Na złożonych przez pracownice GOK-u rezygnacjach może się nie skończyć. Niedobra atmosfera towarzyszy też pracy w innych jednostkach samorządowych gminy Rozogi – alarmuje radny Marek Stolarczyk. Zarówno on, jak i część radnych nie daje wiary wójtowi Kaczmarczykowi, że ten wszystko ma pod kontrolą.
"DOBRA, ALE GORZKA WIADOMOŚĆ"
Nie milkną echa nagłych rezygnacji jakie złożyły trzy pracownice GOK-u, w tym jego dyrektor Anna Pszczółkowska. Do tej niezwyczajnej sytuacji odniósł się podczas obradującej w ubiegłym tygodniu Rady Gminy Rozogi wójt Grzegorz Kaczmarczyk. Decyzje pracownic przyjął jako „dobrą, choć nieco gorzką wiadomość”. Z jednej strony zapewniał, że rezygnacje go zaskoczyły, z drugiej przyznawał, że od dłuższego czasu prowadził z zatrudnionymi w GOK-u rozmowy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Wójt ubolewał, że już następnego dnia po złożeniu wypowiedzeń, nie pojawiły się w pracy. - Pozostawiły w ten sposób zaplanowane wydarzenia bez należytego zabezpieczenia, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że wymiana całej kadry nie tylko jest słuszna, ale i niezbędna. W mojej ocenie złożone wypowiedzenia to nie obraz rezygnacji z pracy, lecz raczej próba uniknięcia odpowiedzialności za dotychczasowe funkcjonowanie ośrodka – mówił Kaczmarczyk, podkreślając, że nie był zadowolony z funkcjonowania GOK-u. Uspokajał też zebranych, że wszystkie wydarzenia i realizowane projekty przez GOK są zabezpieczone i odbywają się zgodnie z harmonogramem. - Nic nie stanowi zagrożenia dla planowanych inicjatyw i ciągłości działania ośrodka. Jestem przekonany, że teraz, mając możliwość wprowadzenia zmian, uda nam się zbudować jeszcze lepszy i bardziej zaangażowany Gminny Ośrodek Kultury, który będzie służył wszystkim mieszkańcom naszej gminy - zapewniał wójt.
SKĄD TAKA REWOLUCJA?
To jednak nie przekonało części radnych. Radna Dorota Kulas przyznawała, że jest zaniepokojona powstałą sytuacją w GOK-u, bo jego pracownice z dużym poświęceniem wykonywały swoje obowiązki, zasługując na pochwałę i uznanie.
- Skąd taka rewolucja? - pytała radna, a radny Krzysztof Bałdyga domagał się jak najszybszego przeprowadzenia kontroli w GOK-u przez komisję rewizyjną.
CO SIĘ ZA TYM KRYJE?
Z kolei radna Marta Grabarz zwracała uwagę, że do kolejnych zwolnień w ośrodku kultury, poprzedzanych zwolnieniami lekarskimi, dochodzi zaledwie po pół roku. - Co tak naprawdę za tym się kryje, bo jako radni nie mieliśmy sygnałów, że coś złego tam się dzieje? – pytała radna. W jej opinii prowadzone tam zajęcia były na najwyższym poziomie, a pracownice poproszone o wsparcie zawsze szły z pomocą, wykraczającą poza ich obowiązki zawodowe i godziny pracy. - Dziewczyny wykonywały prace ponad miarę. I jeszcze uczestniczyły w dwóch dużych projektach, w tym w międzynarodowym „Interreg”. Jak my wyglądamy jako partner, u którego w ciągu pół roku zmienia się drugi kierownik projektu? - pytała radna, nie dając wiary tłumaczeniom wójta. - Jeśli dochodziło tam do nadużyć, to czemu nic pan z tym nie robił? Zauważała też, że pracownice, składając rezygnacje, wykazały się dużą determinacją, nie mając perspektyw na znalezienie pracy i pozbawiając się źródła utrzymania. - Przyjdą nowi pracownicy do GOK-u, których trzeba będzie od nowa wdrażać do pracy. Czy nas na to stać? I czy to nie będzie skutkować kolejnymi zwolnieniami? - zastanawiała się radna.
NIEDOBRA ATMOSFERA, NIE TYLKO W GOK-u
Swoimi wątpliwościami dzielił się też radny Marek Stolarczyk. Przypominał, że organizowane czy współorganizowane przez GOK imprezy, np. dożynki, „Kufel Miodu”, jarmark bożonarodzeniowy, wójt ogłaszał publicznie wielkimi sukcesami gminy. Dziękował z imienia i nazwiska jego pracownicom. - Skąd więc dzisiaj takie zarzuty? - dociekał radny. Zdradzał też, że dochodzą do niego słuchy, że niedobra atmosfera towarzyszy też pracy w innych jednostkach samorządowych. - Także w urzędzie mogą nam się szykować zwolnienia zbiorowe. Pracownicy skarżą się na różne osoby. Jest im narzucane mnóstwo nowych obowiązków, do których nie są wyszkoleni. Niech to wójt wyjaśni, bo się może skończyć nie tylko na GOK-u, ale całej gminie – ostrzegał Stolarczyk.
Wójt uspokajał, że wszystko ma pod kontrolą. - Tu się świat nie zawali, my sobie poradzimy – zapewniał. Poinformował też, że nowy dyrektor GOK zostanie wyłoniony w ramach konkursu, a do tego czasu jego obowiązki będzie pełnić asystentka wójta Paulina Mikołajczyk.
"OSZCZERSTWA I POMÓWIENIA"
Była już dyrektor krótko odnosi się do słów wójta. - To są oszczerstwa i pomówienia. Dziwię się z jaką łatwością przechodzą przez usta kłamstwa człowiekowi, który zajmuje taką funkcję i " reprezentuje" mieszkańców. – mówi Anna Pszczółkowska.
Przypomnijmy, że zdaniem nieobecnej na sesji radnej Wandy Malon i zasłużonej dla rozoskiej kultury pieśniarki kurpiowskiej Elżbiety Kaszni sytuacja w GOK-u jest efektem fatalnej polityki prowadzonej przez wójta Kaczmarczyka i pełniącego funkcję przewodniczącego zespołu ds. rozwoju i promocji gminy Rozogi Adriana Greczycho. Ten ostatni poproszony tydzień temu przez „Kurka” o odniesienie się do kierowanych wobec niego zarzutów cały czas milczy.
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
