Niedawno dowiedziałem się, że pierogi z gęsiną - danie podawane w szczycieńskiej restauracji „Niebieski zaułek” - otrzymało nagrodę w konkursie Smaki Regionów.
Ucieszyło mnie to, bowiem uważam siebie za smakosza gęsiego mięsa, a mam wrażenie, że mimo jego wyjątkowych walorów kulinarnych nie jest ono szczególnie popularne w Polsce. Tymczasem pamiętam, że nie zawsze tak było. Postanowiłem sprawdzić. Okazuje się, że hodujemy ogromne ilości gęsi, ale niemal wszystkie z przeznaczeniem na eksport. Do Niemiec i Francji wysyłamy rocznie 20 000 ton ich mięsa, podczas, gdy zaledwie 700 ton wystarcza na rynek wewnętrzny. Przy okazji przeczytałem, że aktualnie, w województwie kujawsko-pomorskim, władze samorządowe rozpoczęły akcję przywrócenia gęsich tradycji kulinarnych pod hasłem „najlepsza gęsina na świętego Marcina”.
W tytule felietonu zasugerowałem, że będę pisał o ptactwie domowym nie tylko pod kątem walorów smakowych drobiowego mięsa. Zatem, skoro jesteśmy przy gęsiach, przypomnijmy ich zasługi dla starożytnego Rzymu. 390 lat przed naszą erą Galowie z doliny Padu najechali Rzym. Kiedy nocą podchodzili na wzgórze Kapitolu, obrońcy, znużeni walkami spali. Obudziło ich głośne gęganie ptaków poświęconych bogini Junonie. Atak został odparty, a najeźdźców przegoniono z Rzymu. Po zakończeniu walk jedną z gęsi-wybawicielek umieszczono w lektyce i z honorowym orszakiem obniesiono ją po całym mieście. Ukarano natomiast psy, które nie wykazały czujności. Jednego z nich demonstracyjnie powieszono.
Zasługi starożytnych gęsi są bezsporne.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zasługi gęsi to poważna sprawa. Indyków także. Mniejszy udział w historii świata mają inni przedstawiciele domowego ptactwa, czyli kaczki i kury. Przynajmniej według mojej wiedzy. Chociaż pierwszy z wymienionych gatunków niewątpliwie zasłużył się w dziedzinie kultury i sztuki. Zwłaszcza w twórczości dla dzieci. Czy można sobie wyobrazić filmy Walta Disneya bez kaczora Donalda? A nasza polska Kaczka Dziwaczka? A co do kury? Sama w sobie nic ciekawego, ale już małe, żółte kurczątko? Toż to kochany przez maluchów symbol Świąt Wielkanocnych.
Opisane domowe ptaki, wbrew pozorom, mają swój „pomyślunek”. Ale na zakończenie chcę opisać innego kuraka - inteligenta. Tym razem nie domowego. Mam na myśli bardzo cwanego bażanta. Czterdzieści lat temu, a mieszkałem wówczas w Warszawie, należałem do koła łowieckiego. Nasze tereny polowań znajdowały się w okolicy Łomży. Mieliśmy tam, między innymi, pokaźną ilość bażantów. Polowanie na te ptaki było moją specjalnością. Miałem znakomitą dubeltówkę, aczkolwiek nieco ciężką, bo była to broń sportowa. Strzelałem z niej do rzutków. Na ogół z dobrym skutkiem. Pewnego dnia, podczas polowania, wylazł (wyciekł) z zarośli dorodny kogut. Do ptaków strzela się wyłącznie, kiedy są w locie. Nigdy, jeśli są na ziemi, a gdy dany obiekt jest kaczką, to na wodzie. Mój bażant stanął przede mną około 10 metrów i patrzył. Próbowałem go postraszyć, aby poderwał się. Gdzie tam. Odwrócił się i popędził przez pola na piechotę, za to z szybkością strusia. Pobiegłem za nim. I tak zasuwaliśmy kilkaset metrów. Aż do jakiegoś ogrodzenia z siatki. Zatrzymałem się, a moje ptaszysko przefrunęło nad płotem, ale zaraz za nim znów stanęło na nogi. Strzeliłem, kiedy był w locie. Niecelnie. Zadyszka. Za płotem cwany kurak chwilę popatrzył na mnie, po czym dość spokojnie, że tak powiem - świńskim truchtem, pobiegł sobie dalej. Kilka razy obejrzał się i spojrzał na mnie jakby drwiąco. Wygrał, ale skąd drań wiedział, że nie wolno mu wzbić się w powietrze?!
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
