Popękane ściany, opadające tynki i męczące domowników drgania to codzienność rodziny Siemianowskich z Witowa. Dom, w którym mieszkają, stoi tuż przy gminnej drodze, wyłożonej pamiętającymi czasy PRL-u betonowymi płytami. Porusza się nią ciężki sprzęt rolniczy jeżdżący do pobliskiego gospodarstwa. Rok temu gmina obiecała drogę zamknąć, ale do tej pory tego nie zrobiła. Dlaczego?
PAMIĄTKA Z CZASÓW PGR-u
Jacek Siemianowski wraz ze swoimi najbliższymi mieszka w przedwojennym, wielorodzinnym budynku w Witowie. To nieduża, popegeerowska wieś w gminie Jedwabno. Tuż obok domu pana Jacka biegnie wąska, gminna droga wyłożona mocno już zniszczonymi betonowymi płytami pamiętającymi czasy zamierzchłej komuny. Już na pierwszy rzut oka widać, że jej stan woła o pomstę do nieba, przez co poruszające się nią pojazdy rolnicze powodują hałas i drgania. Właśnie ta droga od lat jest utrapieniem Siemianowskich. Jak mówi pan Jacek, korzystają z niej dzierżawcy tylko jednego z położnych w okolicy gospodarstw, do którego zresztą prowadzą jeszcze inne dojazdy. Poruszający się tędy ciężki sprzęt rolniczy sprawia, że dom mężczyzny drży w posadach. Do tego pękają ściany i opada z nich tynk. Doraźne naprawy nic nie dają, bo zaraz pojawiają się nowe pęknięcia.
GMINA ZAMYKA ...
Pan Jacek obawia się, że taki stan rzeczy poważnie zagraża bezpieczeństwu domowników. Dlatego w ubiegłym roku wystąpił do Urzędu Gminy w Jedwabnie o zamknięcie drogi. Początkowo wydawało się, że jego postulat zostanie spełniony.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
… A JEDNAK NIE ZAMYKA
Nadzieje Siemianowskich na zamknięcie drogi, okazały się jednak płonne. Choć od wysłania pisma z gminy minął już prawie rok, ciężki sprzęt jak jeździł, tak jeździ. - Jeszcze w sierpniu pan Kulas uspokajał żonę, że do policji poszły pisma w sprawie zamknięcia drogi – relacjonuje pan Jacek.
Ostatnio jednak sytuacja zmieniła się diametralnie. Podczas wrześniowego zebrania wiejskiego większość mieszkańców sprzeciwiła się zamykaniu drogi. Zebrali ponad 70 podpisów pod petycją, aby gmina odstąpiła od wcześniejszych zamiarów. - Jak mogą się tego domagać, skoro oni nawet nie korzystają z tej drogi? - dziwi się pan Jacek.
CO TERAZ ZROBI WÓJT?
Wójt gminy Jedwabno potwierdza, że petycja dwa tygodnie temu wpłynęła do urzędu. - Faktycznie mieliśmy zamiar zamknąć tę drogę, bo korzystający z niej rolnicy mają inny dojazd do swojego gospodarstwa, ale na zebraniu wiejskim okazało się, że cała wieś jest temu przeciwna – mówi włodarz. Co w tej sytuacji zamierza zrobić? - Zastanawiamy się nad tym – odpowiada Ambroziak, przypominając, że przez wiele lat sporna droga była zamknięta. Ponownie otwarto ją za kadencji jego poprzednika, Krzysztofa Otulakowskiego.
KŁOPOTLIWY PUSTOSTAN
Droga to nie jedyny kłopot, z którym borykają się mieszkańcy budynku. Poważny problem ma sąsiadka Siemianowskich, Małgorzata Mikołajczyk. Starsza, schorowana kobieta wykupiła tu mieszkanie i sporo zainwestowała w jego remont. Niestety, obok jej lokalu znajduje się pustostan. Właściciel tego mieszkania zmarł, a dziś na dobrą sprawę nie wiadomo, do kogo należy zaniedbany lokal. Na dodatek jest on stale dewastowany przez innego mieszkańca, który wyrwał nawet … kawałek dachu. Stan opuszczonego mieszkania jest opłakany, przez co cierpi również pani Małgorzata. Do jej pomieszczeń dostaje się wilgoć i pojawiają się zacieki. - Dwa lata temu na zebraniu poprosiłam wójta, żeby gmina dał mi folię do zabezpieczenia tego pustostanu. Obiecywał, że ją mi da, ale do tej pory nie spełnił obietnicy – skarży się pani Małgorzata. Zniszczony dach nad opuszczonym lokalem zabezpieczyła we własnym zakresie, pokrywając go papą. - Na blachę to już mnie stać – rozkłada ręce nasza rozmówczyni. Podobnie jak Siemianowscy, ma żal do wójta. - Prosiłam go, aby w sprawie pustostanu wystąpił do sądu, by uporządkować tę sprawę, ale odpowiedział, że to dla gminy za duży koszt, a on musi spłacać dług za Helpera – żali się pani Małgorzata.
DO PRYWATNEGO GMINA NIC NIE MA
Wójt odpowiada, że opuszczone mieszkanie jest własnością prywatną i gmina nie może ponosić kosztów jego remontu. Jak podkreśla, byłoby to nie tylko niezgodne z prawem, ale też niewłaściwie odebrane przez lokalną społeczność. Jako przykład podaje sytuację sprzed lat, także z Witowa. Wtedy to niepełnosprawny, schorowany właściciel jednego z mieszkań został umieszczony w placówce opiekuńczej. Pracownicy socjalni poinformowali wójta, że lokal jest mocno zaniedbany i panuje w nim wielki bałagan. - Poleciłem wtedy służbom gminnym jego uprzątnięcie. Potem usłyszeliśmy komentarze, dlaczego gmina nie posprząta również u innych mieszkańców – wspomina Ambroziak. Zapewnia jednak, że przekaże mieszkance folię, o którą go prosiła, choć zaznacza, że to nie rozwiąże problemu.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
