Środowiskowy Dom Samopomocy w Szczytnie istnieje już dwadzieścia lat. Była to pierwsza tego typu placówka w powiecie szczycieńskim. Z okazji jubileuszu w Miejskim Domu Kultury w Szczytnie odbyła się uroczystość, podczas której uczestnicy zaprezentowali swoje umiejętności, talenty i pasje.
UCZESTNICY W ROLACH GŁÓWNYCH
We wtorek w Miejskim Domu Kultury odbyła się uroczystość z okazji 20-lecia Środowiskowego Domu Samopomocy w Szczytnie. Miała ona formę … „Teleexpressu”, czyli popularnego programu informacyjnego telewizji. Do żartobliwej zapowiedzi udało się namówić głównego prowadzącego ten program, znanego prezentera Macieja Orłosia. Podczas uroczystości przypomniana została historia ŚDS, były pokazy zdjęć i slajdów dokumentujących działalność placówki na przestrzeni dwóch minionych dekad. W rolach głównych wystąpili uczestnicy, prezentując każdą z ośmiu pracowni funkcjonujących w ŚDS. Był też pokaz mody i oczywiście „telehit” - „Baśka” Wilków ze specjalnie „przerobionym” tekstem opowiadającym o pracownikach domu. Całości towarzyszyły przepiękne dekoracje, w tym kwiaty z bibuły wykonane przez uczestników.
PIERWSI W POWIECIE
Środowiskowy Dom Samopomocy w Szczytnie był pierwszą tego typu placówką w powiecie szczycieńskim. Został powołany do życia uchwałą Rady Powiatu w grudniu 2003 r., a działalność rozpoczął w styczniu 2004 r. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
OD NASTOLATKÓW PO SENIORÓW
Uczestnicy mogą korzystać z ośmiu pracowni: plastycznej, krawieckiej, treningu czystości i higieny, komputerowej, kulinarnej, pedagogicznej, świetlicy terapii duchowej, muzykoterapii i ruchowej służącej do odbywania rehabilitacji.
Do ŚDS uczęszczają mieszkańcy różnych, często bardzo oddalonych od Szczytna miejscowości powiatu. - W tej chwili dowozimy 56 osób – informuje dyrektor. Placówka ma do dyspozycji trzy samochody – jeden autobus i dwa busy. Uczestnicy, po przyjeździe jedzą śniadanie, a następnie udają się do pracowni na zajęcia . - Nie ma przymusu przebywania w konkretnej pracowni. Z naszej strony jest tylko zachęta do realizowania planu ustalonego w oparciu o obserwacje zespołu wspierająco – aktywizującego - wyjaśnia Beata Pardo. Każdy, kto trafia do ŚDS, przez trzy miesiące odbywa pobyt próbny. W tym czasie jest obserwowany przez wspomniany zespół pod kątem swoich predyspozycji oraz słabych stron, nad którymi musi pracować. Dzięki temu powstaje dla każdego indywidualny plan uwzględniający indywidualne cechy danej osoby.
Jak uczestnicy trafiają do ŚDS? - Różnie. Czasem poprzez „zaczepkę” na ulicy, po lekarza psychiatrę, który kieruje je do nas. Współpracujemy też z ośrodkami pomocy społecznej, a nawet z parafiami mającymi wiedzę o mieszkańcach potrzebujących naszego wsparcia – odpowiada dyrektor. W gronie uczestników ŚDS są ludzie w różnym wieku. - To osoby od 18 roku życia po skończonej szkole specjalnej, aż po seniorów. W tej chwili nasza najstarsza uczestniczka liczy 95 lat – mówi Beata Pardo.
NIE TYLKO PRACOWNIE
Podopieczni przebywają w placówce od godziny 7.00 do 15.00. Nie tylko biorą udział w zajęciach w pracowniach. Bardzo często wyjeżdżają na wycieczki. W ostatnim czasie byli m.in. w Warszawie, Białymstoku, w górach i nad morzem. Uczestniczą też w przeglądach twórczości osób niepełnosprawnych i niesamodzielnych. Za pobyt w placówce nie płacą. Dotacje na pokrycie jego kosztów przekazuje starostwu wojewoda. Dyrektor jako główną bolączkę funkcjonowania ŚDS wymienia to, że środki te nie nie zawsze są przekazywane w pełnej wysokości na bieżąco, choćby w przypadku rosnących cen i kosztów działalności. - My oczywiście te pieniądze dostajemy, ale zwykle nie nadąża to za podwyżkami – tłumaczy.
Obecnie placówka zatrudnia 18 pracowników, z czego zdecydowana większość to terapeuci prowadzący zajęcia z uczestnikami.
DYREKTOR Z PLASTYCZNYM TALENTEM
Beata Pardo kieruje ŚDS od początku jego istnienia. Swoją karierę zawodową rozpoczynała w szczycieńskim Domu Pomocy Społecznej w 1994 r. Początkowo pracowała jako terapeuta na pół etatu, prowadząc pracownię plastyczną. Stopniowo zwiększano jej czas pracy do całego etatu. Po pewnym czasie ówczesny dyrektor DPS Henryk Wilga zaproponował jej studia plastyczne, na co zresztą przystała, bo, jak mówi, plastyka zawsze ją pociągała. - W swojej plastycznej drodze próbowałam wszystkiego – witrażu, rzeźby, batiku, grafiki oraz różnych technik malarskich – suchych pasteli, rysunku piórkiem – wylicza, dodając, że to ją relaksuje i odpręża. Znajduje również czas na śpiewanie w chórze „Kantata” prowadzonym przez męża, Mariusza Pardo. Na pytanie, co daje jej najwięcej satysfakcji w pracy odpowiada bez wahania: - Kontakt z naszymi uczestnikami, którzy są cudownymi ludźmi pełnymi ciepła, życzliwości i otwartości. Podkreśla, że z wieloma z nich rozmawia nie tylko o ich problemach, ale też np. o książkach. - Jedna z uczestniczek zawsze podrzuca mi je na weekendy, a potem sobie o nich rozmawiamy – mówi dyrektor. - Są to tak szczerzy ludzie, że od razu wyczuwają, kiedy ktoś chce ich oszukać, albo próbuje być sztucznie miły. Komuś takiemu nigdy nie zaufają – podkreśla Beata Pardo.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
