Czy dmie wiatr, czy też nie, Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 2 niezmiennie urządza Święto Latawca. W tym roku była to już 24. impreza, rozgrywana pod hasłem humoru, zdrowia i radości.

Dotknąć nieba

Nim przystąpiono do zawodów, dyrektor Grażyna Wyrzykowska-Mączyńska przypomniała, że to już prawie od ćwierć wieku szkolna społeczność spotyka się na święcie latawca. Organizowane jest m. in. po to, by pokazać uczniom, że nie ma to jak wspólna zabawa z rodzicami na powietrzu, że dobrze byłoby kontynuować ją w soboty i niedziele, zamiast tkwić przy współczesnych gadżetach – komputerach, czy konsolach do gier.

Tegoroczne zawody latawcowe, ze względu na dużą liczbę uczniów biorących w nich udział, trzeba było podzielić na dwie edycje – pierwsza była dla klas II i III, druga dla I. „Kurek” przyglądał się akurat zmaganiom najmłodszych, czyli pierwszaków z klas A, B, C, D, E i F.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Najpierw wszyscy uczestnicy zawodów zaprezentowali swoje konstrukcje, a jury wybrało spośród nich 12 najpiękniejszych, które zakwalifikowały się do rozgrywki finałowej. Zaraz potem rozpoczęły się loty. Każdy z uczestników miał trzy próby. Różnokolorowe i różnorodne konstrukcje, od najprostszych w formie rombu, po skrzynkowe wzbijały się w powietrze. Mimo niezbyt sprzyjającego, bo zmiennego wiatru, potrafiły jednak osiągnąć całkiem imponujący pułap. Według jury najwyższej wzniósł się latawiec Mateusza Kornowskiego.

- Mój latawiec wzbił się tak wysoko, że prawie dotknął nieba – cieszy się pierwszoklasista.

Laur za najpiękniejszą konstrukcję przypadł z kolei Olafowi Gdowikowi z I „a”. Pośród 12 wybranych wcześniej latawców jury wyróżniło właśnie jego konstrukcję, ze względu na umieszczony na niej wizerunek uśmiechniętej buźki.

- Sam malowałem latawca – mówi nam uradowany Olaf, choć przyznaje, że w jego konstruowaniu pomagali mu rodzice.

W trakcie zawodów, podczas przerw między poszczególnymi turami lotów, zawodnicy otrzymywali zdrowe owocowe poczęstunki. Na koniec zmagań, bo raz można zrobić wyjątek, pierwszoklasiści dostali także słodkości - pączki ufundowane przez rodziców.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}