Od wielu lat w Szczytnie w sylwestrową noc znad ratuszowej wieży tryskają sztuczne ognie i race, choć imprez tych nie zapowiadają żadne wcześniejsze komunikaty czy plakaty. Dlaczego? Bo oficjalnie sylwestra w mieście nie ma.

Dziwaczny sylwester

Jak co roku niemała liczba mieszkańców Szczytna i okolic przybyła na plac Juranda, aby

wspólnie przeżyć ostatnie chwile odchodzącego starego roku, a także świętować pierwsze sekundy i minuty nowego 2016. Pod ratuszem nie było jednak widać tłumów. Centrum placu pozostawało w dużej części puste, bo wszyscy skupili się na jego obrzeżach oraz wokół ronda. Z tych miejsc najlepiej bowiem ogląda się pokaz sztucznych ogni organizowany przez... No właśnie przez kogo?{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Przypomnijmy, że 11 lat temu w trakcie miejskiej imprezy sylwestrowej doszło do nieszczęśliwego wypadku. Od tego czasu miasto oficjalnie wycofało się z ich organizacji. Mimo to po dwuletniej przerwie, ognie i race znowu co roku tryskają znad wieży. Przychodzą też mieszkańcy, ale nie tak tłumnie jak niegdyś. Tegoroczny pokaz mógł się podobać, różnokolorowe sztuczne ognie rozbłyskiwały kilka dobrych minut. A nie były to jedyne fajerwerki. Jak co roku, niemały zapas środków pirotechnicznych przynieśli ze sobą także mieszkańcy miasta i robili z nich użytek. Nie można było narzekać na niedobór efektów świetlno-hukowych.

- Jest fajnie i wesoło – cieszyły się zagadnięte przez nas Maja i Wiktoria, uczennice szkoły średniej. Choć ogólnie panował radosny nastrój, to jednak pozostawał pewien niedosyt.

- Brakuje tylko śniegu, bo co to za Nowy Rok bez białej pierzynki - skarżyła się nam inna grupka rozbawionej młodzieży.

Na śnieg liczyli także przybysze z Wrocławia. Pani Marta z mężem i dziećmi w sylwestra odwiedziła swoich rodziców mieszkających w Szczytnie.

- Przyjechaliśmy aż z Wrocławia, sądząc, że w rodzinnych stronach, na północy kraju będzie choć trochę śniegu – mówi nam, wznosząc lampką szampana noworoczny toast. Niestety zawiodła się, a szczególnie dzieci. U nas biały puch pojawił się dopiero w pierwszych dniach 2016 roku i to jak na lekarstwo.

Szkoda, że dawny obyczaj spędzania w naszym mieście sylwestra na świeżym powietrzu w zorganizowanej formie upadł. A przecież kiedyś, do 2004 r. rozbrzmiewała na placu Juranda muzyka, a z ratuszowego balkonu ówcześni włodarze składali noworoczne życzenia. Teraz to wszystko odeszło w niepamięć, ale i tak witających Nowy Rok w centrum miasta ciągle jeszcze nie brakuje.

Marek J.Plitt

W SZCZYTNIE SMUTA, W ROZOGACH ZABAWA

Znacznie bardziej ożywiona atmosfera niż w stolicy powiatu, panowała w Rozogach. Tam po raz pierwszy zorganizowano imprezę sylwestrową w miejscowym amfiteatrze. Jak relacjonuje dyrektor GOK-u Wojciech Szewczak, mieszkańcy zaczęli się schodzić od godziny 22.00, a frekwencja dopisała. Muzyczną oprawę sylwestrowej nocy zapewnił DJ, a o północy odbył się pokaz sztucznych ogni. - Nie doszło do żadnych incydentów, ochrona bardzo dobrze wywiązała się ze swojego zdania – mówi dyrektor Szewczak. Dodaje, że zabawa trwała aż do godziny 1.00, choć spodziewał się wcześniejszego jej zakończenia. - Na pewno będziemy organizować sylwestra również w przyszłym roku – zapowiada szef GOK-u.

(ew){/akeebasubs}