W poprzednim artykule zacząłem omawiać chorobę zwyrodnieniową stawów. Ta szeroko rozpowszechniona choroba jest przykładem choroby cywilizacyjnej. Jej rozwój związany jest z naszym stylem życia. Niewłaściwa dieta zaburza metabolizm chrząstki stawowej.

Doktorze, wszystko mnie boli... (ciąg dalszy)

Nadwaga i otyłość prowadzą do nadmiernych przeciążeń w stawach. Siedzący tryb życia oraz powszechne korzystanie z udogodnień cywilizacyjnych osłabia mięśnie, których zadaniem jest stabilizowanie stawu. U niektórych osób zwyrodnienie stawów związane jest z pracą zawodową, która prowadzi do obciążenia określonych stawów, np. u operatorów wiertarek udarowych, górników, tancerek, tenisistów i innych.

Chrząstka stawowa pełni bardzo ważną funkcję. Ma grubość około 2 milimetrów i razem z płynem stawowym umożliwia ślizganie się kości podczas ruchu w stawie. Współczynnik tarcia jest bardzo niski – jest 15 razy bardziej śliska niż lód. Stanowi również warstwę amortyzacyjną. Ludzie nie myślą o niej dopóki nie czują bólów w stawie. A powinniśmy o nią dbać od młodości. Ważna jest właściwa dieta bogata w witaminy i sole mineralne oraz zrównoważona aktywność fizyczna. Chondrocyty, czyli komórki, które tworzą chrząstkę reagują na obciążenie. Gdy staw pracuje, komórki są pobudzane do tworzenia masy chrząstki. Gdy pozostaje w bezruchu, aktywność komórek zmniejsza się. Dlatego bardzo ważna jest zrównoważona, stała aktywność fizyczna – codzienne spacery, jazda na rowerze, gimnastyka. Gdy patrzę na współczesne dzieci i młodzież, które zamiast biegać za piłką siedzą przed komputerami lub telewizorami wiem, że ich chrząstki stawowe nie rozwijają się prawidłowo. Gdy zaczną pracować fizycznie, stawy nie będą w stanie znieść dużych obciążeń i pojawią się problemy. Gdy widzę ludzi z nadwagą i otyłych wiem również, że i oni wkrótce ustawią się w kolejce do lekarza z powodu dolegliwości związanych z zwyrodnieniem stawów. Badania naukowe pokazują, że zmniejszenie masy ciała o 5 kg wiązało się ze zmniejszeniem o 50% ryzyka rozwoju choroby zwyrodnieniowej stawu kolanowego. Dlatego też osoby, które skarżą się na bóle stawów nie mogą być skutecznie leczeni, jeśli nie zastosują diety i nie zrzucą zbędnych kilogramów.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Chrząstka stawowa nie jest unerwiona w związku z tym nie boli. Skąd więc ten ból, który zmusza pacjenta do szukania pomocy lekarskiej? Z tkanek otaczających chrząstkę. Ból może być spowodowany drobnymi pęknięciami kości, rozciągnięciem okostnej, ale o wiele częściej nadmiernym napięciem więzadeł, skurczem mięśni, zaburzeniem przepływu krwi i zwiększonym ciśnieniem w środku kości. To tłumaczy fakt, że można mieć duże zmiany zwyrodnieniowe i nie odczuwać bólu. A potem nagle pojawia się czynnik, który na przykład zwiększa napięcie mięśni lub dodatkowo zaburza przepływ krwi i pojawia się ból. Takim czynnikiem może być stres. Pacjenci rzadko wiążą bóle stawów z poziomem stresu w swoim życiu, ale badania naukowe pokazują, że ten związek jest niezaprzeczalny. Zła atmosfera w pracy, problemy z szefem, kłótnia w rodzinie, złe wiadomości mogą sprawić, że zaczynają nas boleć stawy. U starszych ludzi takim czynnikiem wyzwalającym ból w stawie może być napięcie związane z samotnością, problemy finansowe, lęk przed śmiercią.

Silne bóle sprawiają, że pacjenci szukają dobrych specjalistów. Nie jest łatwo dostać się do Poradni Reumatologicznej, ale jeśli w końcu pacjentowi to się uda może usłyszeć od specjalisty - ku swojemu zaskoczeniu, że niepotrzebnie się zgłosił. Reumatolodzy często powtarzają, że oni nie są od leczenia choroby zwyrodnieniowej stawów. Oczywiście takie słowa padają w tak zwanych „poradniach na fundusz”. W poradniach prywatnych lekarze są zawsze gotowi leczyć pacjentów pod warunkiem, że pacjent będzie płacił. Również w szpitalu na oddziale wewnętrznym, pacjent może usłyszeć słowa -„my tutaj nie leczymy tej choroby”. Powoduje to często wielką złość pacjentów i powszechne narzekanie na służbę zdrowia. Chciałbym jednak z całą mocą podkreślić, że pacjenci niepotrzebnie się denerwują. W większości przypadków lekarz specjalista, czy lekarz w szpitalu nie może nic więcej zrobić dla pacjenta, niż lekarz rodzinny w przychodni. Najlepsze, światowe standardy leczenia choroby zwyrodnieniowej są publikowane i dostępne dla każdego lekarza. Te standardy wymagają jednak współpracy pacjenta i zrozumienia, że tej choroby nie da się wyleczyć tabletkami. Największym problemem jest oczekiwanie pacjentów, że dostaną lek, który szybko rozwiąże ich problem ze stawami. W „Reumatologii Harrisona” podręczniku akademickim dla lekarzy na stronie 311. możemy przeczytać słowa: – Leczenie niefarmakologiczne stanowi podstawę terapii w chorobie zwyrodnieniowej stawów i jest równie ważne lub ważniejsze niż leczenie farmakologiczne, które odgrywa rolę dodatkową. Te słowa oznaczają, że dieta, aktywność fizyczna, redukcja stresu, odpowiednie obuwie, a w starszym wieku kule są nawet ważniejsze niż tabletki.

Metodą leczenia choroby zwyrodnieniowej stawów jest oczywiście fizykoterapia. Naświetlania lampą solux, krioterapia, ćwiczenia rehabilitacyjne, masaże przynoszą ulgę w bólach stawów. Tutaj też często pacjenci narzekają, że na zabiegi muszą czekać nieraz wiele miesięcy. Stres i napięcie wywołane narzekaniem i niezadowoleniem z pewnością znacznie nasilają bóle. Pacjenci powinni jednak mieć świadomość, że zabiegi te nie regenerują uszkodzonej chrząstki. One przede wszystkim poprawiają ukrwienie kości tworzących staw, oraz wzmacniają oraz relaksują otaczające staw mięśnie i więzadła. Ten efekt możemy osiągnąć również w domu poprzez systematyczną gimnastykę. Codzienna gimnastyka da większą poprawę, niż masaż stosowany 2 razy w roku.

Na koniec kilka słów na temat tego, w czym pacjenci pokładają największą nadzieję –tabletek. W „Internie Szczeklika” na stronie 1876. czytamy: Farmakoterapię bólu rozpoczyna się od paracetamolu. Jeśli okaże się nieskuteczny stosuje się NLPZ (leki przeciwzapalne) w najmniejszej skutecznej dawce. Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że w ten sposób są leczenie pacjenci tylko na Oddziale Reumatologii. Tam rzeczywiście pacjentom z bólem stawów podaje się w razie potrzeby paracetamol, stopniowo zwiększając do maksymalnej dawki - 4000mg paracetamolu dziennie – to jest 8 tabletek APAPu. W przychodni rzadko udaje mi się przekonać pacjentów do takiego leczenia. Najczęściej gdy proponuję pacjentom APAP patrzą na mnie z niedowierzaniem i pytają czy to jest żart. Pacjent z bólem stawów nie po to staje w kolejce do lekarza, aby usłyszeć, że ma przyjmować lek dostępny bez recepty w każdym kiosku. Pacjenci domagają się „konkretnego” leczenia, silnych leków. Oczywiście są leki „silniejsze”, ale stosowanie ich wiąże się z działaniami niepożądanymi. O tych lekach i o działaniach niepożądanych napiszę w następnym artykule.

Włodzimierz Tarasiuk

– lekarz, specjalista chorób wewnętrznych. Pracuje jako lekarz rodzinny w Przychodni Vita-med. Pełni też dyżury w Szpitalu na Oddziale Wewnętrznym.

{/akeebasubs}