Za nami jubileuszowe, XXX Dni i Noce Szczytna. Po kilkunastoletniej przerwie impreza wróciła na plażę miejską. Większość uczestników chwaliła zmianę lokalizacji, choć znaleźli się i tacy, którzy narzekali, że lepszy klimat do zabawy panował na pl. Juranda. Wiele emocji wzbudził również dobór wykonawców. Na scenie wystąpili m.in.: Hunter, De Mono, Mrozu i Varius Manx.
PLAŻA ZNÓW KONCERTOWA
W miniony weekend mieszkańcy Szczytna i turyści bawili się na święcie grodu. Impreza wróciła po pandemicznej przerwie w zmienionej lokalizacji. Z pl. Juranda, gdzie odbywała się od 2007 r., została przeniesiona na plażę miejską. To tu w piątkowy wieczór miało miejsce otwarcie jubileuszowej, 30. edycji. Wśród zaproszonych gości znaleźli się parlamentarzyści, w tym posłowie: Janusz Cichoń, Marcin Kulasek, Andrzej Rozenek i Urszula Pasławska. Nie zabrakło także delegacji z miast partnerskich – Żywca, Herten, Solecznik oraz aspirującej do tego grona serbskiej Batocziny. Burmistrz Krzysztof Mańkowski, otwierając Dni i Noce Szczytna, podkreślał jubileuszowy charakter tegorocznej imprezy. Wspominał przy tym wszystkich, którzy przez lata angażowali się w jej organizację – byłych i obecnego dyrektora Miejskiego Domu Kultury oraz poprzednich włodarzy.
W trakcie części oficjalnej Krzyże Zasługi z rąk insp. Grzegorza Gduli, przewodniczącego Zarządu Wojewódzkiego NSZZ Policjantów Województwa Małopolskiego odebrali Maciej Rokus i Maciej Ciesielski z Grupy Specjalnej Płetwonurków RP. Z kolei do Złotej Księgi Miasta wpisane zostały dwie działające na jego terenie organizacje – Stowarzyszenie Forum Kobiet oraz Towarzystwo Przyjaciół Szczytna opiekujące się Chatą Mazurską.
JUBILACI W DOBREJ FORMIE
Piątkowy koncert upłynął pod znakiem mocniejszych brzmień, a jego główną gwiazdą był świętujący 35-lecie zespół Hunter. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Jubileuszowy koncert Huntera z pewnością pozostanie na długo w pamięci fanów, choć pewnie nie tylko. Zespołowi na scenie towarzyszył chór „Kantata” pod dyrekcją Mariusza Pardo oraz zaproszeni goście, w tym były perkusista i współzałożyciel grupy Grzegorz Sławiński, a także Natalia Sycz z ukraińskiego zespołu The Ukrainian Folk. Z tą ostatnią grupa wykonała na koniec koncertu dwa poruszające utwory – balladę „Między niebem a piekłem” oraz „Kiedy umieram” w języku ukraińskim.
UBOŻSZE STOISKA
W piątek uczestnikom imprezy dopisywała pogoda. Inaczej już było w sobotę. Po południu zaczęło padać. Zanim rozpoczął się wieczorny koncert, tłumów na terenie plaży oraz w jej okolicach nie było i to pewnie nie tylko z powodu nie najlepszej aury. Poza występami artystów, w mieście niewiele się działo. - Brakuje sceny, na której mogliby się prezentować lokalni wykonawcy, nie ma też fajnych atrakcji dla dzieci – dzieliła się z nami wrażeniami jedna z uczestniczek. W oczy rzucał się też skromniejszy niż w latach ubiegłych Jarmark Jurandowy. Stragany zostały rozmieszczone głównie na pl. Juranda, a dominowała na nich chińska tandeta. Z kolei zapowiadane przez organizatorów kramy rękodzielników ulokowane na pasażu między ruinami a kościołem baptystów można było policzyć na palcach jednej ręki. Stosunkowo niewiele było także stoisk gastronomicznych. Te zostały rozmieszczone na orliku na ul. Klenczona. W tym roku za pajdę chleba ze smalcem trzeba było zapłacić 7 zł, za porcję karkówki z sałatką i pieczywem – 22 złote, ale były też potrawy kosztujące powyżej 30 złotych.
KLENCZON I INNE GWIAZDY
Podczas sobotniego koncertu, tradycyjnie już, pojawiły się akcenty związane z twórczością Krzysztofa Klenczona. Jego utwory we własnych aranżacjach przypomniał zespół The Klenczon Experience. Następnie przyszła kolej na najbardziej oczekiwanych wykonawców wieczoru – grupę De Mono oraz Mroza. Pierwsza zagrała swoje najbardziej znane przeboje z końca lat 80. i początku 90., kiedy to święciła największe triumfy. Będący nadal w świetnej formie wokalista Andrzej Krzywy cieszył się, że po pandemicznej przerwie znów odbywają się koncerty i nie trzeba już siedzieć w domach.
Tuż przed występem Mroza zaczęło mocno padać i część osób w pośpiechu opuszczała plażę. Mimo to na pochodzącego z Wrocławia muzyka czekała liczna grupa wiernych fanów. Niektórzy przyjechali specjalnie na jego występ z innych miejscowości. Publiczność bawiła się przy znanych z radiowych anten przebojach „Jak nie my to kto”, „Napad” czy „Za daleko”.
Niedzielny koncert zdominowały już zdecydowanie bardziej popowe niż w sobotę rytmy. Ostatniego dnia imprezy na scenie wystąpili szczytnianka Stashka, Smolik i Kev Fox oraz gwiazda wieczoru – będąca w znakomitej formie Kasia Stankiewicz z zespołem Varius Manx. Nie obyło się jednak bez problemów technicznych. Na początku występu Smolika na scenie zabrakło prądu i konieczna okazała się dłuższa przerwa na usunięcie awarii, co w konsekwencji spowodowało skrócenie koncertu tych artystów.
PODZIELONE ZDANIA
Wśród publiczności zdania dotyczące przeniesienia Dni i Nocy na plażę były podzielone. - Na placu Juranda było lepiej – powiedziała nam pani Ania, która w sobotę przyszła na koncert, by posłuchać The Klenczon Experience. Przyznała, że nie za bardzo podobał się jej piątkowy występ Huntera. - To muzyka bardziej dla młodzieży – mówiła. Pan Antoni, który na sobotni koncert przyszedł z żoną i znajomymi również uważa, że bardziej klimatycznym miejsce na występy był pl. Juranda. - Lepiej się tam tańczyło – zwierzył się nam ze śmiechem, choć zaraz przyznał, że i na plaży miejsca do pląsów nie brakowało. Zupełnie innego zdania była jednak spotkana przez nas szefowa Lokalnej Organizacji Turystycznej Powiatu Szczycieńskiego Wanda Kwiatkowska. - Plaża to odpowiedniejsze miejsce na koncerty niż plac. Ważne jest też to, że wreszcie główne ulice nie są pozamykane – dzieliła się swoimi spostrzeżeniami pani Wanda.
CZY ORGANIZATORZY ODGRZEWAJĄ STARE KOTLETY?
Tradycyjnie już wiele komentarzy i kontrowersji wywołał zestaw tegorocznych wykonawców. Najwięcej krytyki pojawiło się na forach internetowych. Ci, którzy ją wyrażali zwracali uwagę, że zaproszeni w tym roku wykonawcy lata świetności mają już za sobą, bądź też koncertowali podczas Dni i Nocy wielokrotnie i warto by ściągnąć kogoś nowego. Nie brakło również głosów, że po jubileuszowej edycji imprezy spodziewali się czegoś więcej. Z kolei osoby, z którymi rozmawialiśmy na koncertach, były zadowolone z doboru wykonawców.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
