Porażka wyborcza trzech wójtów wciąż wywołuje liczne komentarze i pytania dlaczego przegrali. Zdaniem naszych rozmówców, w ich postępowaniu mógł zawieść „czynnik ludzki”. Teraz mają trzy miesiące na znalezienie nowego miejsca pracy.
ŁYŻKA DZIEGCIU W BECZCE MIODU
Wszyscy trzej przegrani wójtowie startowali w wyborach pod szyldem PSL, bądź z jego poparciem. Dla zadowolonych z powodu zdobycia 13 mandatów do Rady Powiatu i 6 do Rady Miejskiej w Szczytnie ludowców, to niemała – jak przyznaje ich powiatowy szef - łyżka dziegciu w beczce miodu. - Społeczeństwo wydało taki wyrok, a na demokrację nie można się gniewać - mówi starosta Jarosław Matłach.
Co było powodem wręczenia im przez wyborców czerwonej kartki?
- Nie mam pojęcia. Może po prostu z zewnątrz wydawało się, że wszystko jest ok, a wewnątrz było inaczej – mówi starosta. Dodaje, że na sukces, czy porażkę urzędujących włodarzy składa się wiele czynników, m. in. wykonane inwestycje, ale też cechy osobowości.
CZYNNIK LUDZKI
- Był nieprzystępny dla ludzi, a do tego arogancki – takie opinie o odchodzącym wójcie Januszu Pabichu można usłyszeć od wielu mieszkańców gminy Świętajno.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W części potwierdza to jego bliski współpracownik, były już przewodniczący rady Dariusz Rokicki. - Być może był za trudny dla ludzi i sprawiał wrażenie nieprzystępnego. O wyniku wyborów mogła zadecydować więc jego osobowość, względy emocjonalne, a nie racjonalne. Wystarczy przecież spojrzeć na jego dorobek.
Dlaczego najbliżsi współpracownicy Pabicha w samorządzie nie przekonali go do zmiany niekorzystnego wizerunku?
- Nie mam sobie nic do zarzucenia – odpowiada Dariusz Rokicki. - Nie wiem jak inni, ale ja mówiłem mu wprost, że jest troszeczkę arogancki w stosunku do ludzi, że to może zaważyć. On był tym zdziwiony, bo tego nie odczuwał. Skoncentrował się na pracy, na tym, co ma do zrobienia. Chyba zbyt lekceważąco potraktował czynnik ludzki.
Pabich w swoich kontaktach z ludźmi nie dostrzega błędów. - Gdybym miał spełnić ich życzenia, w gminie nie byłoby takich efektów. Tu decyduje znajomość ekonomii, a tej bardzo brakuje. Ludzie wolą słuchać różnych opowiastek, czy obietnic, a ja wykonywać konkretną robotę – mówi Pabich. Potwierdza to Sławomir Grzegorczyk, który ponownie zasiądzie w Radzie Gminy: - Jako wójt był wymagającym i bezpośrednim człowiekiem. Nie owijał niczego w bawełnę. Zawsze myślał o dobru gminy, a to nie wszystkim się podobało.
ODPUŚCIŁ KAMPANIĘ
Odchodzący wójt Józef Zapert nie dostrzega w swoim postępowaniu żadnego błędu. - Nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia. Gdyby można było cofnąć czas, niczego bym nie zmieniał – słyszymy od odchodzącego wójta.
Stanisław Czujak, dotychczasowy opozycjonista, który zdobył mandat do nowej rady z komitetu Zbigniewa Kudrzyckiego uważa, że duży wpływ na porażkę Zaperta miała jego osobowość. - Zachowywał się arogancko i nie miał poszanowania dla zwykłych ludzi, których traktował z góry. Lekceważąco też podszedł do kampanii wyborczej, bo nie spodziewał się, że wystartuje Zbigniew Kudrzycki, który zdecydował się na to za pięć dwunasta. Także Krzysztof Bałdyga, który po raz czwarty zasiądzie w Radzie Gminy, sojusznik Zaperta, uważa, że jest on sam sobie winien. - Siedział na stołku, zupełnie nie biorąc udziału w kampanii wyborczej. Myślał, że jego nazwisko zrobi wszystko – wytyka byłemu już włodarzowi.
MIĘKKIE LĄDOWANIE
Wciąż spore emocje budzi odejście dotychczasowego wójta Dźwierzut Czesława Wierzuka, który stał na czele gminy, z czteroletnią przerwą, od 1982 roku.
– Najbardziej jestem zaskoczony tym wynikiem – przyznaje starosta Jarosław Matłach.
Dla lokalnego środowiska porażka Wierzuka nie jest już taką sensacją. - Przez lata ludzie nie mogli się doprosić u niego najdrobniejszych rzeczy, które choć troszkę ułatwiłyby im życie. Nagle tuż przed wyborami, zaczął budować place zabaw i chodniki, udowadniając, że pewne sprawy można było załatwić od ręki – mówi jego rywalka, nowa wójt Marianna Szydlik. Zgadza się z nią Dariusz Lepczak, sołtys Orzyn i wymienia jeszcze inne powody klęski Wierzuka: – Mieszkańcy dość już mieli oszustwa, psucia atmosfery, skłócenia ludzi i robienia pod publiczkę. Mścił się na tych, którzy mu nie przyklaskiwali. Musiał mieć wpływ na wszystko, na każde zatrudnienie w szkole, czy jakimkolwiek innym zakładzie podległym samorządowi. Nic dziwnego, że zaczął już w tym wszystkim się gubić.
Krzysztof Sawicki, bliski współpracownik Wierzuka, przewodniczący rady w trzech ostatnich kadencjach nie domyśla się co mogło zadecydować o jego przegranej.
- Może to, że odchodzi będzie korzystne dla gminy – odpowiada tajemniczo Sawicki.
Czyżby miał awansować?
- Nie wiadomo. Wszystkiego trzeba się spodziewać.
Czesławowi Wierzukowi, gdy odwiedziliśmy go w miniony piątek, humor dopisywał. W odróżnieniu od swoich kolegów w Świętajnie i Rozogach, nie grozi mu zejście na zupełnie boczny tor. Im nie udało się wejść do Rady Powiatu, on zdobył mandat, uzyskując trzeci wynik. Ile jest prawdy w tym, że ma szanse na stołek starosty, bądź jego zastępcy? - Nie otrzymałem do tej pory żadnych propozycji. O tym zadecyduje klub PSL – mówi Wierzuk.
Co miało wpływ na jego porażkę?
- Trudno powiedzieć. Zrobiłem bardzo dużo dla mieszkańców gminy, żeby poprawić im warunki życia. Okazuje się, że nie miało to dużego znaczenia.
- A co miało?
- Dotarły do mnie informacje, że osoby z komitetu konkurentki na siłę wyciągały ludzi z domów i zwoziły na wybory. Wcześniej wysyłali listy do wyborców, informując ich, że uprawiam prywatę, a ja prowadziłem kampanię uczciwą, bez krytyki przeciwnika. Ta kadencja była sukcesem i sądziłem, że zostanie doceniona.
- Została doceniona, otrzymał pan przecież mandat do powiatu i to z trzecim wynikiem.
- Moim celem była gmina.
JAKA CZEKA ICH PRZYSZŁOŚĆ?
Jaka przyszłość czeka odchodzących włodarzy, prominentnych reprezentantów PSL?
- Są to doświadczeni ludzie i na pewno gdzieś pracę znajdą – odpowiada starosta Matłach, lider PSL w powiecie.
- Czy wasza partia zostawi ich na uboczu? Czy ma już pan pomysł na to jak ich zagospodarować?
- A dlaczego ja? W starostwie nie ma takich możliwości. Są inne instytucje i urzędy. Pośpiech w tym przypadku jest niepotrzebny. Na gorąco można się tylko poparzyć.
Zdaniem Czesława Wierzuka, wójtowie i burmistrzowie powinni być bardziej chronieni przez ustawę.
- Należy wprowadzić kadencyjność, aby wiedzieli kiedy ich czas na pewno się skończy i mogli wcześniej zabezpieczyć swoją przyszłość – mówi Wierzuk. - Pracownicy odchodzący na emeryturę dostają 6-miesięczną odprawę, a w naszym przypadku są 3 miesiące odprawy i do widzenia, rób co chcesz. Ja akurat mam kawałek ziemi i zapewnione dochody. A ktoś taki jak Zapert nie ma. A gdzie on teraz znajdzie zatrudnienie?
Andrzej Olszewski
{/akeebasubs}
