Gruntowa droga gminna prowadząca do Groty Matki Boskiej Różańcowej w Linowie oraz zabudowań stałych mieszkańców i letników, od wielu lat jest w katastrofalnym stanie. Liczne dziury i kałuże powodują, że przejazd nią wiąże się z ryzykiem urwania zawieszenia w samochodzie. Choć temat jest znany kolejnym włodarzom gminy Dźwierzuty, żaden z nich, włącznie z obecnym, Dariuszem Tymińskim, nie podjął skutecznych działań, aby wreszcie rozwiązać problem.
WYRZUCANIE PIENIĘDZY W BŁOTO
Droga Linowo – Kolonia na odcinku od drogi krajowej nr 57 do posesji Linowo 61 od lat spędza sen sen z powiek jej użytkownikom. Niespełna kilometrowy, gruntowy odcinek prowadzi do uczęszczanej w sezonie letnim Groty Matki Boskiej Różańcowej, a także do zabudowań mieszkańców i letników mających tu swoje domy. Przejazd nią to jednak prawdziwe wyzwanie. Dziura na dziurze, a w tych dziurach błoto i kałuże powodują, że obecnie jest niemal nieprzejezdna. Mieszkańcy o jej naprawę upominali się u kolejnych włodarzy gminy Dźwierzuty, ale bez skutku. Ponieważ obecne władze także nie kwapią się do działania, zdesperowani użytkownicy drogi, wystosowali do wójta Dariusza Tymińskiego petycję w sprawie remontu drogi. Przez zły stan nawierzchni niszczymy zawieszenia w naszych samochodach, a to generuje znaczne koszty naprawy, których nikt nam nie zrekompensuje - czytamy w petycji. Jej autorzy przypominają, że niejednokrotnie, osobiście bądź telefonicznie wnioskowali o utwardzenie drogi. Zamiast tego gmina wysyłała równiarkę, która zgarniając nawierzchnię, jeszcze bardziej zniszczyła gruntowy odcinek. Przysyłanie ciężkiego sprzętu po to tylko, aby drogę „skrobał”, to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto - piszą autorzy petycji.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
DROGA W EKSTRA STANIE
Jednym z nich jest Tadeusz Chorążewicz, opiekun Groty Matki Boskiej Różańcowej i przyjaciel jej pomysłodawcy, nieżyjącego ks. Roberta Dziewiatowskiego. Pan Tadeusz kupił działkę w Linowie w 1990 r. i dziś bardzo tego żałuje, bo jego batalie o poprawę stanu drogi trwają już ponad 30 lat. - Zastanawialiśmy się nawet, czy nie zlecić naprawy komuś i zapłacić z naszych kieszeni. Jednak doszliśmy do wniosku, że z jakiej racji mielibyśmy tak zrobić, skoro odprowadzamy do gminy podatki – mówi Tadeusz Chorążewicz. Dodaje, że zależy mu tylko na tym, aby droga była przejezdna. - My naprawdę nie chcemy tu żadnego asfaltu – mówi mieszkaniec.
Kłopotliwego odcinka na dobrą sprawę nie da się pokonać samochodem osobowym. Pan Tadeusz jeździ nią busem, volkswagenem T4, ale już dwa razy wymieniał w nim zawieszenie. - A przecież ludzie dojeżdżają tędy do pracy, zawożą dzieci do szkoły – zauważa nasz rozmówca. Wspomina, że wiele lat temu mieszkańcy na własny koszt odśnieżyli drogę, czym narazili się ówczesnemu wójtowi Czesławowi Wierzukowi. - Chciał nas nawet za to ukarać, bo ingerowaliśmy w gminną drogę – opowiada pan Tadeusz. Zaraz jednak dodaje, że długoletni, nieżyjący już włodarz gminy Dźwierzuty był na tyle szczery z mieszkańcami, że naprawy drogi im nie obiecywał. - A to dlatego, że w gminnych dokumentach figurowała jako droga w ekstra stanie – mówi mieszkaniec.
MOŻE ZMIEŃMY TEMAT
Obietnice dotyczące poprawy nawierzchni składała za to następczyni Wierzuka, Marianna Szydlik. Nigdy się jednak z nich nie wywiązała, za to skutecznie zbywała pana Tadeusza, który próbował umówić się z nią na spotkanie. Nadzieja pojawiła się u mieszkańców wraz z wyborem na wójta Dariusza Tymińskiego, który zapewniał, że droga jest ujęta w zaleceniach dotyczących poprawy stanu gminnej infrastruktury. - Zapytałem go, kiedy konkretnie zostanie zrobiona. Usłyszałem, że „w pierwszej kolejności” - relacjonuje pan Tadeusz. Choć obecny wójt urzęduje już półtora roku, droga jak była, tak pozostaje w stanie wołającym o pomstę do nieba. Doszło nawet do tego, że kiedy pan Tadeusz na spotkaniu sołeckim zapytał wójta, kiedy wywiąże się się ze swoich deklaracji, miał od niego usłyszeć, aby zmienić temat rozmowy. Według naszego rozmówcy, do poprawy stanu drogi zobowiązał się nowy prezes ZGK Tomasz Żuchowski. Miało to nastąpić po święcie 11 listopada, ale i tym razem mieszkańcy nie doczekali się spełnienia swojego postulatu. - Do dziś (19 listopada – red.) nic się tam nie dzieje – nie kryje irytacji nasz rozmówca. - Gdybym był wójtem, zszedłbym ze swoich poborów i to zrobił choćby własnym kosztem, bo ambicja nie pozwoliłaby mi zachować się inaczej – dodaje.
SPOTKALI SIĘ ZE ŚCIANĄ
W imieniu mieszkańców sprawę drogi podjęli także radni – Tomasz Bojanowski i reprezentujący okręg Linowo Sebastian Orłowski. - Próbowaliśmy podjąć ten temat na różne sposoby, ale spotkaliśmy się ze ścia ną – mówi ten pierwszy. Potwierdza uwagi zawarte w petycji mieszkańców, że puszczona w tym roku na drogę równiarka, tylko pogorszyła sytuację. Z obserwacji radnego wynika, że użytkownicy, chcąc ominąć dziury, jeżdżą prywatnymi działkami miejscowych rolników. - Od wójta słyszeliśmy, że droga zostanie zrobiona, a teraz nagle dowiadujemy się, że nie ma kruszywa i ten odcinek czeka w kolejce. Dla mnie to niezrozumiałe, że raz mówi się jedno, a potem coś zupełnie innego. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest – przyznaje Bojanowski. - Myślę, że mieszkańcom należy odpowiadać zgodnie z prawdą, a nie ich zwodzić – dodaje.
TRZEBA CZEKAĆ W KOLEJCE
Z kolei Sebastian Orłowski zapewnia, że kilkakrotnie podejmował kroki, aby droga została naprawiona, ale bezskutecznie. - Niestety, nie było odzewu ze strony gminy, więc zdaję sobie sprawę, że w oczach mieszkańców może to wyglądać tak, że ja nic nie robię – mówi. Do niego także, podobnie jak do pana Tadeusza, dotarła nieoficjalna informacja, że zgodnie z obietnicą prezesa ZGK, na drogę miało być wysypane kruszywo. Sam o problemie rozmawiał z wicewójt Jolantą Łomiak. - Zostałem zapewniony, że mają to na uwadze, ale trzeba czekać w kolejce i uzbroić się w cierpliwość – relacjonuje radny. Wspomina, że za rządów wójt Szydlik pojawił się pomysł, aby wykonać projekt drogi i szukać dofinansowania na realizację inwestycji. - Obecnie nic już o tym nie słyszymy, a szkoda, bo przynajmniej jedna z czterech dróg prowadzących z Linowa nad jezioro byłaby porządna – mówi radny. Narzeka też na przepływ informacji między radnymi a kierownictwem ZGK. - Ostatnio doszło do dziwnej sytuacji, bo my nie mamy z nim nawet bezpośredniego kontaktu. Wszelkie sprawy mamy zgłaszać w gminie, a z prezesem kontaktować się tylko przez telefon zakładu. Na pytanie, czy moglibyśmy uzyskać jego telefon komórkowy, usłyszeliśmy od wójta, że nie, bo on korzysta z prywatnego – nie kryje zdziwienia Orłowski.
CO NA TO WÓJT?
Chcieliśmy zapytać wójta Dariusza Tymińskiego o to, jak odpowie na petycję mieszkańców oraz kiedy droga w Linowie zostanie wreszcie doprowadzona do przejezdności. Niestety, pomimo naszych kilkukrotnych prób kontaktu, nie odbierał od nas telefonów.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
