywny) zapalony grzybiarz. I przybył do nas właśnie po to, by pochwalić się znalezionym późną jesienią borowikiem (fot. 7). – Na sztuki zbierałem setki, ale nigdy takiego dużego nie miałem – chwali się nasz rozmówca. Wymiary prawdziwka to 28x24 cm. – Nie muszę jeździć do lasu – tłumaczy pan Józef, dodając, że okaz znalazł w pobliskim Szczycionku. Wybrał się tam w ramach przechadzki. – Znam tu każdą dróżkę, każdą ścieżkę – wyjaśnia. Z tamtejszych lasów wrócił z trzema wiadrami grzybów, głównie opieniek. A propos tego ostatniego gatunku. Opieńki, które zwyczajowo rosną we wrześniu i październiku, to w ostatnich tygodniach jeden z najbardziej widocznych w lasach grzybów. Do kniei wybrał się także i „Kurek”. Nie trzeba było się długo rozglądać, by znaleźć mocno wyrośnięte opieńki, które z racji rozmiarów chyba niezbyt nadawałyby się na marynatę (fot. 8). Jak obrazują pozbawione główek trzonki, jakiś zbieracz zgarnął przed nami najbardziej atrakcyjne kulinarnie okazy.
Na przełomie października i listopada lasy zostały wręcz zasypane kaniami. Napotkany przez nas grzybiarz pochwalił się zebraniem niedawno 70 grzybów tego gatunku w jednym praktycznie miejscu w lasach pomiędzy Sawicą i Witówkiem. Tyle sztuk trudno zjeść w postaci grzybowych kotletów i - jak nam wyjaśniono - część okazów po ususzeniu zostanie przerobiona na mączkę, będącą aromatyczną przyprawą.
W Polsce mamy coś koło 5 tysięcy gatunków grzybów, z czego oczywiście tylko pewien odsetek nadaje się do spożycia. „Kurek” był zdumiony, że niemal w połowie listopada w ciągu niespełna godziny udało się nam zebrać przedstawicieli ośmiu gatunków jadalnych. Oprócz zielonek, siwek, wspomnianych opieniek i kań do kosza trafiły: kurki, podgrzybki i dwa typy maślaków (fot. 9). Jeśli klimat dalej będzie się zmieniał, może już niedługo potrawy wigilijne będziemy przyrządzali z grzybów dopiero co zebranych w lesie…
ULOTKA Z TAJEMNICĄ
Nasze skrzynki pocztowe zasypywane są regularnie rozmaitymi ulotkami i reklamami. Na część z nich rzucimy łaskawie okiem, a pewnie większość po prostu od razu wyląduje w koszu. W ubiegłym tygodniu jednej z takich karteczek baczniej przyjrzał się nasz Czytelnik pan Tomasz. Ulotka dotyczyła kiermaszu odzieży (fot. 10). Towar jak towar, ale pana Tomasza zastanowił wydrukowany najmniejszą czcionką dopisek: „Ulotkę powinien dostarczyć do Państwa skrzynki pocztowej LISTONOSZ! Brak ulotki – zadzwoń do nas.”
Nasz Czytelnik przez dłuższy czas zastanawiał się, czy to rodzaj żartu czy tekst jest utrzymany w tonie całkowicie serio. Listonosz, wiadomo, zawsze dzwoni dwa razy i rozpoznać go łatwo, ale skąd ktoś ma wiedzieć, że taka ulotka powinna w skrzynce się znaleźć, i jak ma zadzwonić, skoro nie podano telefonu czy choćby bardziej konkretnej nazwy niż „producenci”?
OTWARTA LAMPA

Jeden z naszych Czytelników, pan Tadeusz, zwrócił naszą uwagę na pewną lampę stojącą przy ścieżce pieszo-rowerowej okalającej większe ze szczycieńskich jezior. Na fot. 11 widać ją na pierwszym planie. Już dłuższy czas temu ktoś odkręcił ulokowane nisko drzwiczki (nie mogliśmy ich znaleźć) blokujące dostęp do wnętrza i teraz instalacja jest, że tak powiemy, ogólnodostępna (fot. 12). Wydaje nam się, że powinna być ona dostępna tylko fachowcom w dziedzinie elektryki, którzy są upoważnieni do np. dokonywania przeglądów czy napraw rzeczonej lampy, znajdującej się niedaleko zabudowań browaru. Wydaje nam się również, że pewne osoby spacerujące dookoła jeziora, którym sprawy bezpieczeństwa są bliskie, powinny coś w tej sprawie zrobić, zanim dojdzie do jakiegoś nieszczęścia…
Tekst i foto ( w większości)
G. P. J. P.{/akeebasubs}
