Dworzec PKS w Szczytnie wciąż nie może doczekać się remontu. Nadgryzione zębem czasu stanowiska do odjazdu, nierówna nawierzchnia, kałuże i panujące tam ciemności nie wystawiają miastu dobrej opinii. Na dodatek, wskutek braku porozumienia przewoźników z właścicielem terenu, autobusy zatrzymują się w innych punktach miasta, co powoduje chaos i wściekłość zdezorientowanych pasażerów.

Dworcowy chaos
Dworzec PKS w Szczytnie to obraz nędzy i rozpaczy

JAKA TO WIZYTÓWKA?

Sprawą dworca PKS zajmowali się radni miejscy podczas poniedziałkowych komisji. Temat wywołała Anna Rybińska. - Co się dzieje z tym dworcem? Jest tam ciemno, a autobusy odjeżdżają nie wiadomo skąd. Jaka to wizytówka miasta? Widać, że nie ma ono gospodarza – mówiła, powołując się na głosy przyjezdnych odwiedzających Szczytno. Obecnie dworzec PKS jest nim w zasadzie tylko z nazwy. Z powodu braku porozumienia między właścicielem terenu a przewoźnikami, znaczna ich część zatrzymuje się w innych punktach miasta, m.in. na przystanku komunikacji miejskiej na ul. Polskiej, przy Zespole Szkół nr 2. To powoduje chaos, bo zdezorientowani podróżni często nie wiedzą, skąd odjedzie ich autobus.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Wcale się nie dziwię przewoźnikom, że nie chcą stawać na dworcu, skoro są tam takie kałuże i dziury – mówiła Rybińska.

DALI MU ZIELONE ŚWIATŁO, A ON NIC NIE ROBI

Z kolei Teresa Moczydłowska przypominała, że na początku tego roku rada zgodziła się, na wniosek właściciela terenu, na zmianę dotychczasowego planu zagospodarowania przestrzennego, aby ten mógł tam inwestować oraz wyremontować dworzec. - Mówiono, że my chcemy podciąć mu skrzydła jeśli nie uchwalimy planu, a on zamierza wybudować piękny dworzec – wspominała radna, nawiązując do ówczesnych wątpliwości wyrażanych przez jej niektórych kolegów i koleżanki. - Czy od czasu uchwalenia zmiany planu nie można było zrobić remontu? – zastawiała się Moczydłowska. - To prawo właściciela terenu – odpowiadała jej wiceburmistrz Ilona Bańkowska. Informowała, że nadal prowadzi on rozmowy z KFC w sprawie budowy restauracji. Niezależnie od ich wyniku zobowiązał się do remontu miejsc postojowych. Gruntownej modernizacji nie należy się jednak spodziewać, jeśli inwestycja związana z restauracją bądź innym obiektem gastronomicznym nie wypali.

MIASTO TYLKO MA KŁOPOT

Burmistrz Krzysztof Mańkowski zapewniał natomiast, że zrobił wszystko, aby doprowadzić do porozumienia właściciela z przewoźnikami. W tym celu zorganizował kilka spotkań i w pewnym momencie wydawało się nawet, że uda się osiągnąć kompromis. Tak się nie stało. - Miasto ma związane ręce. Pozwolenia na przystanki wydaje starostwo. My tylko mamy kłopot, bo przewoźnicy korzystają z naszych przystanków – mówił Mańkowski. Aby im to uniemożliwić, w ubiegłym tygodniu miasto wystosowało do GDDKiA pismo, aby ta cofnęła zezwolenie na zatrzymywanie się na ul. Polskiej prywatnych przewoźników ze względu na emitowane przez ich pojazdy spaliny. - Czym to się skończy, trudno powiedzieć – mówił burmistrz.

Radni z komisji rewizyjnej na wniosek Anny Rybińskiej zaproszą na swoje posiedzenie właściciela terenu dworca, aby ten poinformował ich o swoich planach dotyczących nieruchomości. Niektórzy ubolewali, że miasto za rządów burmistrz Górskiej nie wykupiło tego gruntu po tym, jak BUS – KOM wystawił go na sprzedaż, choć miało prawo pierwokupu. W związku z tym radny Dziuban sugerował, aby poszukać innego miejsca, gdzie można by usytuować dworzec. Z kolei radny Kiersikowski proponował, aby rozważyć zagospodarowanie na ten cel dawnej bazy ZKM na ul. Kościuszki. Mańkowski jest jednak sceptyczny. - To działka w centrum miasta. Lepiej ją sprzedać na działalność mieszkalno – usługową – uważa.

(ew){/akeebasubs}