Na polu dzierżawionym przez Mariannę i Romualda Tańskich z Pasymia energetycy wymieniający słup dokonali poważnych zniszczeń. Nie był to pierwszy taki przypadek, bo podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej. - Dzierżawimy te grunty ponad 20 lat i przez ten czas Energa ani razu nie powiadomiła nas, że ma zamiar na nie wejść – żali się Marianna Tańska.

Energa wchodzi nam w szkodę
Marianna Tańska: - Teraz już nic tu nie zasiejemy. Cała agrotechnika, nawozy, środki ochrony roślin poszły na marne

NIC JUŻ TU NIE ZASIEJEMY

Marianna i Romuald Tańscy prowadzą duże gospodarstwo rolne na terenie gmin Pasym i Dźwierzuty. Część użytkowanych gruntów dzierżawią od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Dwa tygodnie temu na jedno z takich pól przygotowanych już pod nowe zasiewy wjechali ciężkim sprzętem energetycy, aby wymienić znajdujący się tam słup. Dokonali przy tym poważnych zniszczeń. - Teraz już nic tu nie zasiejemy. Cała agrotechnika, nawozy, środki ochrony roślin poszły na marne – załamuje ręce Marianna Tańska, dodając, że zryty koleinami grunt pozostanie nieuprawiany aż do przyszłorocznych żniw. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Tańscy mają pretensje do odpowiedzialnej za wykonywanie na polu prac spółki Energa. Jej pracownicy o swoich zamiarach nigdy nie informują rolników. - Dzierżawimy te grunty ponad 20 lat i przez ten czas Energa ani razu nie powiadomiła nas, że ma zamiar na nie wejść – żali się pani Marianna. Dodaje, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej. Czasami rolnicy odkrywali zniszczenia dopiero po dłuższym czasie. - Teraz też przypadek sprawił, że mąż jechał akurat w kierunku Grzegrzółek i zauważył na polu ciężki sprzęt – relacjonuje nasz rozmówczyni. Jak mówi, mimo wielokrotnych interwencji w energetycznej spółce, nie doczekali się wraz z małżonkiem żadnego odszkodowania za poniesione szkody. Tym razem jednak miarka się przebrała. Tańscy powiadomili o sprawie policję oraz filię KOWR- u w Kamionku. Jej kierownik Tomasz Żuchowski potwierdza, że i jego instytucja, choć jest właścicielem gruntów, nigdy wcześniej nie była informowana przez energetyków o zamiarze prowadzenia na nich prac. - Ich obowiązkiem było zawiadomić nas jako właścicieli, ale też dzierżawców – mówi Żuchowski.

CZY DOSTANĄ ODSZKODOWANIE?

O ustosunkowanie się do sprawy poprosiliśmy przedstawicieli Energi. Jeden z nich, który był na polu Tańskich, odmówił nam wypowiedzi, dodając arogancko, że nie chce, aby jego nazwisko pojawiło się „w jakimś pisemku”. Następnie odesłał do biura prasowego spółki, a to z kolei do Energi Operatora. Koordynator ds. kontaktu z mediami Grzegorz Baran poinformował nas, że sprawa jest obecnie wyjaśniana. - W takich sytuacjach, jeżeli rzeczywiście w wyniku prowadzonych przez Energa – Operator prac doszłoby do spowodowania szkód, właścicielom lub użytkownikom nieruchomości, na których znajduje się infrastruktura elektroenergetyczna, przysługuje odszkodowanie w wysokości poniesionych strat – tłumaczy koordynator. Do chwili zamknięcia tego wydania gazety nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego do tej pory spółka nie powiadamiała właścicieli i dzierżawców gruntów o swoich zamiarach.

Tomasz Żuchowski poinformował nas, że po ostatnim zdarzeniu na polu w Pasymiu, spółka już to robi.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}