W nowym roku szkolnym koszt wyżywienia dzieci uczęszczających do Zespołu Szkół w Jedwabnie, w tym także przedszkolaków, wzrósł o 5 zł w porównaniu do roku ubiegłego. Zaniepokojenia tak drastyczną podwyżką nie ukrywają rodzice, którzy wystosowali w tej sprawie petycję do dyrektora placówki. Ten jednak tłumaczy, że od czasu likwidacji szkolnej kuchni, nie jest już jej dysponentem.

Drożyzna w szkolnej kuchni
Rodzice uczniów i przedszkolaków korzystających z dożywiania w Zespole Szkół w Jedwabnie dostaną mocno po kieszeni. Dzienna stawka, w porównaniu do ubiegłorocznej, jest wyższa aż o 5 zł

ZANIEPOKOJENI RODZICE

Rodzice dzieci uczęszczających do Zespołu Szkół w Jedwabnie, nieobjętych darmowym wyżywieniem w ramach rządowego programu, dostaną mocno po kieszeni. Stawki żywieniowe w nowym roku szkolnym drastycznie wzrosły i są o 5 zł wyższe niż przed rokiem. W przypadku przedszkolaków dzienna opłata to 18,50 zł, z kolei dla uczniów szkoły podstawowej – 6 zł za zupę i 8,50 zł za drugie danie wydawane naprzemiennie tylko dwa razy w tygodniu. - W moim przypadku będzie to koszt 600 zł miesięcznie – załamuje ręce mama dwojga dzieci, była radna gminy Jedwabno Wioletta Ważna.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Dodaje, że przedszkolaki i uczniowie muszą jeść w szkole, bo przebywają tam po 8 – 9 godzin dziennie, a wielu z nich dojeżdża. Na dodatek w placówce nie ma nawet sklepiku, w którym mogłyby kupić sobie coś na ząb. Nie tylko ona jest zaniepokojona podwyżką stawek żywieniowych. Pod petycją do dyrektora Zespołu Szkół Mariusza Dobrzyńskiego podpisało się 109 rodziców. - Przed jej wysłaniem obdzwoniliśmy kilkadziesiąt szkół w powiecie i w regionie. Okazuje się, że opłaty są tam znacznie niższe i wahają się w przedziale 11,50 – 12 zł – mówi pani Wioletta.

KTO ZA TO ODPOWIADA?

Autorzy petycji zwracają także uwagę, że dzieci skarżą się na jakość i zbyt małą ilość wydawanych posiłków. Jako rodzice odczuwamy, iż nie mamy możliwości i odpowiednich środków reakcji na opisywany problem. Nie możemy uzyskać informacji, kto właściwie jest odpowiedzialny za istniejący stan rzeczy i do kogo zwrócić się w celu zmiany jakości i cen wydawanych posiłków - piszą rodzice w petycji, która trafiła również na biurko wójta Sławomira Ambroziaka. Zdaniem Wioletty Ważnej problem ma charakter systemowy. Okazuje się bowiem, że firma przygotowująca posiłki zawiera umowę tylko z GOPS-em na dzieci objęte bezpłatnym dożywianiem. - W przypadku tych, które z tej ulgi nie korzystają, nie ma żadnego uregulowania prawnego – zauważa pani Wioletta.

A MIAŁO BYĆ TANIO I SMACZNIE ...

Dyrektor Zespołu Szkół w rozmowie z nami tłumaczy, że dopiero otrzymał petycję od rodziców i miał zbyt mało czasu na zajęcie się problemem. Przypomina jednak, że osiem lat temu, za rządów ówczesnego wójta Krzysztofa Otulakowskiego, zapadła decyzja o likwidacji szkolnej kuchni. Od tej pory jest ona dzierżawiona zewnętrznej firmie wyłanianej przez GOPS w ramach zapytania ofertowego. W tym roku wpłynęły dwie oferty, spośród których najkorzystniejszą przedstawiła restauracja „Arkadia” z Rozóg. - Działa to już tak od lat, ale jako dyrektor jestem pozbawiony jakiegokolwiek wpływu na kuchnię, bo nią nie dysponuję – tłumaczy Mariusz Dobrzyński. Dodaje, że zamierza się spotkać w tej sprawie z wójtem i dopiero wtedy podjęte zostaną konkretne działania.

Z kolei Sławomir Ambroziak uważa, że wprowadzony przez jego poprzednika system dożywiania dzieci nie jest najlepszy. - Wolny rynek miał sprawić, że będzie tanio, smacznie i zdrowo, a wyszło, jak wyszło – mówi z przekąsem, przyznając rację rodzicom, że wyżywienie jest stanowczo za drogie. Zaznacza jednak, że gmina nie ma możliwości dofinansowania dzieciom posiłków. - Na razie analizujemy problem i zastanawiamy się, co dalej – informuje wójt Ambroziak. Dodaje, że na obecnym etapie mało realne jest przejęcie z powrotem szkolnej kuchni i zorganizowanie wyżywienia na innych zasadach. - Z dnia na dzień nie da się przywrócić stanu sprzed ośmiu lat, zwłaszcza że my nawet nie mamy już ani pracowników kuchni ani jej wyposażenia – mówi włodarz.

EKONOMII SIĘ NIE OSZUKA

Danuta Zagożdżon, właścicielka restauracji z Rozóg, która przedstawiła najkorzystniejszą ofertę na dożywianie tłumaczy, że głównym powodem wzrostu cen jest zmniejszająca się liczba dzieci objętych dofinansowaniem z GOPS-u. - Prawa ekonomii są nieubłagane. Muszę przecież utrzymać stołówkę, opłacić pracowników i media. Do tego dochodzi jeszcze wzrost cen produktów – mówi. - Zastanawiałam się, czy w ogóle brać udział w przetargu, ale współpracuję z Jedwabnem już wiele lat i żal mi było dziewczyn, które tam pracują – dodaje Danuta Zagożdżon. Jak wyjaśnia, opiera się na tym, co jest w zapytaniu ofertowym i nie może liczyć na rodziców wykupujących posiłki z własnych kieszeni. - Kierownik stołówki poinformowała mnie, że na razie zrobiło to tylko dziesięć osób – informuje pani Danuta.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}