ZMORA KOLEKCJONERÓW
Niemal każdy kolekcjoner styka się z problemem kopii i różnego rodzaju fałszerstw.
Szacuje się, że na rynku malarstwa w Polsce ponad 30% obrazów jest fałszywych. Takie obrazy znajdują się w wielu kolekcjach, a nawet trafiają do najbardziej renomowanych muzeów. W tym przypadku jest to sprawa bardzo poważna, bo w grę wchodzą wielkie pieniądze. Przez fałszerstwa zniszczona została poważna filatelistyka. Problem fałszerstw i kopii pojawia się również w przypadku przedmiotów związanych z historią regionalną. Doświadczeni, znający rynek i opatrzeni kolekcjonerzy zazwyczaj są w stanie obronić się przed kopiami i różnego rodzaju fałszerstwami. Ci mniej doświadczeni lub początkujący są często bezradni. Można powiedzieć, że nauka kosztuje, w niektórych przypadkach dużo. Obecnie najchętniej fałszowane są przedmioty związane z Mrągowem. Dzieje się tak z powodu tego, że kolekcjonerzy zbierający przedmioty związane z tym miastem są w stanie zapłacić za nie więcej, niż jest płacone za podobne przedmioty związane z innymi miastami i powiatami. Jednocześnie tym osobom wysoko licytującym na internetowych aukcjach brakuje wiedzy na temat zbieranych przedmiotów oraz nie znają one rynku, ludzi i zasad z nim związanych. Nie mają się też kogo poradzić lub nie ma kto ich ostrzec.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
FOTOGRAFIE ZE SZCZYTNA
Przedmioty związane z naszym powiatem fałszowane są raczej rzadko. Najczęściej oszustwo polega na ręcznym podpisaniu lub podrobieniu pieczątki i oznakowaniu nią anonimowego, bezwartościowego i niezwiązanego z naszym regionem zdjęcia.
Kilka miesięcy temu na jednym z internetowych portali aukcjnych sprzedała się fotografia, która w zasadzie niczego wyjątkowego nie przestawiała. Widzimy na niej ulicę Hindenburga (ul. Paderewskiego) w Szczytnie i dziewczynę na rowerze. Ulica ta prawie nie posiada archiwalnej ikonografii, dlatego fotografia ta uzyskała stosunkowo wysoką cenę. Zdjęcie wykonane zostało przez fotografa ze Szczytna - Karla Baermanna, który sygnował ją na odwrocie fioletową, podłużną pieczątką. Sprzedawca wpadł na pomysł, by anonimowe (niepodpisane i niesygnowane) zdjęcia również sygnować pieczątką tego fotografa. Jednak kolor wykonanej przez niego pieczątki różni się od tej oryginalnej. Sprzedawca ten oznakował w ten sposób wiele zdjęć i wystawił je na sprzedaż. Trochę ich sprzedał, ale większość kolekcjonerów zorientowała się szybko, że są to fałszerstwa. Ciekawa jest historia jednej ze sprzedawanych i oznakowanych przez niego podrabianą pieczątką fotografii przedstawiającej rzekomo grupę cyklistów ze Szczytna. Na zdjęciu tym widzimy stojących przy rowerach 6 mężczyzn w takich samych, jasnych strojach. Bez wątpienia są to członkowie jakiegoś klubu cyklistów. Fotografię wykonano prawdopodobnie przed I wojną światową. Jeszcze podczas trwania internetowej oferty pojawiała się ona na jednej ze stron na Facebooku specjalizującej się w publikowaniu skanów pozyskanych z Internetu z podpisem, że to prawdopodobnie pierwsze oficjalne zdjęcie klubu szczycieńskich cyklistów. No cóż, od takich, służących w zasadzie wyłącznie rozrywce, stron nie można zbyt wiele wymagać. Stali fotografowie pojawili się w Szczytnie w 1857 r. Szczycieński klub cyklistów założony został w 1896 r. i zapewne już pod koniec XIX w. doczekał się pierwszych, utrwalających swoją działalność fotografii. Historia szczycieńskich cyklistów i fotografów została opisana na łamach „Kurka Mazurskiego” i w „Roczniku Mazurskim”, więc wiedza potrzebna do oceny tego zdjęcia była dostępna nie tylko dla obeznanych w temacie kolekcjonerów. Jednak ku mojemu zdziwieniu ta sama fotografia pojawiła się w książce znanego wydawcy i kolekcjonera. Podano w niej, że zdjęcie wykonane ok. 1920 r. przedstawia szczycieńskich cyklistów. Fotografia faktycznie wykonana została najpóźniej na samym początku lat 20. XX w., chociaż moim zdaniem wcześniej. Problem w tym, że w tym okresie K. Baermann jeszcze w Szczytnie nie działał. Pojawił się tu jako następca działającego po I wojnie światowej K. Dietricha około 1925 r. Przykład ten pokazuje, że czasem nawet najlepsi kolekcjonerzy mogą zostać oszukani. W zasadzie może się to zdarzyć i zapewne zdarza się każdemu, nie wyłączając piszącego te słowa. Ważne jest, by wyciągać wnioski i uczyć się na popełnionych błędach. Fotografie z podrobionymi przez tego sprzedawcę pieczątkami są nadal w ofercie. Sprzedaje on również zdjęcia z fałszywymi pieczątkami Frl. M. Fischa z Rozóg i zapewne z wielu innych miejscowości spoza naszego powiatu. W zasadzie w przypadku sporej części sprzedawanych przez tego sprzedawcę fotografii pochodzących rzekomo ze Szczytna i z Rozóg nie trzeba znać literatury ani orientować się w sygnaturach wydawców i fotografów. Zdjęcia te są podejrzane na pierwszy rzut oka. Po prostu zbyt często ich stylistyka nie pasuje do naszego miasta, a nawet regionu. Czuć, że wykonano je poza Mazurami, a to oznacza, że rezerwę trzeba zachować również w stosunku do tych zdjęć, których stylistyka do naszego regionu pasuje lub jest uniwersalna.
JAK ODRÓŻNIĆ ZBIERACZA OD KOLEKCJONERA
Kolekcjonera od zbieracza odróżnia dążenie do poznania historii gromadzonych przedmiotów. W przypadku starych pocztówek i zdjęć liczy się nie tylko widok na nich utrwalony, ale również wiedza na temat użytego papieru, sygnatur oraz wydawców i autorów. Kolekcjonerstwo to przede wszystkim wiedza i doświadczenie. Dlatego zachęcam adeptów tego zajęcia do czytania fachowej literatury, a przede wszystkim do rozmów z bardziej doświadczonymi kolegami. W naszym powiecie (a nawet częściowo w regionie) funkcję nieformalnego klubu kolekcjonerów pełni działająca w Olszynach giełda staroci.
Witold Olbryś{/akeebasubs}
