Od ładnych kilku lat, na początku listopada, otrzymuję od Radia ZET zaproszenie na galę wręczenia nagrody imienia Andrzeja Woyciechowskiego za najlepszy materiał dziennikarski roku. Uroczystość odbywa się zawsze w Narodowej Galerii Sztuki ZACHĘTA w Warszawie.
Za rządów poprzedniej ekipy stałym gościem minionych, dziennikarskich gali był Prezydent Bronisław Komorowski. Ja zresztą także. W tym roku wyjątkowo nie będę uczestnikiem imprezy (już 14. edycja), ponieważ termin 14 listopada nie pasuje mi z różnych powodów. A dlaczego w ogóle jestem zapraszany? Ano dlatego, że Andrzej Woyciechowski, twórca Radia ZET, w czasach studenckich, był moim serdecznym przyjacielem. Wspólnie organizowaliśmy kabaret w klubie STODOŁA. Andrzej nie żyje od lat 23. Po jego śmierci inicjatorzy dorocznej nagrody wielokrotnie konsultowali ze mną kabaretowe wspomnienia z nim związane. I tak zostałem stałym gościem listopadowej gali.
Wkrótce odbędzie się jeszcze jedna znacząca dziennikarska uroczystość.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
A skoro wspomniałem o rodzinnych koneksjach wewnątrz konkursowej kapituły, to jeszcze kilka słów o innym wyróżnieniu. Mianowicie słynnej Nagrodzie Kisiela, czyli autorskiej ocenie twórczości, firmowanej przez znakomitego dziennikarza, felietonistę Stefana Kisielewskiego. On sam ją ustanowił w roku 1990. Osobiście typował laureatów zaledwie dwukrotnie, bowiem zmarł w roku 1991. Później nagrody przyznawała kapituła składająca się ze zwycięzców lat poprzednich. Pod przewodnictwem Jerzego Kisielewskiego, czyli syna słynnego Kisiela. Jurek (poznaliśmy się) sam siebie tytułował „pierwsza woda po Kisielu”. Patronem przedsięwzięcia został tygodnik WPROST. I oto stało się tak, że zapewne po raz pierwszy Nagroda Kisiela za rok 2018 nie zostanie przyznana. Dotychczas odbyło się 25 konkursów. Obecnie rodzina mistrza uznała, że tygodnik WPROST manipuluje politycznie, a spośród 58 osób kapituły, 25 byłych laureatów poparło Jurka, czyli syna Kisiela. Chodziło zapewne (między innymi) o zeszłoroczny wybór Jarosława Kaczyńskiego do słynnej nagrody za „konsekwencję i niezłomność”. Jak będzie dalej zobaczymy, atoli szkoda byłoby po tylu latach przerwać, jakże znaczącą intelektualnie, literacką tradycję.
Wspomniałem Kisiela. Zatrzymajmy się zatem przy nazwisku Kisielewski, bowiem był to autentyczny fenomen dziennikarski w trudnych latach w jakich żył. Mam w domu książkę wydaną w roku 1989 pod tytułem „Lata pozłacane, lata szare”. Jest to wybór felietonów Stefana Kisielewskiego, zamieszczanych w TYGODNIKU POWSZECHNYM w latach 1945 - 1987. Uwielbiam przeglądać ten zbiór. Większość komentarzy Kisiela jest wciąż aktualna, czyli „na czasie”. Niektóre są żartobliwe, inne śmiertelnie poważne, ale zawsze znaczące. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy pierwszym sekretarzem rządzącej partii (najważniejsza osoba w komunistycznym kraju) został, w Polsce, w roku 1956, Edward Ochab, to w swoim felietonie (1957) Kisiel, pisząc o małym zainteresowaniu europejczyków ówczesną Polską, napisał, że w „France Soir” przekręcono nawet nazwisko szefa państwa i zamiast Ochab napisano Schab. Żeby w tamtych latach coś tak żenującego dla przywódcy narodu podać do publicznej wiadomości, to trzeba było mieć nie lada odwagę!
Bądźmy nadal przy anegdotkach zabawnych. W latach tużpowojennych (1945-1955) dyrektorem Browarów Okocimskich został Aleksander Bocheński. Pisarz, dziennikarz, tłumacz literatury, a jednocześnie polityk. Poseł. Tak czy inaczej intelektualista z poczuciem humoru, zatem zaproponował tygodnikowi „Przekrój” następującą reklamę browaru: „Jak się pobierzem, to się Okocim”. Oczywiście z punktu widzenia poważnych, partyjnych decydentów był to obyczajowy skandal. Kisiel natychmiast stanął w obronie zabawnego pomysłu.
To były żarciki. Natomiast z okazji aktualnego Stulecia Niepodległości przypomnę, że w swoim felietonie z pamiętnego roku 1968 (wydarzenia marcowe) Kisiel przywołał Juliusza Słowackiego. Przytoczę fragment:
Szli krzycząc: „Polska! Polska!” - wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna
Szli dalej krzycząc: „Boże! ojczyzna! ojczyzna”.
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: „Jaka”?
Słowacki napisał to w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. Jakże to przesłanie było ważne i później. W momencie odzyskania niepodległości. A jeszcze później, w PRL, zacytował Słowackiego Kisiel. Odważnie. I także w momencie istotnym dla Polski. No a dzisiaj wiersz ów nadal nie stracił na aktualności. Swoją drogą muszę jeszcze kiedyś napisać o dziennikarskim (i nie tylko) fenomenie Stefana Kisielewskiego. Ale na dzisiaj wystarczy.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
