Czy Szczytna nie stać na własną orkiestrę dętą? To pytanie zadaje sobie wielu mieszkańców uczestniczących w obchodach świąt państwowych. Od lat miasto zaprasza na nie i opłaca muzyków z innych miejscowości. Tymczasem jeszcze nie tak dawno temu Szczytno mogło się pochwalić orkiestrą, która nie tylko uświetniała lokalne uroczystości, ale też była swoistym „towarem eksportowym”, przyczyniającym się do promocji grodu.
ZAPRZEPASZCZONA TRADYCJA
Za nami, pierwsze po pandemicznej przerwie, obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Ich muzyczną oprawę zapewniła strażacka Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Lidzbarka Welskiego. Efektowne stroje, barwne mażoretki, bogate instrumentarium – wszystko miłe dla ucha i oka. Orkiestra ma długą tradycję. Została założona jeszcze w latach 20. XX w. Dziś, jak czytamy na jej stronie, „stała się ważnym ogniwem edukacyjnym młodzieży oraz znaczącą wizytówką miasta”. Obecnie zespół jest zapraszany na ok. 60 wyjazdów rocznie.
Wielu mieszkańców biorących udział w uroczystościach zastanawia się, dlaczego w dużo mniejszym od Szczytna Lidzbarku Welskim działa orkiestra, a u nas już od lat jest tylko wspomnieniem. Miasto i powiat, przygotowując się do organizacji świąt państwowych, posiłkują się muzykami z innych miejscowości. To może dziwić, zwłaszcza że w czasach PRL-u Szczytno miało swoją orkiestrę dętą działającą początkowo przy „Lenpolu”. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
MŁODZIEŻ SIĘ NIE GARNIE?
MDK podjął próbę reaktywacji orkiestry, ale okazała się ona nieudana. Obecny dyrektor Andrzej Materna powtarza za byłym naczelnikiem Dobrońskim, że „młodzież się do tego nie garnie”. Jego zdaniem podobne problemy mają też inne orkiestry w regionie, w tym także ta z Lidzbarka Welskiego oraz Płośnicy.
JEST POTENCJAŁ, TYLKO BRAK CHĘCI
W takie tłumaczenia nie wierzy Aleksander Tomaszczyk, muzyk ze Szczytna, który w przeszłości grał w miejskiej orkiestrze, a potem sam współtworzył i współtworzy kilka muzycznych projektów. Co ciekawe, 2 i 3 maja występował nie w Szczytnie, lecz gościnnie w Mrągowie, wraz z tamtejszą orkiestrą . - U nas panuje takie myślenie, że lepiej zapłacić komuś z zewnątrz niż zorganizować swoich muzyków. Natomiast ja uważam, że lepiej mieć coś swojego niż to kupić – komentuje Aleksander Tomaszczyk. Przekonuje, że ludzie chętni do muzykowania na pewno by się znaleźli, pod warunkiem, że miasto zapewniłoby im odpowiednie warunki. - Brakuje tylko chęci i to nie ze strony osób muzykujących, ale komórek organizacyjnych – uważa nasz rozmówca.
Z kolei były naczelnik wydziału promocji w Urzędzie Miejskim Rafał Wilczek przekonuje, że błędem było odejście od wypłacania członkom orkiestry skromnych gratyfikacji. - Z czasem orkiestra mogłaby zarabiać na siebie, występując w innych miastach. Aby zorganizować takie występy, wystarczyłyby kontakty z ośrodkami kultury w regionie i kraju – mówi Wilczek, dodając, że taka orkiestra mogłaby doskonale promować Szczytno i być miejskim „towarem eksportowym”.
Żalu z powodu braku miejskiej orkiestry nie kryje też prowadzący ją przed laty Jerzy Klenczon. On również uważa, że w mieście jest potencjał do tego, by ją reaktywować. - Z inicjatywą powinien wyjść MDK – twierdzi pan Jerzy. Wspomina, że dawniej orkiestra liczyła ponad 20 członków. - Tęsknię za nią i bardzo by m chciał, żeby znów grali w niej nasi chłopcy i dziewczęta – mówi, deklarując, że sam też chętnie by wystąpił w jej składzie.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
